Koniec z nowymi przyłączeniami farm wiatrowych. „Puls Biznesu” ustalił, że PSE Operator, który zajmuje się przesyłem energii elektrycznej, szykuje się do wydawania decyzji odmownych, bo nie ma już miejsca dla nowych mocy. Pierwszej takiej decyzji można się spodziewać w ciągu dwóch miesięcy.
— W systemie nie ma już miejsca, a sposoby na magazynowanie energii dopiero są rozwijane — wyjaśnia nasze źródło w PSE Operatorze. Zarząd PSE nie chciał się odnieść do naszych informacji.
— To nie blokada rynkowa, tylko urealnienie podejścia do możliwości technicznych systemu. Po inwestycjach jego przepustowość się zwiększy — uspokaja Andrzej Czerwiński, poseł Platformy Obywatelskiej oraz wiceprzewodniczący Komisji Gospodarki.
Pozwoleń jest za dużo…
Branża wiatrowa podchodzi do tych doniesień bez zdziwienia.
— Operator tradycyjnie i regularnie alarmuje, że nie ma miejsca na nowe moce — zauważa Krzysztof Prasałek, szef Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW). Nic dziwnego, że alarmuje. Dziś mamy w Polsce blisko 2,4 tys. MW zainstalowanej mocy energii wiatrowej (tyle energii faktycznie wpływa do systemu). A wydanych decyzji o warunkach przyłączenia (tyle teoretycznie ma pozwolenie na wejście do systemu) — aż 17 tys. MW.
— Realnie system i tak nie da rady obsłużyć wszystkich wydanych warunków — mówi Zbigniew Prokopowicz, prezes Polish Energy Partners, specjalizującej się w inwestycjach w sektorze odnawialnych źródeł energii. Zwłaszcza że dalekosiężny plan PSE Operator, sięgający 2020 r., i tak zakłada przyłączenie najwyżej 7-8 tys. MW ze źródeł wiatrowych (6 tys. MW z lądu i 2 tys. MW z morza). Zatem wszyscy nigdy się nie zmieszczą. — Dlatego odmowne stanowisko PSE Operatora stanowi dla nas dobry argument, by żądać zajęcia się tym problemem — podkreśla Krzysztof Prasałek.
…lwia część jest martwa…
Postulat PSEW wydaje się prosty — należy zweryfikować decyzje o warunkach przyłączenia, wydane dla owych 17 tys. MW. — Wśród projektów wiatrowych, które uzyskały warunki przyłączenia, jest przecież ogromna pula takich, które albo zostały czasowo wstrzymane, albo w ogóle nie będą realizowane — podkreśla Krzysztof Prasałek. — PSE Operator powinien się zastanowić nad tym, co zrobić z warunkami przyłączeń, które nie są wykorzystywane. Są przecież martwe — wtóruje mu Marek Kossowski z zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej. Krzysztof Prasałek zauważa, że teoretycznie zwolnione miejsce w systemie powinno wracać na rynek i być przydzielane nowemu wnioskującemu. W praktyce zdarza się to jednak rzadko. — Nic więc dziwnego, że rozwinął się handel spółkami, które mają w portfelu warunkiprzyłączenia, ale same nie rozwijają inwestycji — twierdzi Krzysztof Prasałek. — Handel istnieje, ale nie jest dynamiczny — zauważa Zbigniew Prokopowicz.
…a rynek wiatrowy stoi
Brak szans na warunki przyłączenia pogarsza perspektywy dla nowych inwestycji wiatrowych. Choć i bez tego nie rysują się różowo, głównie ze względu na niepewny kształt nowej ustawy o odnawialnych źródłach energii (trwają prace nad projektem).
— Musimy teraz stawić czoła poważnym problemom. Wprawdzie nasza pierwsza farma wiatrowa, w Kobylnicy, radzi sobie doskonale, ale nie jesteśmy w stanie ruszyć z inwestycjami, które zostały zaplanowane na ten rok. Stoją, ponieważ nie jesteśmy w stanie zdobyć finansowania bankowego. A banki są nam niechętne, bo nie ma stabilnego prawa — mówi Mikel Garay Garayoa, dyrektor generalny hiszpańskiego funduszu Taiga Inversiones Eólicas. Na dodatek nic nie wskazuje na to, aby otoczenie prawne miało się wkrótce ustabilizować.
— Mamy październik, a dyskusje na temat projektu ustawy wciąż trwają. Przypuszczam, że nowe prawo wejdzie w życie w drugim półroczu 2013 r. albo nawet później. A to oznacza, że pod względem biznesowym tracimy ponad rok — alarmuje Mikel Garay Garayoa. Z tego powodu decyzję o wycofaniu się z Polski podjęli ostatnio dwaj giganci światowego przemysłu wiatrowego — duński Dong i hiszpańska Iberdrola.
— Wyjście tych firm to dla polskiego rynku bardzo zły sygnał — uważa Mikel Garay Garayoa. [FOT. BLOOMBERG]