Przygoda to biznes

Przemysław Rot
24-05-2006, 00:00

Czy praca może stać się sposobem na życie? Przykład Wojciecha Nowaka z Gdańska wskazuje, że tak.

Trzeba być miłośnikiem aktywnego wypoczynku i mieć dość samozaparcia, by wejść na trudny i wymagający rynek usług turystycznych. Zamiłowanie do przygód Wojciech Nowak, właściciel Biura Turystyki Aktywnej Horn, wyniósł z rodzinnego domu na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku.

— Już jako podrostek miałem ciągoty do uprawiania sportów ekstremalnych, żeglarstwa i wycieczek w nieznane. Dzięki uzyskanym patentom i uprawnieniom instruktorskim w okresie studenckim w lecie udzielałem się jako instruktor i komandor obozów organizowanych przez innych — mówi Wojciech Nowak.

Jego pierwsza prawdziwa praca, poza tysiącami kilometrów na liczniku samochodu przedstawiciela handlowego dużego zagranicznego koncernu, miała z turystyką niewiele wspólnego.

„Męczypółek”

— Ponad trzy lata temu postanowiłem skończyć z zawodem popularnie określanym jako „męczenie półek” i połączyć w życiowym planie przyjemne z pożytecznym — zwierza się Wojciech Nowak.

Zrobił to mimo gwarancji stałej pracy w dużej korporacji i całkiem niezłych zarobków. Życiowa decyzja zbiegła się z narodzinami córki. Pierwszy rok nie był łatwy. Nowa firma turystyczna na rynku zawsze wzbudza nieufność, zwłaszcza w okresie, gdy upadały duże i szanowane biura turystyczne.

— Większość oszczędności poszła na inwestycje: zakup samochodu, komputera, organizację mikroskopijnego biura w wynajętym pokoiku oraz zakup sprzętu wspinaczkowego. Resztę wydałem na obowiązkowe ubezpieczenia i zawarte jeszcze przed sezonem umowy czarterowe z właścicielami jachtów stacjonujących na Mazurach — opowiada właściciel Horna.

Wystarczyło jeszcze na pierwszą prowizoryczną stronę internetową (dzisiaj można oglądać już jej czwartą wersję) i pierwsze reklamy prasowe.

Pomogła pogoda

Start biznesu turystycznego wsparła pogoda. Ciepłe lato i ciekawa oferta obozów dla młodzieży dały pierwsze przychody. Dużo trudniej było przetrwać zimę.

— Wbrew moim oczekiwaniom w sezonie zimowym chętnych do wyjazdów na obozy i kolonie było niewielu i pierwsza zima zakończyła się dla mnie stratą, czym mocno naraziłem się rodzinie — wspomina Wojciech Nowak.

W odróżnieniu od wielu biur turystycznych oferujących wypoczynek z katalogów, w Hornie większość propozycji stanowią własne imprezy. Firma postanowiła skoncentrować się na ofercie dla dwóch grup: młodzieży szkolnej i akademickiej oraz klientach biznesowych. Propozycje dla tej pierwszej to obozy wakacyjne i wycieczki szkolne. Drugim Horn proponuje organizację niekonwencjonalnych imprez firmowych i szkoleń motywacyjnych.

Na szerokie wody

Od dwóch lat oferta gdańskiej firmy optymalnie pasuje do potrzeb rynku. Najważniejszy jest sezon letni, uzupełniany wycieczkami szkolnymi i imprezami integracyjnymi urządzanymi głównie wiosną i jesienią. Dodatkowe wpływy dają organizowane okazjonalnie wyprawy wysokogórskie i prowadzone na bieżąco w Trójmieście kursy żeglarskie. Łatwiej też o klientów.

— Co roku wraca do nas niemal połowa uczestników obozów w poprzednim sezonie. Częściej wyjeżdżają też członkowie rodzin i znajomi uczestników naszych imprez. Staramy się także zaznaczyć naszą obecność na wszystkich ważniejszych imprezach targowych w kraju.

W trudnym ze względu na chłodne lato roku 2004 z oferty firmy skorzystało 400 osób. W 2005 r. już ponad 1800. Prawie po połowie byli to uczestnicy obozów, kursów letnich i zimowych oraz imprez integracyjnych i motywacyjnych. Przychody ze sprzedaży w 2005 r. zbliżyły się do 1 mln zł. Plan na rok 2006 zakłada, że na organizowane przez Horn obozy, wycieczki, kursy i inne imprezy trafi przynajmniej 2,5 tys. osób, a firma osiągnie 1,7 mln zł przychodów.

Apetyt na jachty

Wzrost liczby klientów i przychodów to tylko część wizji właściciela BTA Horn.

— Marzy mi się własna flotylla jachtów pływających na Mazurach — zwierza się Wojciech Nowak.

Potrzeba na to jednak dużego zastrzyku kapitału, a przy obecnych przychodach firmy pieniędzy wystarcza na bieżącą działalność (w sezonie zatrudnia nawet 60 osób) i niezbędne inwestycje w środki transportu oraz w sprzęt turystyczny. Dlatego właściciel Horna łakomym wzrokiem patrzy na unijne środki na rozwój i podnoszenie konkurencyjności.

— Wiem, że ich zdobycie to nie tylko kwestia napisania dobrego projektu, ale też uzyskania finansowania od banków, które nie są zbyt entuzjastycznie nastawione do przedsięwzięć takich jak moje. Ale nie zamierzam rezygnować z planów inwestycyjnych — mówi właściciel firmy.

Na razie zaś przymierza się do wprowadzenia norm jakości systemu ISO 9000.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Rot

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Przygoda to biznes