Przybędzie chętnych do Eurolandu

Kamilla Staszak
opublikowano: 12-06-2009, 00:00

Czeka nas zaciskanie pasa i renacjonalizacja, ale kryzys będzie też miał dobre skutki — zapowiada francuski profesor Philippe Dessertine.

Kryzys przyczyni się do zacieśnienia współpracy między Europejczykami

Czeka nas zaciskanie pasa i renacjonalizacja, ale kryzys będzie też miał dobre skutki — zapowiada francuski profesor Philippe Dessertine.

Jak długo jeszcze potrwa światowy kryzys ekonomiczny?

Przeciętny obywatel dopiero zaczyna odczuwać jego skutki, które będą narastały w następnych latach. Wątpię w optymistyczne prognozy, że w 2011 r. już o nim zapomnimy. Kryzys zmieni nie tylko system finansowy, ale wpłynie na życie milionów ludzi.

W jaki sposób?

Nie będziemy mogli sobie pozwolić na dotychczasową konsumpcję dóbr i usług, zwłaszcza że często była ona na kredyt. Teraz jej utrzymanie jest dużo trudniejsze, bo banki zaostrzają kryteria i podnoszą marże, więc rośnie liczba odrzucanych wniosków kredytowych. Zmniejszy się popyt na domy i mieszkania, zwłaszcza na tzw. drugie rezydencje (na wakacje lub lokata kapitału). Zmniejszą się także wydatki na wyjazdy wypoczynkowe. Podobnie będzie z kupnem nowego samochodu, telefonu komórkowego, ubrań, naukę dzieci — wszystkiego, na czym w budżecie domowym można zaoszczędzić.

To łagodne ograniczenia w porównaniu z kryzysem lat 30., z którym często zestawia się obecny.

Można porównywać intensywność obu kryzysów, ale niekoniecznie odczucia przeciętnych ludzi, bo żyjemy w innych czasach. Skutki zawirowań jednak będą podobne. Zmieni się styl życia i choć w krajach rozwiniętych nikt nie będzie głodował, wiele osób o mniejszych przychodach będzie się martwić, jak przeżyć do końca miesiąca. Poza Europą i Ameryką przybędzie ludzi pozbawionych codziennej porcji jedzenia.

A Europa Wschodnia?

Kryzys zostanie odebrany jako regres w podnoszeniu poziomu życia do standardu krajów zachodnich.

Banki w Wielkiej Brytanii wysłały do posiadaczy kont listy z ofertą pomocy w razie trudnej sytuacji finansowej. Czy banki we Francji zrobiły coś podobnego?

Z tego, co wiem, to nie. Wyspy to co innego. Odczuwają skutki kryzysu najdotkliwiej z całej UE. Londyńskie City było centrum finansowym świata i wielu ludzi już straciło tam pracę bądź wkrótce straci. Za tą branżą idą kolejne. Brytyjska gospodarka jest dużo bardziej zadłużona niż innych krajów europejskich. Tamtejszy model finansowy był zbliżony do amerykańskiego: niemal każdy mógł dostać kartę kredytową z wysokim debetem i zaciągnąć kredyt, którego teraz nie może spłacić. Wielu konsumentów po ogłoszeniu bankructwa bez problemów dostawało kolejną kartę. To wszystko, co wcześniej napędzało gospodarkę, teraz ją pogrąża.

Dlatego uważa pan, że skutki kryzysu będą we Francji lub Niemczech łagodniejsze?

— Banki były tam pod większą kontrolą. Także przemysł tych krajów jest bardziej związany z własnością publiczną, więc państwo bierze na siebie odpowiedzialność za jego funkcjonowanie. W najbliższym czasie możemy spodziewać się nacjonalizacji przedsiębiorstw np. z branży motoryzacyjnej. Takie działania mogą wzmocnić niektóre gałęzi gospodarki w Europie Zachodniej, ale osłabić je na Wschodzie.

W Polsce przeżyliśmy boom prywatyzacyjny, a pan mówi o nacjonalizacji!

Zgoda, w Europie Wschodniej może to być odebrane jako krok wstecz. Tym bardziej że ograniczenia kredytowe spowodują zmniejszenie zagranicznych inwestycji na Wschodzie, a co za tym idzie powstanie tam mniej nowych miejsc pracy. Zmniejszenie siły nabywczej na Zachodzie spowoduje zahamowanie eksportu ze Wschodu, a więc okrojenie produkcji w firmach już istniejących.

