Pszczoły w wielkim mieście

Założyciele Pszczelarium przywracają w stolicy bioróżnorodność. Ich ule można spotkać w najbardziej gwarnych miejscach

Stawiają ule w miastach i opiekują się pszczołami, które je zamieszkują. Ich pasieki można spotkać nie tylko w ogrodach i parkach, ale też na dachach warszawskich budynków. W ten sposób realizują swoją pasję, którą są pszczoły i miód, i tworzą rynek, który w Polsce dopiero powstaje. To Kamil i Agnieszka Bajowie, założyciele Pszczelarium.

Czas na miejskie pasieki

Kamil jest pszczelarzem z zamiłowania, który od dwudziestu lat prowadzi z rodzicami rodzinną pasiekę w małej miejscowości na Mazowszu. Agnieszka interesuje się ideą zrównoważonego rozwoju miast. Wspólnymi siłami postanowili stworzyć coś, czego wcześniej w Polsce nie było, ale co z powodzeniem działało w innych krajach — miejskie pasieki. Zaczęli w 2013 r. od lobbowania na rzecz zmiany prawa.

Ówczesny Regulamin utrzymania porządku i czystości m.st. Warszawy zabraniał hodowania pszczół w odległości mniejszej niż 1 km od osiedli mieszkaniowych. Znaleźli więc poparcie radnego Macieja Wyszyńskiego i z nim przygotowali pisma do urzędu z propozycją zmiany prawa. Po roku radni przegłosowali zmianę regulaminu, pozwalającą hodować pszczoły w Warszawie, jeśli od granicy działki i okien sąsiada jest co najmniej 10 m. W 2014 r. postawili pierwsze ule na Galerii Handlowej Arkadia i prywatnej działce na Mokotowie.

Dlaczego to robią? „Jesteśmy szczerze przekonani, że obecność pszczół w mieście to wspaniały pomysł, by pomagać pszczołom i jednocześnie budować zdrowe środowisko wokół ludzi” — piszą na swojej stronie: www. pszczelarium.pl. Dlaczego robią to w formie działalności gospodarczej? — Naszą ambicją było i jest utrzymanie się z rzetelnego i dobrego pszczelarstwa — mówią Kamil i Agnieszka Bajowie.

Nie tylko ule

Pszczelarium opiera się na trzech filarach. Pierwszy to usługa stawiania uli w mieście.

— W ten sposób przyczyniamy się do zwiększenia liczby pszczół i walczymy z problemem rosnącej wymieralności tych owadów — tłumaczy Kamil Baj. W tej sferze wspiera go doświadczony pszczelarz — ojciec, który prowadzi pasiekę i hoduje królowe pszczół. Kto ma pszczoły, ten ma miód — i to jest drugi filar działalności.

— Sprzedajemy miód, żeby się utrzymać. Żeby jednak go sprzedać, musimy przekonać odbiorców, że nasz produkt naprawdę jest bardzo czysty (co mamy potwierdzone badaniami) i ma niesamowity smak. Wystarczy jednak, że raz go spróbują, i już niczego więcej nie trzeba tłumaczyć — mówi właściciel Pszczelarium.

W miodobraniu pomaga mu teść, który odsklepia ramki i odwirowuje miód. Trzecim filarem firmy jest działalność eventowa, warsztatowa i szkoleniowa — od goszczenia dzieci w pasiece, po wizyty w firmach. Tutaj w sukurs przychodzi Kamilowi żona Agnieszka, która ma doświadczenie w pracy warsztatowej z dziećmi i dorosłymi. Właściciel Pszczelarium przyznaje, że na razie firma to przede wszystkim on sam, pracujący w pełnym i nieograniczonym wymiarze czasowym, ale powoli tworzy się krąg wyspecjalizowanych współpracowników. Pomoc jest nieodzowna.

— W tym roku sam serwisowałem 100 uli w Warszawie. To mordercza praca. Z pewnością jest to jedna z kwestii, którą zmienię w przyszłym sezonie, bo fizycznie nie dałbym już sam rady — przyznaje Kamil Baj.

Pszczelarze poszukiwani

Miejskie pszczoły pokochały dachy centrów handlowych — ule Pszczelarium znajdują się m.in. na Arkadii, Galerii Mokotów i Warszawie Wileńskiej. Stoją również na dachu siedziby Agory. W planach Bajowie mają zakładanie pasiek również w innych polskich miastach.

— Poszukujemy pszczelarzy, którzy mają własne zaplecze i są otwarci na współpracę w dużych miastach — zaprasza do współpracy właściciel Pszczelarium. Bogatsi w trzy sezony doświadczeń chcą również przeorganizować model działania i udoskonalić wiele rzeczy, które wprowadzali jako początkujący przedsiębiorcy. Zdają sobie jednak sprawę, że w rozwoju tak specyficznej działalności muszą być czujni.

— To bardzo delikatny i odpowiedzialny biznes. Mamy do czynienia z dzikimi zwierzętami, którymi trzeba się profesjonalnie zaopiekować. To wszystko musi być przede wszystkim bezpieczne — podsumowuje Kamil Baj.

265 mld EUR Tyle wynoszą globalne korzyści ekonomiczne wynikające z zapylania (wielkość ustalona na podstawie wartości zbiorów zależnych od procesu zapylania, szacunki podawane przez Greenpeace).

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Mastykarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Pszczoły w wielkim mieście