Przewoźnicy nie chcą płacić za oszustów

Przedsiębiorcy transportowi sprzeciwiają się drakońskim karom za niezawinione uchybienia w transporcie towarów

Przewoźnicy chętnie montują w ciężarówkach urządzenia GPS, które pomagają im lokalizować ciężarówki i dbać o to, by towary docierały do klientów na czas. Jednak propozycje ministra rozwoju i finansów dotyczące satelitarnego śledzenia transportu wzbudziły sprzeciw przedsiębiorców. Boją się proponowanych przez resort wysokich kar oraz sankcji i roszczeń nadawców i odbiorców ładunków.

Wyświetl galerię [1/2]

POŚPIECH NIEWSKAZANY: Tadeusz Wilk z ZMPD oraz Leszek Wieciech, prezes POPIHN, cieszą się, że rząd walczy z szarą strefą. Transportowcy obawiają się jednak, że wprowadzanie przepisów w pośpiechu i bez konsultacji społecznych przyniesie więcej szkody niż pożytku. ARC, GK

Bez konsultacji

Minister rozwoju i finansów przygotował projekty ustawy i rozporządzenia, dotyczące monitorowania transportu drogowego, a mówiąc precyzyjniej — towarów akcyzowych, takich jak paliwa, susz tytoniowy, oleje roślinne i rozpuszczalniki. Przepisy będą obowiązywać od stycznia 2017. Nadawcy i odbiorcy ładunków będą musieli zgłaszać państwowym służbom plany przewozu towarów. Po wyłonieniu w przetargu dostawcy, firmy transportowe będą musiały kupić lub wypożyczyć nowe lokalizatory GPS, które pozwolą fiskusowi śledzić ciężarówki. Przedstawiciele firm transportowych uważają, że rządowi urzędnicy zaproponowali zbyt krótki okres na wdrożenie przepisów. Negatywnie oceniają też pominięcie w procesie legislacyjnym konsultacji społecznych, mimo że projekty nie są inicjatywą poselską, lecz rządową.

— Piszemy pismo do ministra finansów, by przedstawić własne stanowisko, bo przecież projekt dotyczy działalności naszych członków — mówi Tadeusz Wilk, dyrektor departamentu transportu w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) w Polsce.

Kierowca zapłaci

Po wejściu w życie nowych przepisów znacząco wzrosną koszty działalności firm transportowych, które będą musiały płacić kaucję za lokalizatory oraz kaucję za tzw. założenie zamknięć celnych.

— Do tego dochodzą drakońskie kary, które grożą kierowcom. Za nieuzupełnienie zgłoszenia dotyczącego przewożonych towarów kierowcy grozi 5 tys. zł kary. Jeśli podczas kontroli okaże się, że ładunek jest o 10 proc. cięższy od załadowanego — aż 20 tys. zł. W tej wysokości będzie też wymierzona kara za brak czy niewłączenie lokalizatora — wylicza Tadeusz Wilk. Podkreśla, że karę poniosą kierowca i przewoźnik, mimo że winien może być np. nadawca. Kierowca ma tylko ograniczoną możliwość kontroli przewożonych ładunków. Przedstawiciele firm transportowych obawiają się też roszczeń i sankcji ze strony nadawców i odbiorców ładunków.

— Jeśli na przykład lokalizator się zepsuje, pojazd będzie unieruchomiony do czasu naprawy czy wymiany. Kto zapłaci karę za to, że nie dotrze z przesyłką na czas? Co się stanie, jeśli w jakimś miejscu nie będzie zasięgu i przejazd pojazdu nie będzie monitorowany? — retorycznie pyta Mirosław Zubek, prezes OTP i grupy Transpolonia. Brak konsultacji i krótki termin wdrożenia przepisów może być także problemem dla przewoźników zagranicznych dostarczających towary do Polski oraz jadących tranzytem, którym — choćby z powodu bariery językowej — będzie trudniej dostosować się do zmienionych przepisów.

Węgierskie wzorce

Bardziej pozytywnie projekt oceniają natomiast przedstawiciele branży paliwowej,najbardziej popularnej wśród podatkowych przestępców.

— Minister rozwoju i finansów wzoruje się na rozwiązaniach węgierskich [patrz ramka — red.]. Od dawna wskazywaliśmy ten kierunek i postulowaliśmy wdrożenie w Polsce podobnych rozwiązań, więc cieszymy się, że urzędnicy zdecydowali się na ich wprowadzenie. Analizujemy jednak jeszcze szczegółowe zapisy projektów i dopiero wówczas będziemy mogli je ostatecznie ocenić — mówi Leszek Wieciech, prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. Przyznaje, że wprowadzenie w pośpiechu przepisów, nawet uznawanych w branży za zasadne, może przynieść więcej szkody niż pożytku i spowodować handlowy bałagan. Projekt analizują także dostawcy tytoniu, którym trudno uwierzyć, że przepisy dotyczące wielu ważnych gałęzi gospodarki będą wprowadzone bez konsultacji społecznych.

Europejscy prekursorzy

Na Węgrzech przewoźnicy muszą mieć elektroniczny numer identyfikacyjny EKAER, pozwalający na przewóz towarów. Można go uzyskać przesyłając do rządowej administracji dane dotyczące firmy, rodzaju ładunku, masy itp. Podobne zgłoszenia stosowane są także w Portugalii. W Niemczech natomiast trzeba rejestrować jedynie dane dotyczące przewozu kawy w ilości większej niż 10 kg.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 9 listopada 2016 r.

Mimo że wiele firm transportowych ma urządzenia GPS pozwalające zarządzać flotą, fiskus wyposaży ich w nowe, by śledzić przepływ towarów i podatków.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Przewoźnicy nie chcą płacić za oszustów