Psie przysmaki z górnej półki

Marta Bellon
opublikowano: 2015-02-10 00:00

POMYSŁ NA BIENES: Doctor Dog chce konkurować z globalnymi graczami karmą produkowaną tradycyjnymi metodami

Rozwój rynku ekologicznej żywności dowodzi rosnącej świadomości konsumentów odnośnie do tego, co i jak jedzą. Czytanie etykiet to pierwszy krok na drodze do zdrowszego trybu życia. Milena Wysocka poszła o krok dalej i zaczęła sprawdzać skład dostępnych w sklepach karm, którymi większość właścicieli karmi swoich czworonożnych podopiecznych. Wnioski nie nastrajały optymistycznie, więc wzięła sprawy w swoje ręce i przystąpiła do produkcji żywności dla psów bez chemicznych dodatków, surowców GMO czy konserwantów.

ZDROWIE W MISCE:
ZDROWIE W MISCE:
Firma Doctor Dog, której pomysłodawczynią jest Milena Wysocka, ubiegły rok zakończyła 50-procentową zwyżką sprzedaży. Jej założyciele liczą, że taki trend wzrostu utrzymają w kolejnych latach.
Grzegorz Kawecki

Jakością w konkurencję

W biznesowy pomysł uwierzyli Marcin Piskorski i Mariusz Śledziewski. Razem z Mileną Wysocką i jej mężem Bartłomiejem powołali do życia firmę Doctor Dog. Plan był prosty — chcieli konkurować z obecnymi na rynku zagranicznymi markami surowcami wysokiej jakości.

— Do produkcji karmy używamy tylko takich surowców. Ich dostawców znamy osobiście. Mięso, podroby i warzywa mają jakość taką jak te przeznaczone dla ludzi. Nie stosujemy też produktów ubocznych. Jeżeli dodajemy do karmy siemię lniane, to jest to ziarno pierwszego gatunku, a nie makuch lniany. Ma to znaczenie odżywcze i wpływa też oczywiście na cenę gotowego produktu — tłumaczy Milena Wysocka.

Twórcy firmy uważają, że na rynku psiej karmy jest wciąż miejsce dla mniejszych firm, choć na półkach sklepów z artykułami dla zwierząt przeważają globalne marki.

— Roczne obroty rynku karmy dla zwierząt w Polsce szacowane są na ponad 2 mld zł. Na rynku niemieckim 80 proc. właścicieli karmi psy gotową karmą kupioną w sklepie, a pozostali sami dla nich gotują. W Polsce natomiast jest odwrotnie — 80 proc. psich właścicieli samodzielnie przyrządza im posiłki. Ale polski rynek karmy dla zwierząt notuje dwucyfrowe zwyżki rok do roku, a jego potencjał jest ogromny — mówi Marcin Piskorski. W tym, że wybrali właściwy kierunek, utwierdzają ich wyniki sprzedaży. Firma zadebiutowała na rynku dwa lata temu. 2014 r. zakończyła z 50-procentowym wzrostem sprzedaży.

— Taki trend wzrostu zamierzamy utrzymać przez kolejne trzy lata. W Polsce jest około 7-8 mln właścicieli psów, wśród nich jest wielu takich, którzy przykładają dużą wagę do tego, czym je karmią — mówi Marcin Piskorski.

Zdrowa różnorodność

Milena Wysocka tłumaczy, że głównym bodźcem do rozpoczęcia produkcji karmy zgodnie z jej własnymi recepturami była miłość do zwierząt i problemy zdrowotne jednego z jej psów. Przed założeniem firmy była zawodowym fotografem, ale jak podkreśla, zwierzęta były zawsze obecne w jej życiu. — Temat żywienia też nie jest mi obcy, bo moja mama była technologiem żywności, była dla mnie głównym źródłem wiedzy na początku budowania firmy — mówi Milena Wysocka. Doctor Dog oferuje pięć rodzajów karmy suchej, trzy z nich są przeznaczone dla psów ras średnich i dużych, a dwie dla ras małych. Jedna z nich jest szczególnie polecana właścicielom yorków ze względu na typ włosa. W tym roku Doctor Dog chce poszerzyć ofertę, m.in. o karmę dla juniorów — czyli psów około 3.-4. miesiąca życia. Twórcy firmy podkreślają, że oprócz składników karmę wyróżnia też proces produkcji, który przypomina przygotowywanie posiłków dla ludzi.

— Większość osób gotujących korzysta z garnków, które mają maksymalnie kilka litrów. My korzystamy z takich, które mają pojemność 300 litrów, ale technologia jest taka sama. Nie korzystamy natomiast z urządzeń i technologii produkcji wielkich koncernów. Powielamy produkcję w kuchni, ale na inną, znacznie większą skalę — tłumaczy Marcin Piskorski.

Testerzy smaku

— Ważne są dla nas też oczywiście walory smakowe. Testujemy różne smaki na naszych psach i psach znajomych, i poznajemy ich preferencje. To, że nasza karma smakuje czworonogom, nie jest zasługą dodatków, barwników czy tzw. zlepiaczy, ale mięsa, owoców i warzyw — przekonuje Milena Wysocka. Oboje przyznają, że edukacja i podnoszenie świadomości właścicieli dotyczącej tego, czym karmić czworonożnych pupili, to długi proces, w który starają się włączyć.

— To, że pies zjadł jakąkolwiek karmę, nie oznacza, że jego organizm dostał wystarczająco dużo składników odżywczych decydujących o jego zdrowiu czy kondycji. O nas mówią etykiety, na których wymieniamy wszystko, co zawiera nasza karma. W przypadku mięsa podajemy jego zawartość w suchej masie, a więc informujemy o tym, ile jest go w gotowym produkcie, np. krokiecie — mówi Milena Wysocka.

Dobre, bo polskie

Ale edukacja właścicieli to niejedyne wyzwanie, z którym muszą zmierzyć się założyciele firmy. Kolejnym jest udowodnienie, że warto zainwestować w karmę made in Poland.

— Wciąż staramy się pokazać, że produkt polski może być konkurencyjny do produktów znanych zagranicznych marek, bo nadal spotykamy się z opinią, że jak z Polski, to pewnie produkt gorszej jakości — przyznaje Milena Wysocka.

Na razie Doctor Dog sprzedaje karmę tylko na polskim rynku, ale przedsiębiorcy nie wykluczają, że w przyszłości będą chcieli powalczyć także o zagranicznych klientów i ich psich podopiecznych.

— Otrzymujemy zapytania o naszą karmę z Wielkiej Brytanii, Rumunii, Ukrainy, Niemiec czy Skandynawii. Badamy możliwości rozwoju, ale nie spieszymy się z tą decyzją. Naszym priorytetem jest w tej chwili rozwój oferty produktowej — podkreśla Marcin Piskorski.