PUNU: właściciele źle dbają o spółki

Łukasz Świerżewski
opublikowano: 2001-02-01 00:00

PUNU: właściciele źle dbają o spółki

Jedynie konsolidacja mniejszych zakładów pozwoli przełamać monopol PZU

Towarzystwa ubezpieczeniowe mają kłopoty z prawidłowym tworzeniem rezerw, zdarza się, że nie potrafią wyceniać swoich aktywów, szwankuje też kontrola wewnętrzna. Mimo to rynek ubezpieczeniowy nadal będzie się rozwijać, a spodziewana konsolidacja osłabi hegemonistyczną pozycję PZU.

Największym wyzwaniem dla Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń jest kontrola kondycji finansowej towarzystw.

— Nie można już retuszować bilansu zobowiązaniami reasekuratorów, trzeba mieć aktywa wynikające z dobrze oszacowanych zobowiązań — podkreśla Danuta Wałcerz, prezes PUNU.

Jednak istotne jest nie tylko pokrycie marginesu wypłacalności.

— Spotykamy się z niedojrzałością przy szacowaniu rezerw przez towarzystwa. Mają one prawidłowe regulaminy ich powstawania, jednak by wyliczenia mogły być dokonywane zgodnie z przyjętymi zasadami, konieczne jest posiadanie bazy informacyjnej, a tego w polskich zakładach wciąż brakuje — twierdzi szefowa PUNU.

Towarzystwa tłumaczą się brakiem odpowiednich systemów komputerowych. Nowe spółki rozpoczynają sprzedaż ubezpieczeń, a tworzenie procedur zbierania informacji o ubezpieczanych ryzykach zostawiają na później. W rezultacie towarzystwo ma portfel, ale niewiele o nim wie.

— Towarzystwa stosują wówczas metodę ryczałtową, która jest nieprecyzyjna, i jej stosowanie może prowadzić do niedoszacowania rezerw — mówi prezes.

Skuteczna lista

Kłopoty towarzystw z utrzymaniem właściwych parametrów bezpieczeństwa były tak duże, że w połowie 2000 roku urząd zmuszony był nałożyć na dziewięć spółek obowiązek comiesięcznego przekazywania sprawozdań finansowych.

— Bardzo nam to pomogło — mogliśmy na bieżąco monitorować sytuację zakładów, nie musieliśmy stosować tak wielu kar. Pokazało też, jak długo trwa naprawa spółek. Nawet te mające zacnego akcjonariusza muszą długo czekać na otrzymanie niezbędnych kapitałów. Dlatego ta lista jest wciąż tak samo długa, chociaż niektórym zakładom brakuje już tylko sfinalizowania zalecanych operacji finansowych — twierdzi prezes Danuta Wałcerz.

Kłopoty towarzystw dotyczą nie tylko szacowania zobowiązań, ale również wyceny aktywów.

— Świadczy to o słabej kadrze finansowo-księgowej tych zakładów. Brak dobrych fachowców jest wciąż słabością niektórych towarzystw. Mimo iż urząd wysyła wyjaśnienia, jak zgodnie z obowiązującymi przepisami należy wycenić aktywa — uważa Danuta Wałcerz.

Zdaniem urzędu, częstym problemem jest ustalanie taryf oraz ich stosowanie. To również wiąże się z brakiem statystyki. Zarządy czerpią zatem z gotowych wzorców i podpatrują konkurencję. W ubezpieczeniach komunikacyjnych wzorują się na PZU, zapominając, że towarzystwo jest już ukształtowane i ma niższe koszty. Co gorsza, już zaakceptowane przez władze taryfy nie są później ściśle przestrzegane. Chodzi o nadzwyczajne obniżki oraz promocje.

Konieczna kontrola

Wiele nieprawidłowości wiąże się ze szwankującą kontrolą wewnętrzną.

— Kontrola powinna rozciągać się od rady nadzorczej przez zarząd na całą spółkę. Powinny być jednolite procedury działania dla struktur — mówi szefowa PUNU.

