Putin musi ciąć podatki

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-03-12 00:00

Wynik niedzielnych wyborów prezydenckich w Rosji już dawno jest przesądzony. Gra toczy się tylko o to, co Putin zrobi dla gospodarki.

Mimo że formalnie w niedzielnych wyborach prezydenckich w Rosji zostanie wystawionych kilku kandydatów, to i tak cała impreza będzie farsą, bo liczy się tylko Władimir Putin — oceniają zachodni obserwatorzy. Według sondaży POF, Putin może liczyć na 72 proc. głosów. Zdaniem Aleksandra Wiesniakowa, szefa Centralnej Komisji Wyborczej, do urn może przyjść 60-62 proc. obywateli.

— To byłby całkiem niezły wynik w porównaniu z innymi krajami — konstatuje Wiesniakow.

Skąd ta popularność obecnego prezydenta? Kojarzą się z nim pozytywne zmiany w gospodarce: cięcia podatków, zezwolenie na sprzedaż ziemi, 7,3-proc. wzrost gospodarczy i rekordowo wysokie inwestycje zagraniczne (29,7 mld USD w 2003 r.). W ubiegłym roku dzięki ekspansji koncernów Sibnieft i Jukos Rosja wydobyła też więcej ropy niż dotychczasowy światowy lider — Arabia Saudyjska.

— W ostatnich 3-4 latach dzięki niższym podatkom i dość przejrzystym regułom łatwiej jest prowadzić działalność gospodarczą — podkreśla John Barry, szef grupy Shell w Rosji.

Presja reform

Czy to oznacza, że jest tak dobrze, że lepiej być nie może? Analitycy i inwestorzy mnożą postulaty. Najważniejsze z nich to kolejne obniżenie podatków oraz ograniczenie udziału państwa w gospodarce przez restrukturyzację kluczowych sektorów. Putina czekają reformy systemu bankowego, rynku finansowego i systemu emerytalnego.

Mniej stołków

Wiele wskazuje na to, że kolejną kadencję obecny prezydent chce rozpocząć od walki z korupcją. Zmiany zaczną się od spektakularnych cięć w administracji, bo „panująca tam korupcja i nadużycia duszą biznes”. Putin chce zlikwidować 13 ministerstw. Redukcje czekają też administrację lokalną. Według Banku Światowego, rosyjska administracja zatrudnia 1,16 mln obywateli.