Politycy, naukowcy i przedstawiciele biznesu dyskutowali nad przyszłością społeczeństwa informacyjnego w Polsce, podczas debaty zorganizowanej przez Media Trend.
Grzegorz Bliźniuk
podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji
Uważam, że to, co nazywamy budowaniem społeczeństwa informacyjnego to proces, który toczy się samoistnie, jako pewien parametr rozwoju społecznego. Tak jak kiedyś mieliśmy epokę kamienia łupanego, brązu, żelaza i tak dalej, tak teraz mamy społeczeństwo informacyjne. Doszliśmy do etapu, kiedy informacja stała się bardzo istotnym czynnikiem w życiu społecznym i gospodarczym. W związku z tym mówienie o jakichś inicjatywach związanych z budowaniem społeczeństwa informacyjnego, nie jest do końca uzasadnione, ponieważ ten proces odbywa się samoistnie. Także w gospodarce informacja stała się niezwykle istotna. Szacuje się, że koszty dostarczenia danych to około 6 proc. kosztów działania przedsiębiorstwa. Tak więc już żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, czy to nam się podoba, czy nie. Kolejna sprawa to działania, za pomocą których rząd chciałby wspierać rozwój społeczeństwa informacyjnego. Tutaj istotne jest dofinansowanie z Unii Europejskiej na lata 2007-2013. Na ten cel w ramach programów regionalnych, rządowych i samorządowych są przewidziane potężne środki. Rząd powinien wspierać wszystkich graczy, którzy występują na tym rynku, czyli zarówno przedsiębiorstwa, podmioty administracji publicznej, gospodarstwa domowe i organizacje samorządowe. I tak też się dzieje.
Jerzy Szymura
senator, przewodniczący zespołu parlamentarnego społeczeństwa informacyjnego i rozwoju gospodarski opartej na wiedzy
Informatyka to zarówno środek oddziaływania na społeczeństwo, jak i środek, który służy komunikowaniu przez społeczeństwo tego, czego oczekuje ono od parlamentu. Dzisiaj informacja stała się czymś absolutnie uniwersalnym, nastąpiła zupełna konwergencja mediów i informatyki. Następuje bardzo dynamiczny wzrost znaczenia informacji, tymczasem nasze społeczeństwo ma w związku z tym poważny problem. Polega on na tym, że nie do końca nadążamy z percepcją tej niezwykle dużej intensywności oddziaływania informacyjnego.
Andrzej Urbański
prezes TVP SA
Mam nadzieję, że ten rząd wprowadzi cyfryzację sygnału telewizyjnego. Ten krok przesądzi o przyszłości Polski. Każde gospodarstwo domowe otrzyma dekoder, który będzie umożliwiał dostęp do ośmiu kanałów, w tym szerokopasmowego internetu. Decyzje na ten temat zapadną w tym roku. Ich realizacja zajmie trzy, góra cztery lata. Dzisiaj są powiaty, szczególnie górskie, które nie mają dostępu ani do telewizji, ani do radia. Nawet na Mazowszu nie wszędzie można odbierać program trzeci TVP. Cyfryzacja sygnału oznacza, że cały kraj zostanie pokryty tą samą jakością emisji. I tutaj dochodzimy do problemu drugiego, dużo ważniejszego niż sama kwestia technologiczna. Mianowicie, co polski odbiorca będzie otrzymywał? Czy będzie otrzymywał produkt polski, czy nie? Czy oferta edukacyjna, która jest mi szczególnie bliska, pojawi się w komputerach młodych ludzi teraz, czy nie wiadomo kiedy? To trzeba przesądzić i to szybko.
prof. Józef Lubacz
Instytut Problemów Współczesnej Cywilizacji na Politechnice Warszawskiej
Przyznaję, że z wahaniem przyjąłem zaproszenie na to spotkanie, ponieważ uczestniczę w takich spotkaniach od wielu lat. Byli na nich czołowi parlamentarzyści, przedstawiciele rządu, potem powstawały książeczki... I co? I nic. W kółko powtarzamy to samo. Jakbyśmy wzięli te książeczki sprzed dziesięciu lat, to jest tam to samo, co mówimy dzisiaj, a nawet więcej. Tak więc wszystkie rządy, które wiedziały, co robić, praktycznie nie zrobiły niczego. Nie mamy żadnej spójnej strategii rozwoju tego państwa w kontekście społeczeństwa informacyjnego. Czegoś takiego w ogóle nie ma. Jeśli taka wizja miałaby powstać, a musi powstać, bo to wstyd, że jej nie mamy, to powinna być przeznaczona dla młodych ludzi. Tymczasem kiedy popatrzymy na szanownych panelistów, to średnia wieku nie jest niska. A to młodzież korzysta z tych wszystkich środków, o których my mówimy. Tak więc proponuję, żeby na następne spotkania zaprosić trochę więcej młodych ludzi...
Dariusz Brzeski
prezes ABG
Niedawno cała branża IT z uwagą śledziła postęp prac nad Planem Informatyzacji Państwa na lata 2007-2010. Plan jest bardzo ważny, jednak sam w sobie nie spowoduje zwrotu w informatyzacji państwa. Trzeba woli zmian i odwagi w podejmowaniu decyzji, a nie tworzenia dodatkowych procedur, tzw. wentyli bezpieczeństwa.
Ożywienie na tym rynku jest koniecznością, chociażby ze względu na wymagania Unii Europejskiej. Obecnie wciąż jednak czekamy na możliwości prawne i decyzje rządu polskiego w sprawie stworzenia spójnego, w skali kraju oraz Unii, systemu usług online w administracji publicznej. Niezbędne jest świadczenie drogą elektroniczną niektórych usług publicznych, np. umawiania wizyt lekarskich, głosowania przez portal internetowy, pośrednictwa pracy, przekazywania danych statystycznych lub celnych, rozliczania podatku dochodowego od osób prawnych lub VAT. Wciąż czekamy też na dalsze przetargi w sprawie strategicznych systemów informatycznych e-deklaracja, PESEL 2 i innych.
W Polsce jest bardzo dużo dobrych pomysłów, polskie firmy informatyczne mają odpowiednie kompetencje do realizacji nawet bardzo skomplikowanych projektów informatycznych, mamy też dostęp do najnowszych technologii. Informatyzacja sektora prywatnego plasuje się na coraz wyższym poziomie, gorzej jest z sektorem publicznym. Brakuje „sprzyjającej atmosfery” towarzyszącej tworzeniu społeczeństwa informatycznego.
Nasz kraj został określony jako państwo „tracące grunt” pod względem innowacyjności w badaniu European Innovation Scoreboard 2005, przeprowadzonym w grudniu 2005 r.
W aspekcie przygotowania do transformacji na drodze do społeczeństwa informacyjnego zgodnie z rankingiem Światowego Forum Gospodarczego (World Economic Forum) polska administracja wypada szczególnie niekorzystnie (zajęliśmy 92 miejsce wśród 104 państw biorących udział w rankingu, za wszystkimi państwami członkowskimi UE).
Maciej Witucki
prezes Telekomunikacji
Polskiej
Stworzenie podstaw infrastrukturalnych i edukacyjnych, umożliwiających budowę społeczeństwa informacyjnego, to jedno z najważniejszych wyzwań stojących przed Polską i warunek naszego sukcesu w Unii Europejskiej. To wyzwanie nie mniejsze niż przygotowanie Euro 2012.
Telekomunikacja Polska już w maju 2002 roku była inicjatorem podpisania przez 11 firm i instytucji z branży telekomunikacyjnej „Porozumienia na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego”. Nie zagłębiając się w założenia „Strategii lizbońskiej” musimy pamiętać, że nie uda się nam zbudować nowoczesnej gospodarki i społeczeństwa opartego na wiedzy bez wspierania rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej, zwiększenia dostępności internetu i tworzenia programów edukacyjnych. To szczególnie ważne w krajach, które muszą nadrabiać zapóźnienia infrastrukturalne. W miarę swoich możliwości uczestniczymy w tym procesie — w latach 2000-2006 Grupa TP przeznaczyła na inwestycje około 23 mld zł. Dzięki temu należy do najbardziej innowacyjnych firm w kraju, jest też liderem rynku szerokopasmowego dostępu do internetu. Współpracujemy z administracją lokalną w rozbudowie dostępu do internetu na terenach słabo zurbanizowanych. W tym miesiącu podpisaliśmy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Małopolskiego porozumienie o współpracy w rozbudowie infrastruktury ADSL na obszarach zagrożonych wykluczeniem cyfrowym, rozmawiamy też z władzami woj. dolnośląskiego.
