Najpierw fakty. GUS podał, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2020 roku 6,9 proc. PKB. Deficyt to różnica między dochodami a wydatkami państwa. Te 6,9 proc. to dużo, najwięcej od 2010 roku, ale jednocześnie dużo mniej od oczekiwań. Komisja Europejska prognozowała w zeszłym roku, że dojdziemy z deficytem do 12 proc. PKB.
Dlatego też mniejszy od oczekiwań był przyrost długu publicznego (liczonego według metodologii UE). Dług to wszystkie zobowiązania państwa narosłe do końca danego roku. W 2020 roku wyniósł 57,5 proc. PKB. To najwięcej w historii, ale mniej niż obowiązujące do niedawna limity ostrożnościowe w UE (60 proc. PKB).
Jak zawsze przy podawaniu dość abstrakcyjnych liczb, można zadać sobie pytanie: czy to dużo, czy mało? Najlepiej porównać to z innymi krajami. Mamy wskaźnik długu mniejszy niż inne kraje ogółem, mniejszy niż kraje rozwinięte i mniejszy niż rynki wschodzące. Ciekawostką jest, że po raz pierwszy mamy mniejszy wskaźnik długu niż Chiny. Należymy do krajów o umiarkowanie niskim wskaźniku zadłużenia publicznego, choć oczywiście są kraje, gdzie ten wskaźnik jest dużo niższy – np. Czechy.
Dlaczego przyrost długu był w roku pandemii mniejszy od oczekiwań? Tu dochodzimy do najbardziej kontrowersyjnej kwestii.
Z jednej strony, powodem lepszych wyników jest zaskakująco mała recesja. PKB spadł w Polsce w zeszłym roku tylko o 2,8 proc., a jak uwzględni się inflację to wręcz wzrósł – o 1,4 proc. Lepszy od oczekiwań wynik gospodarki to efekt wzrostu cen oraz doskonałych rezultatów w eksporcie. Optymiści powiedzą, że daliśmy radę i przeszliśmy przez bezprecedensowy wstrząs prawie suchą stopą.
Z drugiej strony, niższe od oczekiwań deficyt i dług mogą wskazywać, że wsparcie państwa dla firm było za małe. Pokazywałem dwa miesiące temu na innych wskaźnikach, że Polska od jesieni wyraźnie przyhamowała kreację długu i pieniądza w porównaniu z krajami rozwiniętymi. Masowe protesty przedsiębiorców, którzy ryzykowali kary administracyjne łamiąc obostrzenia, sugerowały, że coś jest na rzeczy. Na zbyt małą skalę wsparcia wskazywał też Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który w raporcie na temat Polski pochwalił reakcję rządu na kryzys, ale zasugerował, że wsparcie dla firm mogło być większe – szczególnie firm z branż dotkniętych kryzysem tylko pośrednio. Co więcej, gdyby rząd udzielał większego wsparcia, mógłby wcześniej wprowadzać restrykcje i uratować więcej ludzi przed covidem.
Może rząd przestraszył się nadmiernego przyrostu długu i za bardzo ograniczył pomoc w czasie drugiej fali? Są też argumenty przeciwko takiej tezie. Dane o płynności średnich i dużych firm oraz dane o depozytach firm ogółem i przedsiębiorców indywidualnych wskazują, że przyrost gotówki na kontach był ogromny. Dane firmy ubezpieczeniowej Coface pokazały, że w 2020 roku znacząco spadły zatory płatnicze – czyli sytuacja finansowa firm wręcz się poprawiła. Wzrosła wprawdzie liczba niewypłacalności, ale niektórzy prawnicy sygnalizowali, że złagodzone przepisy o restrukturyzacjach umożliwiły przeprowadzenie procedury niewypłacalności firmom, które już wcześniej były w bardzo złej kondycji. Co do restrykcji, to brak ich wprowadzenia na czas mógł bardziej wynikać z powodów ideologicznych (traktowanie restrykcji jako zła przez część prawicy) niż finansowych.
Warto też pamiętać, że wsparcie fiskalne dla firm będzie potrzebne też w latach 2021 i 2022. W branżach mocno dotkniętych kryzysem popyt może długo pozostać przytłumiony. Ludzie może szybko wrócą do barów, restauracji i pensjonatów nad morzem, ale podróże międzynarodowe mogą nie od razu odbić od dna (zła informacja dla hoteli w dużych miastach), kina nie wypełnią się raczej na taką skalę jak przed kryzysem, mniej będzie tłocznych eventów biznesowych. Firmy z tych branż będą potrzebowały wsparcia. Im więcej mamy zatem potencjału na pomoc w kolejnych latach, tym lepiej.
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rząd pomógł firmom (i samorządom!) za mało. Wydaje się, że mogło nastąpić nadmierne ograniczenie pomocy na przełomie 2020 i 2021 roku, ale jest za mało danych, by określić, czy było to zjawisko niszczące potencjał gospodarczy. Zobaczymy, jak będzie wyglądał sektor przedsiębiorstw po kryzysie, jak będzie przygotowany finansowo do inwestycji i utrzymania zatrudnienia.
