Pustka to często złudzenie optyczne

Agnieszka Janas, Radosław Górecki
opublikowano: 2005-01-25 00:00

Yoram Reshef małą liczbę klientów w kierowanym przez niego Blue City tłumaczy złudzeniem optycznym. Ujawnia plany, które mają

rozwiązać kłopoty ze wzrokiem.

„PB”: Jaka jest sytuacja Blue City?

Yoram Reshef: Sytuacja Blue City jest zupełnie niezła. Mamy 209 najemców — część jest bardzo zadowolona, część mniej, a część... w ogóle niezadowolona. Ta ostatnia grupa jest bardzo mała i cały czas się zmniejsza. Spotykam się z każdym z osobna i staram się wytłumaczyć, do czego zmierzamy, pokazać nasze plany i wspólnie poszukać sposobu rozwiązania problemów. Część sklepów zostanie zamknięta zupełnie tak samo jak to miało miejsce w Galerii Mokotów, w Wola Parku, Klifie czy każdym centrum handlowym na świecie. Bo takie jest życie. Sklepy zamykane są z różnych powodów — jeden, bo nie idzie, inny, bo właściciel ma problemy osobiste itd. Nie da się zrobić tak, że podpisuje się umowę na pięć lat i od pierwszego do ostatniego dnia odnosi się sukces.

Ta grupa, którą nazywacie buntownikami — skąd ta nazwa, bo ja ich tak nie nazywam — to są najemcy, których szanuję. Różnimy się jednak poglądami. My nie otworzyliśmy centrum handlowego na dziewięć miesięcy — a tyle czasu działamy. Ludzie, którzy myślą, że w ciągu pierwszego roku zarobią duże pieniądze i odzyskają poniesione koszty, się mylą. Takich cudów nie ma. My planujemy na długi okres. W Blue City są takie rzeczy, których w innych centrach nie znajdziecie. Podążamy za światowymi trendami. A w nowoczesnych centrach handlowych sklepy stanowią tylko 50-60 proc. Reszta to restauracje, rozrywka. Powiedzcie sami, co nowego jest w Arkadii...

Zgoda, ale w tej chwili (czwartek godzina 16.30) w centrum jest bardzo mało osób. Możemy się założyć, że jeśli teraz pojedziemy do Arkadii, to tam będzie ich znacznie więcej.

Może tak, a może nie. Ilość osób to często złudzenie optyczne. Ważne, ilu kupuje i za co kupuje. My nie mamy hipermarketu. Mamy za to najlepszy sklep spożywczy Piotr i Paweł. W Blue City wartość zakupów potwierdzanych pojedynczym paragonem jest większa niż w Arkadii. Tak mi mówią właściciele sklepów. Ja bym tylko chciał, aby tych paragonów było więcej. To, że tłumy chodzą po korytarzach, to nie ma znaczenia. Pamiętajcie, że tu nawet budynek jest inny. Co jest w Arkadii? Dwa piętra dookoła. A tu? Zobaczcie, jakie korytarze, ile pięter! Na pewno jest tu mniej ludzi niż w Arkadii, aby to dostrzec nie potrzebuję wykładów. Najważniejsze jednak jest to, co będzie w dłuższej perspektywie.

No tak, ale sklep Rossmana, w którym nie ma nikogo, to rzadki widok. Przy kasie była jedna osoba.

Możliwe. Możliwe, że przedwczoraj było 17 osób. My nie liczymy ludzi przy kasie. Ja widzę obroty sklepów. Proszę iść do Royal Collection i spytać, czy są zadowoleni, proszę iść do Cubusa, Piotra i Pawła i spytać, czy są zadowoleni czy nie. Ani razu nie słyszałem od Rossmana, że nie jest zadowolony.

Duzi najemcy nie narzekają. Andrzej Rosa z Royal Collection nie przyjdzie się skarżyć, tylko porozmawiać o interesach i napić się kawy. A co z całym Home City, które podniosło larum?