Prowadzimy również wiele programów, które wspierają budowę społeczeństwa informacyjnego. Od 2004 roku realizujemy „Edukację z internetem TP”, w ramach której 12 tys. polskich szkół korzysta z internetu na preferencyjnych warunkach. Realizowana wspólnie z Programem Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) „Rzeczpospolita internetowa” otwiera na nowe technologie mieszkańców wsi, którzy aktywizują się, tworząc projekty internetowe, finansowane później przez nas. Z kolei poprzez program „Polskie talenty” wspieramy najwybitniejsze studentki i studentów.
Mimo to, jedna firma, nawet tak duża jak TP, nie zbuduje w Polsce sama społeczeństwa informacyjnego. Tu potrzebna jest wieloletnia polityka państwa, która będzie promować operatorów inwestujących w rozbudowę infrastruktury. Jedynie jej dalszy rozwój, oparty na stałych łączach jest w stanie zapewnić konkurencyjne zasady dostępu do sieci w porównaniu z innymi krajami UE. Techniki łączności bezprzewodowej nie są bowiem w stanie zapewnić pełnego, multimedialnego wykorzystania możliwości stwarzanych przez internet. Według naszych szacunków, umożliwienie dostępu szerokopasmowego dla wszystkich gospodarstw domowych w Polsce wymaga inwestycji na poziomie 15 mld zł.
Wojciech Cellary
katedra technologii informacyjnych w Akademii Ekonomicznej w Poznaniu
Największą barierą rozwoju społeczeństwa informacyjnego była i pozostaje nierównomierność rozwoju, czyli, innymi słowy, luka między jedną częścią społeczeństwa, która, mówiąc obrazowo, jedzie ku przyszłości na piątym biegu, a drugą, która jedzie na biegu pierwszym. Gołym okiem widoczny jest rozdźwięk między nowoczesnymi sektorami gospodarki — elektroniczną bankowością, elektronicznymi sklepami, giełdami, portalami itp. a administracją publiczną, oraz ludźmi — głównie młodymi i zapracowanymi — którzy bez internetu nie mogliby już żyć, i tymi, którzy uważają, że internet nie jest im do niczego potrzebny, więc świadomie z niego rezygnują. Patrząc jednak głębiej, największe wyzwania leżą po stronie przygotowania ludzi do bycia aktywnymi członkami społeczeństwa informacyjnego. Podkreślam słowo „aktywnymi”, czyli twórczymi. Chodzi o ludzi, którym nie wystarcza posługiwanie się internetem w pracy zawodowej i w życiu osobistym, ale o tych, którzy potrafią tworzyć treści i usługi cyfrowe, dostępne przez internet — tak wartościowe, że inni zechcą je kupować. To jest droga do elektronicznej gospodarki opartej na wiedzy, będącej podstawą społeczeństwa informacyjnego. Największą szansą Polski są dwa miliony studentów szkół wyższych i kilka milionów młodych absolwentów ze wszystkich możliwych dyscyplin — od nauk technicznych, przez przyrodnicze, społeczne i humanistyczne, po gospodarcze. Od tego, czy uczelnie potrafią ich wszystkich, niezależnie od dyscypliny, wykształcić na przedsiębiorców elektronicznej gospodarki, zależy przyszłość społeczeństwa informacyjnego w Polsce.
Paweł Czajkowski
prezes HP Polska
O pozytywnym wpływie nowoczesnych technologii na rozwój społeczeństwa nie trzeba nikogo przekonywać. Technologie nie tylko poszerzają możliwości komunikacji, dostęp do nowych zasobów wiedzy, ale również wprowadzają możliwość realizacji różnych form pracy, takich jak telepraca czy praca mobilna. To także szansa na stworzenie społeczeństwa informacyjnego równych szans, z dostępem do wymiany informacji, ze sprawnie funkcjonującym państwem, zgodnym ze standardami krajów UE, w której większość spraw urzędowych można załatwić w zaciszu własnego domu za pośrednictwem internetu.