Tymczasem tych procedur w wielu towarzystwach nie ma. Do kontroli podchodzi się bardzo indywidualnie i zwykle zajmują się tym małe zespoły.

— Brak kontroli to problem całego rynku — podkreśla prezes.

Urząd spotyka się z brakiem przestrzegania statutów i regulaminów wewnętrznych. O niechlujstwie zakładów świadczą też opóźnienia, a nawet zaniechania w ustawowym informowaniu PUNU o zmianach w spółce.

W przypadku małych, ale szybko rozwijających się, towarzystw pojawiają się problemy, mogące uderzać bezpośrednio w klientów. Ich centrale często nie są w stanie obsłużyć napływających z terenu polis. Ich rejestracja następuje z opóźnieniem. Powoduje to, że prezentowana sytuacja finansowa spółki jest niezgodna ze stanem faktycznym. Kontrole PUNU mają zapobiec powtórzeniu się spektakularnego upadku Polisy. Regulowanie wszystkich zobowiązań tej spółki zajmie jeszcze wiele lat.

— Zobowiązania wynikające z obowiązkowego OC komunikacyjnego i rolniczego przeszły do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Dysponuje on wystarczającymi środkami. Zlikwidowano już około połowy szkód — wypłacono bliska 30 mln zł — tłumaczy Danuta Wałcerz.

Roszczenia z ubezpieczeń dobrowolnych zaspokajane są z masy upadłości.

— Źle się stało, że w 1995 roku zlikwidowano fundusz ochrony ubezpieczonych, który pozwalał na wypłaty roszczeń z polis dobrowolnych. Stało się to głównie za sprawą innych uczestników rynku, którzy nie chcieli składać się na szkody spowodowane przez źle zarządzane zakłady. Tymczasem sektor powinien dbać o wiarygodność i ochronę klienta. Takie fundusze istnieją nawet na dojrzałych rynkach — twierdzi Danuta Wałcerz.

Prezes PUNU wystąpiła niedawno do Rzecznika Ubezpieczonych w sprawie zainicjowania powstania takiego funduszu.

Szansa w konsolidacji

Przyczyną zmiany układu sił na rynku może być w przyszłości konsolidacja mniejszych towarzystw.

— To jest recepta na zrównoważenie rynku. W przyszłości mogą pojawić się duże fuzje. Gdy powstaną towarzystwa z ponad 10- -proc. udziałem w rynku, PZU będzie musiało inaczej się zachowywać — uważa Danuta Wałcerz.

Nie oznacza to jednak, że nie ma już miejsca dla nowych towarzystw.

— Według naszych prognoz, dynamika rozwoju sektora ubezpieczeniowego będzie się utrzymywać w najbliższych trzech latach na poziomie 15-17 proc. Jest więc jeszcze miejsce dla nowych inwestorów. Muszą oni jednak mieć dobrą strategię. Będą też musiały docierać do uboższych klientów, więc ich aktywa będą mniejsze — twierdzi Danuta Wałcerz.

Porządek z agentami

Dużą barierą dla wchodzących na rynek towarzystw są wysokie koszty zdobywania klientów.

— W przypadku życiowych towarzystw są to koszty akwizycji. Niektóre towarzystwa zamiast budować solidny aparat dystrybucji dają wysokie prowizje agentom i uważają, że to wystarczy. Trzeba wprowadzić normalny rynek dla agentów, wynikający z analizy kosztowej firm ubezpieczeniowych — mówi Danuta Wałcerz.

Zdaniem prezes PUNU, klienci już niedługo nie będą akceptowali tak wysokich odpisów na akwizycję, a właściciele nie będą tak dużo płacić akwizytorom.

— We Francji 20 lat temu również był problem z kosztami dystrybucji. Anglicy wprowadzili nawet obowiązek informowania klienta o wysokości prowizji dla dystrybutora — podkreśla Danuta Wałcerz.

Sposobem na ograniczenie kosztów dystrybucji jest bancassurance. Trzeba jednak przekonać bankowców, że ubezpieczenie nie jest konkurencją dla ich produktów.