Nieruchomości
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
×
Nieruchomości
autor: Dominika Masajło, Paweł Berłowski
Wysyłany raz w tygodniu
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Nawet jeśli Kowalski, Petit i Schwarz nie żyli na kredyt, zapłacą za kryzys?

Niestety, tak. Zmniejszą się stopy procentowe. Najprawdopodobniej będziemy zmuszeni płacić także większe podatki i pożegnać się z dotychczasowymi przywilejami. Można się też spodziewać pogłębienia deficytów budżetowych wszystkich krajów, a w związku z tym zmniejszenia pomocy społecznej, wydatków na ochronę zdrowia, kulturę itp.

Może jednak znajdzie pan w tym kryzysie coś pozytywnego dla przeciętnego Europejczyka?

Jednym z nieoczekiwanych jego skutków będzie zbliżenie modelów systemów finansowych w UE. Zostaną one bardziej uregulowane i poddane większej kontroli, aby w przyszłości nie doszło do podobnych nadużyć. Wielka Brytania zbliży się pod tym względem do Europy, gdyż wiele straciła wzorując się na USA. Uderzyły w nią także fluktuacje walut, bo nie znajduje się w strefie euro. Skoki kursów zaszkodziły zresztą nie tylko jej — zmniejszyły o połowę oszczędności mieszkańców krajów nordyckich. Można się spodziewać, że kiedy pierwsza fala kryzysu przeminie, pojawią się nowi chętni do strefy euro.

Francuski parlament zezwolił na dobrowolne przedłużenie wieku emerytalnego do 70. roku życia. Decyduje o tym sam zainteresowany, ale być może będzie musiał pracować tak długo z braku innych źródeł utrzymania. Czy jednym z skutków kryzysu będzie zmniejszenie emerytur i praca do później starości?

Mimo odmiennych systemów emerytalnych w różnych krajach, jednym ze wspólnych trendów będzie wydłużenie okresu pracy. To już się rozpoczęło ze względu na starzenie się społeczeństw i kryzys tylko tę tendencję przyśpieszy. Na dodatek fundusze emerytalne straciły wypracowane zyski, więc państwo będzie musiało przejąć na siebie zobowiązania wobec emerytów. Oni sami z powodu zmniejszenia wysokości emerytur będą musieli jeszcze bardziej zaciskać pasa, a kolejne pokolenia coraz więcej płacić na ich utrzymanie.

Oznacza to, że jeszcze nasze dzieci będą odczuwały skutki kryzysu?

Będą musiały ograniczyć rozdmuchane apetyty konsumpcyjne. Kryzys zmieni styl życia każdego z nas, ale nie dramatycznie. I nie doprowadzi do takich napięć między narodami, jakie spowodowały II wojnę światową. W dłuższej perspektywie przyczyni się nawet do zacieśnienia współpracy między Europejczykami, która w końcu zaowocuje pomyślnym i harmonijnym rozwojem gospodarczym.

A więc konsumpcyjny raj na kredyt się skończył — witamy w piekle długów! Kto winny? Zachłanni bankowcy? Politycy, którzy nie interesowali się systemem finansowym? A może my sami, omamieni szaleństwem zakupów?

Winni są przede wszystkim Amerykanie. I proszę mi wierzyć, jestem daleki od stereotypowej niechęci francusko-amerykańskiej. Nie jestem politykiem, ale ekonomistą, u którego rachunki muszą się po prostu zgadzać. I mówię: system finansowy USA zachęcał do zachowań prowadzących prostą drogą do katastrofy.

Czyli Mr Smith z Detroit powinien zrozumieć, że nikt już mu nie pożyczy na większy dom, kolejny samochód czy luksusowe wakacje?

On już to wie. Dlatego ważne, by powstały instytucje międzynarodowe, które zajmą się kontrolą światowego systemu finansowego. W przeciwnym razie w dobie globalizacji i nakładających się na siebie zobowiązań gospodarczych każdy kolejny kryzys będzie kosztowny dla każdego, bez względu na to, gdzie mieszka

Kamilla Staszak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamilla Staszak

Polecane