Na początku tego roku MSWiA opublikowało Plan Informatyzacji Państwa, który przewiduje wiele inicjatyw i projektów informatycznych mających na celu usprawnienie funkcjonowania państwa, jak również ułatwienie obywatelom korzystania z usług administracji publicznej. To poważny krok w kierunku budowy społeczeństwa informacyjnego w Polsce i określenia kierunków rozwoju informatyzacji państwa. Proces informatyzacji jest długotrwały i wymaga dużych nakładów, które jednak w długim okresie przynoszą znaczne oszczędności. Dlatego decyzje inwestycyjne nie należą do łatwych. Wsparciem dla państwa mogą być tu duże firmy informatyczne, które w ramach programów partnerstwa publiczno-prywatnego mogą współdzielić ryzyko inwestycyjne oraz technologiczne, kredytując częściowo lub w całości projekt w okresie jego realizacji. Pozytywnym przykładem takiej formy współpracy jest projekt realizowany przez HP i Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych dotyczący produkcji praw jazdy i dowodów osobistych.
Oczywiście nadal istnieją bariery ograniczające rozwój społeczeństwa informacyjnego. Należy ich szukać w niedoskonałościach legislacyjnych. Przykładem mogą być choćby regulacje dotyczące warunków składania protestów w ustawie o przetargach publicznych, które mogą spowalniać lub wręcz uniemożliwiać sprawne rozstrzyganie przetargów. Niewielka liczba realizowanych do tej pory projektów informatycznych jest wynikiem właśnie niedoborów środków fianansowych po stronie państwa.
dr inż. Wacław Iszkowski
prezes Polskiej Izby
Informatyki i Telekomunikacji
Polskie społeczeństwo w dużym tempie zbliża się do stanu, w którym będzie można mówić o Polakach, że stanowią społeczeństwo informacyjne — czyli takie, które w znacznym stopniu uwolniło się od zbędnych czynności administracyjnych, biznesowych, handlowych itp., przeznaczając zaoszczędzony czas i środki na rzeczy bardziej przyjemne i pożyteczne, jak nauka, łatwe i szybkie zdobywanie interesujących informacji czy zawieranie nowych znajomości i pogłębianie kontaktów z przyjaciółmi bez względu na odległości geograficzne.
Tempo informatyzacji Polski jest ostatnio imponujące. Trzeba jednak pamiętać, że po pierwsze nadal pozostajemy wyraźnie w tyle za europejską i światową czołówką, po drugie — wzrost ten jest bardzo nierównomierny. Bardzo szybko informatyzują się firmy, zwłaszcza prywatne i giełdowe, dzielnie dotrzymuje im kroku indywidualny obywatel, (co widać po wzroście liczby osób regularnie korzystających z internetu), jednak outsiderem tego procesu pozostaje bardzo ważny, wręcz kluczowy uczestnik tego procesu, jakim jest administracja państwowa. Ogłoszony niedawno Plan Informatyzacji Państwa zawiera dobry spis tego, co należy zrobić. Jednak dotychczasowe doświadczenia w tym względzie nakazują co najmniej ostrożność w ocenianiu perspektyw rozwojowych. Przyczyną tego stanu rzeczy jest sama administracja, która od lat nie potrafi się uporać z zadaniem sprawnego przeprowadzania przetargów publicznych. Sprawa jest tym bardziej paląca, że mamy obecnie do dyspozycji naprawdę bardzo dużo środków unijnych. Dziś nie ma pola dla wymówek — albo będziemy umieli wykorzystać tę szansę, albo miejmy żal tylko do siebie.
Jerzy Straszewski
prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej
Odpowiedź na pytanie „czy abonenci potrzebują nowych usług?” nie jest jednoznaczna. Z jedenej strony bowiem rzeczywiście widać pęd do nowości, łatwe przyswajanie sobie przez konsumentów nowych rozwiązań, z drugiej zaś — wiele ciekawych, technologicznie dojrzałych rozwiązań nie zyskuje szybko, albo wprost nigdy akceptacji klientów.