Tu sie mylicie. To nieprawda. Nikt nie podniósł żadnego hałasu. Drugie piętro (Home City — przypis red.) to jedno jedyne, specjalne, najładniejsze piętro w całej Polsce. Jak pokażecie mi jeszcze jedno takie, to przeproszę „Puls Biznesu” na pierwszej stronie — na mój koszt. Ci ludzie to wyjątkowe osoby, z którymi mamy wyjątkową współpracę. SIA jest najlepszym przykładem. Sklep miał problemy, ale właściciel spotkał się ze mną pod koniec ubiegłego tygodnia, razem z całą grupą z drugiego piętra. Mamy specjalny budżet marketingowy ustalony razem z najemcami. Będzie specjalna osoba, która zajmie się tym specyficznym piętrem. A jeśli nawet jeden z trzydziestu narzeka, czy to koniec świata?

Czyli nie ma problemu Home City?

Ja tak nie powiedziałem. Nie ma problemu z najemcami drugiego piętra. To są ludzie, którzy mają sklepy w innych miejscach, którzy wiedzą, że musi minąć trochę czasu, zanim sytuacja będzie lepsza. Dla niektórych to pierwszy sklep w centrum handlowym i może to jest dla nich jakaś niespodzianka… Najemcy muszą wykazać cierpliwość. Przyjdzie czas, że klienci zrozumieją, że lepiej przyjechać tutaj, zamiast chodzić po błocie.

Są jeszcze rzeczy, które chcemy poprawić. Niektóre poprawiamy szybko, bo zależą od nas. Inne od nas nie zależą kompletnie, bo musimy skoordynować je z miastem. Są wreszcie rzeczy, które chcemy robić razem z Redutą. Bo w końcu razem stanowimy największe centrum handlowe w Warszawie. Dwie firmy istnieją i nie znikną z Warszawy. Z Redutą będziemy mieli wspólne autobusy, wspólnie będziemy naciskać na miasto, aby poprawić tu komunikację.

Czy serce was boli żeby napisać, że w Blue City są takie rzeczy, jakich nigdzie nie ma? Przecież tylko my mamy w dużym lokalu bezpłatny skate park, do którego przyjeżdżają dzieci z całej Warszawy. Dlaczego tak trudno napisać o zadowolonych dzieciach, o gokartach, Magic City (6 tys. mkw. powierzchni rozrywkowej). Dlaczego to tak trudno napisać? Wkrótce nastąpi otwarcie Homeplace — 1,8 tys. mkw. najlepszego centrum fitness! Chciałbym zobaczyć takie rzeczy w innych centrach.

To są plusy, ale są rzeczy do poprawienia…

Oczywiście. Chcę poprawić: dojazd, oznakowanie, chcemy mieć dodatkowe sklepy. Takie jak np. Zara, pracujemy nad kinami. Będzie tu 12-salowe Multikino. Nie tylko chcemy, ale także zrobimy. Chcemy i otworzymy hotel. Mamy podpisaną umowę, którą wam pokażę, pierwszy raz, bo wam ciężko w to czasem uwierzyć.

Skate park, gokarty. Robi się tu takie centrum młodzieżowe. Czy to oznacza zmianę profilu?

Nie. (Wchodzi sekretarka wezwana przez telefon) Gdzie jest teczka Barceló?

Dokładnie postanowiliśmy, że będzie to rodzinne centrum handlowe. Jak ktoś ma dziecko i pójdzie do Klifa czy Arkadii, to te dzieci nie mają co tam robić. Dlaczego? Bo dzieci nie chcą chodzić na zakupy z rodzicami, a tam nie ma dla nich nic. A my mamy. Nie ma w Polsce drugiego takiego miejsca dla dzieci jak Inca Play. Zaczęliśmy od jednego pokoiku, a teraz mamy już pięć. A dla mężczyzn mamy osiem marek aut pod jednym dachem. Jakie inne centrum ma osiem marek aut?

