Statki na parkiecie? Czemu nie! Minister skarbu uważa, że największy polski armator żeglugi morskiej — PŻM — może trafić na giełdę.
Minister Jacek Socha rozważa różne scenariusze prywatyzacji największego krajowego armatora —Polskiej Żeglugi Morskiej. W tym celu powołał już specjalny międzyresortowy zespół ds. strategii skarbu państwa wobec grupy kapitałowej PŻM. W jego skład wchodzą przedstawiciele czterech ministerstw (skarbu, infrastruktury, gospodarki i finansów) oraz reprezentanci PŻM i samorządu za- łogi: Mirosław Folta, Krzysztof Linek, Paweł Szynkaruk i Sławomir Bałazy.
Scenariusze
— Umiejscowienie spółki pracowniczej w przyszłej koncepcji prywatyzacyjnej opracowywanej dla PŻM będzie jednym z głównych zadań przedstawicieli naszej firmy w tym zespole. W tym kontekście liczebność naszej spółki ma kluczowe znaczenie. Jedynie zgromadzenie w niej co najmniej połowy ogólnej liczby zatrudnionych w przedsiębiorstwie umożliwi jej wzięcie udziału w prywatyzacji Polskiej Żeglugi Morskiej. Jeśli więc nie chcemy, aby zwyciężyły w Warszawie groźne dla naszych miejsc pracy koncepcje związane ze sprzedażą PŻM inwestorowi zagranicznemu, nie powinniśmy odkładać decyzji o przystąpieniu do spółki na później — informuje Dariusz Litkiewicz, prezes spółki pracowniczej Polskie Przedsiębiorstwa Żeglugowe.
— Najważniejsze jest to, że wszyscy członkowie tego zespołu mają prawo głosu. Jest to merytoryczny dialog o przyszłości PŻM — dodaje Paweł Szynkaruk, dyrektor naczelny PŻM.
Kontrowersyjny pomysł przekształcenia PŻM w spółkę pracowniczą to nie jedyna rozpatrywana przez rząd koncepcja.
— Zespół z pewnością podejmie stosowną decyzję o najkorzystniejszej formie prywatyzacji przedsiębiorstwa. Ja uważam, że szczeciński armator z powodzeniem mógłby zaistnieć na giełdzie — stwierdził Jacek Socha.
Powracająca akcja
Minister zapowiedział też, że skarb państwa będzie miał ponownie pełną kontrolę nad Polską Żeglugą Morską. Słynna złota akcja powróci z Żeglugi Polskiej do PŻM.
— Decyzja o tym już zapadła. Sprzedaż tej akcji była naruszeniem prawa. Dlatego musieliśmy się rozstać z byłym dyrektorem — oświadczył Jacek Socha.