Co więc decyduje o sukcesie? Z pewnością można wskazać na kilka czynników bardzo przyczyniających się do osiągania powodzenia. Na pewno jednym z nich jest użyteczność konkretnego rozwiązania. Tu dobrym przykładem może być kariera SMS-a. Kolejny element (i w tym przypadku SMS jest dobrym przykładem) to prostota rozwiązania widziana z pozycji konsumenta. Jeżeli propozycja przedstawiona abonentowi lub widzowi jawi mu się jako skomplikowana, z całą pewnością podejdzie do niej z dystansem. W tym miejscu dochodzimy do kolejnego niezwykle ważnego czynnika podejmowania decyzji. Przeciętny konsument nie lubi wkładać zbyt wiele wysiłku w korzystanie z danego rozwiązania. Ten czynnik leży u podstaw przewidywanych sukcesów usług opartych na zasadzie „przyciśnij tylko jeden guzik”. W prostocie, przejrzystości rozwiązań leży także sukces rzeczywistej interaktywności mediów. Kolejna sprawa to cena. Czynnik ekonomiczny odgrywa niezwykle istotną rolę w tym, co nazywamy wdrażaniem nowych usług i technologii. To przecież badania konsumenckie mają określić tę właściwą cenę za dany produkt, akceptowalną przez klienta. Jest ona oczywiście uzależniona od korzyści, jakie z danego rozwiązania uzyska konsument — im większe, tym wyższa cena może zostać zaakceptowana.
Z perspektywy telewizji publicznej dobrym przykładem usługi, którą zaakceptowali widzowie, jest iTVP. Taka propozycja telewizji interaktywnej trafia celnie w potrzeby klientów, łącząc w sobie prostotę z perspektywy widza z istotną wartością przezeń otrzymywaną. Niezależnie jednak od wszystkich uwag na temat potrzeb konsumentów warto przytoczyć opinię ekspertów Gartnera wskazującą, że we współczesnym świecie mediów i nowych technologii przed menedżerami otwiera się wiele dróg. Myśląc o sukcesie należy starać się podążać wszystkimi z nich, a co za tym idzie — inwestować równocześnie w wiele obszarów. Niestety, tylko niektóre inwestycje okażą się trafne.
Marek Roter
dyrektor Microsoft Polska
Kiedy mówimy o cyfrowym stylu pracy, gdzie komputer jest podstawowym narzędziem komunikacji, przetwarzania informacji, współdziałania w globalnym zespole z globalnymi partnerami to opisujemy formę pracy milionów Polaków. Kiedy mówimy o cyfrowym stylu życia, gdzie główną rolę gra cyfrowy aparat fotograficzny, konsola, domowa sieć komputerowa, dotyczy to milionów gospodarstw domowych w Polsce. Mówimy o milionach osób i nie ma w tym krzty przesady.
Zmieniliśmy — nie wiadomo kiedy — sposób porozumiewania się. Komputer stał się — nikt nie poda dokładnej daty, od kiedy — domowym sprzętem, takim jak telewizor czy lodówka. Kiedy pytamy znajomego o adres, podaje ci swój e-mail. Mamy konto w banku obsługiwane przez internet i kupujemy książki poprzez sieć. Nie chwalimy się w swoim CV, że umiemy posługiwać się Windows czy Wordem, bo to oczywiste dla każdego pracodawcy. Informacje rozprzestrzeniają się w mgnieniu oka, a ludzie przestają być ich biernymi odbiorcami, tylko na żywo komentują, dodają swoje opinie, kłócą się, tworzą koalicje. Tak jak molierowski pan Jourdain dowiedział się, że mówi prozą tak i Polacy z każdą sekundą dowiadują się, że tworzą już społeczeństwo informacyjne.
Technologie IT zmieniają wszystko. Naszą pracę. Nasz czas wolny. Nasz sposób kupowania i sprzedawania. Naszą edukację. Nasze porozumiewanie się, nawet nasz język. Tworzą nowe miejsca pracy i nowe profesje. A przecież to dopiero początek. Dla biznesu teleinformatycznego to wspaniała nowina.
