Przeżywamy boom prac sezonowych

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2010-06-08 00:00

Sezonowy spadek bezrobocia będzie w tym roku trzykrotnie silniejszy niż przed rokiem. Również dzięki powodzi.

Polscy pracodawcy są największymi optymistami w naszej części świata

Sezonowy spadek bezrobocia będzie w tym roku trzykrotnie silniejszy niż przed rokiem. Również dzięki powodzi.

Polskie firmy coraz chętniej zatrudniają nowych pracowników. Jak wynika z badania firmy Manpower, w trzecim kwartale 2010 r. zwiększać zatrudnienie chce 24 proc. badanych przedsiębiorców. Zwolnienia planuje tylko 6 proc. To oznacza, że rynek pracy prawdopodobnie najgorsze ma za sobą.

Głód pracy

— Badanie pokazuje, że nastroje pracodawców poprawiają się niemal na całym świecie, ale Polska jest w tej poprawie liderem. Nasi pracodawcy deklarują największy wzrost zatrudnienia ze wszystkich 17 przebadanych krajów w Europie — mówi Iwona Janas, dyrektor generalna Manpower Polska.

Polscy przedsiębiorcy pod względem planów zatrudnienia wyprzedzili m.in. Norwegów (13 proc. chce zatrudniać, a 2 proc. zwalniać), Szwedów (15 proc. wobec 5 proc.) i Niemców (13 proc. wobec 3 proc.). Bez porównania lepiej wypadamy na tle Holandii, Irlandii i Szwajcarii, gdzie nadal nieco więcej firm zamierza redukować zatrudnienie, niż je podnosić.

— Polska gospodarka ma się coraz lepiej, więc i rynek pracy przeżywa ożywienie — dodaje Iwona Janas.

Sytuacja na naszym rynku pracy poprawia się już od marca. Stopa bezrobocia w samym maju spadła o 0,3 pkt proc., do 12 proc. (bez pracy jest 1,91 mln osób.) — wynika z danych resortu pracy. To oznacza, że od lutego, kiedy bezrobocie sięgnęło 13 proc., grono bezrobotnych skurczyło się o 189 tys. osób.

— Bezrobocie spada i będzie spadać jeszcze przez kilka miesięcy. Minimum osiągnie w październiku, kiedy obniży się do 11,5 proc. W 2011 r. sytuacja będzie dalej się poprawiać — prognozuje Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka rynku pracy w PKO BP.

Wysoki sezon

Według ekspertów, poprawa to w dużej mierze zasługa prac sezonowych. Okazuje się, że polski rynek pracy przeżywa obecnie boom takich tymczasowych, wiosenno-letnich zleceń.

— W 2010 r. sezonowość będzie trzykrotnie silniejsza i dwukrotnie dłuższa niż w ubiegłym roku. Koniunktura gospodarcza się poprawia, więc na rynku pojawia się znacznie więcej ofert pracy, np. na budowach czy przy remontach — tłumaczy Karolina Sędzimir-Domanowska.

Zgodnie z jej obliczeniami, w bieżącym roku różnica między zimowym szczytem bezrobocia a letnio-jesiennym dołkiem wyniesie 1,5 pkt proc. (bezrobocie spadnie z 13 do 11,5 proc.). W 2009 r. było to tylko 0,5 pkt proc. (spadek z 11,1 do 10,6 proc.).

— Prac sezonowych nadal nie jest tyle, co przed kryzysem, ale w porównaniu z poprzednim rokiem widać wyraźną poprawę — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska.

Dane resortu pracy sugerują jednak, że ofert pracy byłoby więcej, gdyby nie ostatnie powodzie. Regiony, w których zniszczenia były największe, zanotowały pokaźny spadek wolnych stanowisk. W województwach opolskim, podkarpackim i świętokrzyskim liczba ofert spadła w maju o jedną trzecią.

— Na zalanym terenie znajduje się około 100 zakładów pracy. Część z nich, np. restauracje czy stacje benzynowe, deklaruje już zwolnienia pracowników — mówi Jerzy Łatkowski, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Sandomierzu.

Na szczęście ten negatywny wpływ powodzi na rynek pracy jest tylko chwilowy. Później wielka woda ma być pozytywnym impulsem.

— Ofert pracy powinno niedługo przybywać. Spodziewamy się ich głównie w firmach budowlanych i remontowych, ale też w warsztatach samochodowych. Wiele zalanych samochodów czeka na pomoc mechanika — mówi Anna Hawliczek, wicedyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Jaśle.

— Już czerwiec powinien przynieść ten pozytywny efekt — dodaje Karolina Sędzimir-Domanowska.