Pustynia sprawdzi menedżerów

opublikowano: 13-02-2014, 00:00

Czterech polskich menedżerów w niedzielę zacznie biec przez jordańską pustynię. W ramach zawodów 4Deserts chcą pokonać 1000 km po piasku i śniegu

Pistolet startowy wystrzeli 16 lutego w pustynnej dolinie Wadi Rum w Jordanii. W ciągu tygodnia biegacze będą musieli pokonać 250 km przez piaski pustyni, by dotrzeć do Petry, czyli miejsca, w którym Indiana Jones odnalazł świętego Graala. Organizator zapewnia im tylko wodę i namioty, całą resztę — w tym jedzenie — muszą zmieścić w ważącym 12 kg plecaku. Plan jest taki, że dobiegną, wypoczną — i wrócą do treningów, bo na początku czerwca czeka ich tygodniowa przeprawa przez pustynię Gobi w Chinach, w październiku bieg przez najsuchszą na świecie chilijską Atakamę, a zaledwie miesiąc później — przez lodowe pustkowie Antarktydy, gdzie o tej porze roku panować będą „letnie” temperatury, czyli, bagatela, minus 20 stopni Celsjusza.

Zobacz więcej

PRÓBA SIŁ: Uczestnicy 4Deserts muszą nie tylko przebiec morderczy dystans po piaskach pustyni, ale też zrobić to z dobytkiem na plecach — organizator zapewnia im tylko wodę i namiot na noc. Resztę dźwigają w 12-kilogramowych plecakach. [FOT. ARC]

— Do startu zainspirował mnie Kanadyjczyk Stefan Danis, który zaczął biegać na pustyni w 2009 r., gdy zdał sobie sprawę, że przechodzi już trzeci kryzys ekonomiczny w karierze zawodowej i po raz trzeci musiał masowo zwalniać pracowników. Menedżer nie może mieć wpływu na wszystko, ale na pewno może mieć wpływ na własny organizm — tu, jeśli postawi sobie cel, jego realizacja zależy tylko od własnej pracy i silnej woli — mówi Daniel Lewczuk, debiutujący w tym roku w 4Deserts CEO Executive Networks i „anioł biznesu”, który jest m.in. współwłaścicielem Goldenline.pl. Dla niego — podobnie jak dla Marcina Żuka, menedżera w Expanderze — jordański bieg będzie pustynnymdebiutem.

Dla dwóch innych startujących Polaków — Andrzeja Gondka z zarządu polskiego oddziału Glenmark Pharma, i Marka Wikiery, prezesa Laam Security z Grupy Konsalnet — będzie to start numer dwa, bo przebiegli już Maraton Piasków na Saharze. 4Deserts to jednak wyzwanie zupełnie innego rodzaju.

— Jeśli chodzi o kwestie fizyczne, to największym zagrożeniem są odciski na stopach, które przy złym przygotowaniu mogą szybko wyeliminować z rywalizacji. Każdy zawodnik ma własną strategię na 4Deserts — dla mnie długodystansowy bieg przez pustynię to przede wszystkim batalia mentalna z samym sobą. Myślę, że ten, kto podoła takiemu wyzwaniu, poradzi sobie z pustynią i „samotnością długodystansowca” psychicznie i fizycznie, w zwykłym życiu i pracy poradzi sobie ze wszystkim — mówi Daniel Lewczuk. 4Deserts jest organizowany od 2003 r. Do tej pory wszystkie cztery biegi w ciągu roku ukończyło tylko 28 zawodników. Polacy chcą do tego wąskiego grona dołączyć.

— Na razie startujemy na własny koszt — a tylko wpisowe za pierwszy bieg to wydatek rzędu 60 tys., do tego dochodzą przeloty itp. Jeśli przebiegniemy Jordanię, zaczniemy szerzej starać się o sponsorów, myślimy też o wsparciu przez nas akcji charytatywnych. Jest jednak za wcześnie, by o tym mówić — najpierw trzeba pokonać pustynię — mówi Daniel Lewczuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu