Przybywa maruderów w giełdowym peletonie

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2009-11-18 00:00

Wyniki z III kwartału ogólnie można uznać za niezłe. Ogólnie, bo jest coraz więcej firm, które nie panują nad spadkiem przychodów

Skutki światowej recesji, która w trzecim kwartale nie wszędzie odpuszczała, dobrze widać w przychodach giełdowych spółek. Najlepszy przykład to Police, na których nawozy mocno spadł popyt, a spółka była zmuszona okresowo ograniczać ich produkcję. Przychody spadły w rok z 699 do 208 mln zł.

Dla każdej spółki taki spadek sprzedaży oznacza poważne kłopoty. Police ratują się kredytami bankowymi. Zamiast 112 mln zł zysku operacyjnego (III kwartał 2008 r.), w minionym kwartale była strata 138 mln zł. Dużo lepiej wypadł branżowy konkurent z Puław, który dowiódł, że ma lepszy model biznesowy i portfel produktów na kryzys. Choć Puławy borykały się z takimi samymi przeciwnościami losu (rosnące ceny energii, załamanie rynków eksportowych, spadek cen produktów), to ich przychody spadły w zdecydowanie mniejszym stopniu —o 43 proc. r/r. Dzięki temu zamiana zysków w straty nie była tak dotkliwa jak w Policach.

Bez skutecznego zwiększania efektywności kosztowej nawet dużo niższy spadek przychodów może zniweczyć zarobek. Sprzedaż rybnego Graala spadła jedynie o 9 proc. r/r, a zysk operacyjny już o 49 proc. Jeszcze gorzej było z wynikiem netto, który zjechał aż o 89 proc. Podobnie było z odzieżowym LPP. Choć spółka, która zarządza m.in. marką Reserved, ma dość dobrze poukładany biznes, to spadek przychodów w salonach, które istniały przed rokiem (like-for-like), o 16 proc. r/r wystarczył, by całkowity zysk operacyjny spadł o 58 proc., do 21 mln zł, a wynik netto skurczył się o 99 proc., do 0,5 mln zł. Inwestorów może pocieszyć to, że sprzedaż uwzględniająca rozwój sieci sklepów skoczyła o 27 proc. Strach jednak pomyśleć, co byłoby, gdyby przychody mocniej tąpnęły.

Dźwignia operacyjna i finansowa sprawia, że zyski mogą pojawić się równie szybko, jak zniknęły. Tymczasem na wielu rynkach trudno odbudować sprzedaż, jeśli odda się pole konkurencji. Dlatego inwestorzy mogą mieć duże obawy co do Prochemu (przychody zanurkowały o 66 proc.), Sonela (załamanie rentowności), Mieszka (słabo poradził sobie na tle konkurencji), Fasingu (przychody wzleciały, ale zyski wyparowały), Bankiera (10-procentowy spadek sprzedaży zamienił zyski w sporą stratę), Sygnity (spada sprzedaż, rosną straty) czy Petrolinvestu (tąpnięcie przychodów z segmentu LPG i rekordowa strata 40 mln zł).

Dobrze rokują spółki, które kontynuują plany inwestycyjne i potrafią organicznie zwiększać skalę działania, a nie tylko ciąć koszty (np. Stalprodukt, Comarch i Elstar Oils). Gratulacje należą się spółkom, które potrafią wciąż rosnąć wyraźnie szybciej niż rynek i dynamicznie zwiększać zyski (jak Farmacol, Emperia, Pozbud i Netia). Na uznanie ze strony akcjonariuszy zasłużyły też firmy, które dzięki mocnej kontroli efektywności, cięciu kosztów oraz optymalizacji procesów, bilansów i struktury otworzyły nowy rozdział w swej historii. Nową jakość wyników ujrzeliśmy w przypadku m.in. Boryszewa, Groclinu, Energomontażu Południe, Kofola-Hoop i Elektrotimu. To, że spadek przychodów nie oznacza konieczności rezygnacji ze wzrostu zysku, udowodniły m.in. Asseco Poland i Vistula.

O spółkach z WIG20 czytaj na str. 18-19

Adrian Boczkowski