Przyrost długu w Polsce niewielki. Czy wręcz za mały?

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-04-05 20:00

Gdy pojawiła się informacja, ile wyniósł w zeszłym roku deficyt i dług publiczny Polski, reakcja ekonomistów i dziennikarzy była dwutorowa. Jedni mówili: super, deficyt i dług okazały się znacznie mniejsze od oczekiwań! Inni zwrócili jednak uwagę na inny aspekt: skoro sytuacja finansów publicznych jest dużo lepsza od oczekiwań, to może rząd za mało pomógł firmom? Postaram się pokazać, jak spojrzeć na te dwie skrajne oceny.

Najpierw fakty. GUS podał, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2020 roku 6,9 proc. PKB. Deficyt to różnica między dochodami a wydatkami państwa. Te 6,9 proc. to dużo, najwięcej od 2010 roku, ale jednocześnie dużo mniej od oczekiwań. Komisja Europejska prognozowała w zeszłym roku, że dojdziemy z deficytem do 12 proc. PKB.

Dlatego też mniejszy od oczekiwań był przyrost długu publicznego (liczonego według metodologii UE). Dług to wszystkie zobowiązania państwa narosłe do końca danego roku. W 2020 roku wyniósł 57,5 proc. PKB. To najwięcej w historii, ale mniej niż obowiązujące do niedawna limity ostrożnościowe w UE (60 proc. PKB).

Jak zawsze przy podawaniu dość abstrakcyjnych liczb, można zadać sobie pytanie: czy to dużo, czy mało? Najlepiej porównać to z innymi krajami. Mamy wskaźnik długu mniejszy niż inne kraje ogółem, mniejszy niż kraje rozwinięte i mniejszy niż rynki wschodzące. Ciekawostką jest, że po raz pierwszy mamy mniejszy wskaźnik długu niż Chiny. Należymy do krajów o umiarkowanie niskim wskaźniku zadłużenia publicznego, choć oczywiście są kraje, gdzie ten wskaźnik jest dużo niższy – np. Czechy.

Dlaczego przyrost długu był w roku pandemii mniejszy od oczekiwań? Tu dochodzimy do najbardziej kontrowersyjnej kwestii.

Z jednej strony, powodem lepszych wyników jest zaskakująco mała recesja. PKB spadł w Polsce w zeszłym roku tylko o 2,8 proc., a jak uwzględni się inflację to wręcz wzrósł – o 1,4 proc. Lepszy od oczekiwań wynik gospodarki to efekt wzrostu cen oraz doskonałych rezultatów w eksporcie. Optymiści powiedzą, że daliśmy radę i przeszliśmy przez bezprecedensowy wstrząs prawie suchą stopą.

Z drugiej strony, niższe od oczekiwań deficyt i dług mogą wskazywać, że wsparcie państwa dla firm było za małe. Pokazywałem dwa miesiące temu na innych wskaźnikach, że Polska od jesieni wyraźnie przyhamowała kreację długu i pieniądza w porównaniu z krajami rozwiniętymi. Masowe protesty przedsiębiorców, którzy ryzykowali kary administracyjne łamiąc obostrzenia, sugerowały, że coś jest na rzeczy. Na zbyt małą skalę wsparcia wskazywał też Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który w raporcie na temat Polski pochwalił reakcję rządu na kryzys, ale zasugerował, że wsparcie dla firm mogło być większe – szczególnie firm z branż dotkniętych kryzysem tylko pośrednio. Co więcej, gdyby rząd udzielał większego wsparcia, mógłby wcześniej wprowadzać restrykcje i uratować więcej ludzi przed covidem.

Może rząd przestraszył się nadmiernego przyrostu długu i za bardzo ograniczył pomoc w czasie drugiej fali? Są też argumenty przeciwko takiej tezie. Dane o płynności średnich i dużych firm oraz dane o depozytach firm ogółem i przedsiębiorców indywidualnych wskazują, że przyrost gotówki na kontach był ogromny. Dane firmy ubezpieczeniowej Coface pokazały, że w 2020 roku znacząco spadły zatory płatnicze – czyli sytuacja finansowa firm wręcz się poprawiła. Wzrosła wprawdzie liczba niewypłacalności, ale niektórzy prawnicy sygnalizowali, że złagodzone przepisy o restrukturyzacjach umożliwiły przeprowadzenie procedury niewypłacalności firmom, które już wcześniej były w bardzo złej kondycji. Co do restrykcji, to brak ich wprowadzenia na czas mógł bardziej wynikać z powodów ideologicznych (traktowanie restrykcji jako zła przez część prawicy) niż finansowych.

Warto też pamiętać, że wsparcie fiskalne dla firm będzie potrzebne też w latach 2021 i 2022. W branżach mocno dotkniętych kryzysem popyt może długo pozostać przytłumiony. Ludzie może szybko wrócą do barów, restauracji i pensjonatów nad morzem, ale podróże międzynarodowe mogą nie od razu odbić od dna (zła informacja dla hoteli w dużych miastach), kina nie wypełnią się raczej na taką skalę jak przed kryzysem, mniej będzie tłocznych eventów biznesowych. Firmy z tych branż będą potrzebowały wsparcia. Im więcej mamy zatem potencjału na pomoc w kolejnych latach, tym lepiej.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rząd pomógł firmom (i samorządom!) za mało. Wydaje się, że mogło nastąpić nadmierne ograniczenie pomocy na przełomie 2020 i 2021 roku, ale jest za mało danych, by określić, czy było to zjawisko niszczące potencjał gospodarczy. Zobaczymy, jak będzie wyglądał sektor przedsiębiorstw po kryzysie, jak będzie przygotowany finansowo do inwestycji i utrzymania zatrudnienia.