A teraz akt specjalny. (Pokazuje umowę) Aby ją podpisać, jeździłem do Palma de Majorka. 229 pokoi! Umowa z siecią Barceló, która ma 150 hoteli na Majorce, w Hiszpanii, Dominikanie, na Kubie i ostatnio w Pradze. Otwarcie — osiem miesięcy od momentu uzyskania finansowania. Hotel będzie kosztować blisko 16 mln USD. Podjęliśmy już rozmowy z bankami, aby otrzymać potrzebne pieniądze.

A wracając do Blue City — mamy jeszcze parę unikalnych rzeczy, np. dwie restauracje, jedna to Adler — instytucja w Warszawie, a druga Boathouse, u nas działająca pod nazwą Adagio. Dodamy nowe sklepy. Poświęcimy więcej pieniędzy na marketing. Rozdzielamy teraz marketing na dwie części: oddzielnie część handlowa i oddzielnie drugie piętro.

Czy są kolejne firmy, z którymi macie wynegocjowane umowy?

Wynegocjowane jeszcze nie są. Z Zarą i Esprit uzgodniliśmy już wszystkie warunki — lokalizacje i zmiany techniczne, a to jest najtrudniejsze. Przedstawiciel Zary na Polskę, Grupa Eastbridge, która ma tu i Smyka, i Empik, jest wyjątkowo zadowolona i wszystko z nami ustaliła. Ostateczne decyzje zapadną jednak w Hiszpanii.

Z kim jeszcze rozmawiacie?

Na przykład z olbrzymią firmą turecką Beyman, ale pojawia się pod nazwiskiem Beynard. Sieć ta przypomina Peek & Cloppenburg, a może nawet jest lepsza. Zaczęła rozwijać się na świecie, ma nawet sklep w Moskwie. Z nami rozmawiają o sklepie liczącym prawie 3,5 tys. mkw.

To nie jest tak, że ja przychodzę i mówię: aj, jaki raj, nic nie trzeba. Nie. Te dwa duże sklepy rozwiązałyby problemy — poprawią ruch w mniejszych placówkach handlowych. Ja nie jestem tutaj na urlopie. Jestem tu siedem dni w tygodniu.

Czy Blue City ma problemy z płatnościami? Ponoć agencja nieruchomości DTZ nie otrzymała pieniędzy za przyprowadzenie najemców.

Nie, nie, nie. Nie ma problemu z płatnościami. Jest problem z zapłaceniem DTZ. My wiemy, dlaczego nie płacimy DTZ do końca. Jednak zapłaciliśmy im już ciężkie pieniądze.

Jakie?

Ponad 2 mln zł! Teraz jest spór, który się rozstrzygnie w sądzie arbitrażowym. I jak ten postanowi, że mam zapłacić do końca — zapłacę. Co mam do zarzucenia DTZ, wyjaśnię w sądzie.

A najemcy? Wszyscy płacą w terminach?

Najemcy generalnie płacą. Część w terminie, część trochę się spóźnia, część ma kłopoty. To po to z nami rozmawiają, a ja jestem tu po to, żeby pomagać.

Przecież my też musimy zwracać pieniądze bankowi. Ponosimy opłaty eksploatacyjne. Nam jest teraz trudniej z powodu słabego kursu dolara, bo wszystkie umowy z firmami sprzątającymi, ochroną itd. są w złotych, a najemcy mają opłaty denominowane w dolarach. Według umowy, my mamy prawo co roku te pieniądze, które wydane były faktycznie (jako koszty eksploatacyjne), rozliczyć i zrzucić na najemców. Jednak w tym roku nasi inwestorzy postanowili tego nie robić. Oczywiście — potrzebujemy tych pieniędzy, wydaliśmy przecież na działania marketingowe itp. Ale nie możemy, nie chcemy tego robić... I dlatego mówię, że mamy wyjątkowych inwestorów.

Yoram Reshef, szef warszawskiego centrum handlowego Blue City