PZU dobrze sobie radzi w pandemii

opublikowano: 19-11-2020, 17:40

Ubezpieczyciel zaskoczył rynek wynikami za ubiegły kwartał. Ciąży mu jednak zacięta rywalizacja o klienta komunikacyjnego.

Od lipca do września tego roku PZU wypracował 890 mln zł skonsolidowanego zysku netto. To o ponad 1 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o 23 proc. więcej, niż spodziewał się rynek. Zarząd spółki podkreśla, że biznes ubezpieczeniowy na razie jest odporny koronakryzys. Zgadza się z tym Marcin Broda, analityk Ogmy.

— Ostatnie miesiące pokazały, że ubezpieczenia to relatywnie bezpieczny biznes. W sektorze nie odnotowano spektakularnych spadków przychodów czy wzrostu wypłaty świadczeń poza paroma wyjątkami, czyli firmami koncentrującymi się np. na współpracy z touroperatorami czy ubezpieczeniu należności — mówi ekspert.

W trudnych czasach, ubezpieczyciele są, jego zdaniem, jeszcze bardziej potrzebni gospodarce niż w kiedykolwiek indziej. Świadomość i zdrowy rozsądek nakazują się zabezpieczyć lub rozszerzyć zakres ochrony zarówno klientowi biznesowemu, jak też indywidualnemu.

Szczytny cel:
Szczytny cel:
Grupa PZU, którą kieruje Beata Kozłowska-Chyła, przeznaczyła ponad 20 mln zł na walkę ze skutkami pandemii. Ponadto firma podarowała szpitalom prawie tysiąc nowoczesnych urządzeń, które zdalnie monitorują parametry życiowe pacjentów.
materiały prasowe

Niezdrowa rywalizacja

W ostatnich miesiącach PZU odnotował mocny spadek sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych, które stanowią znaczący kawałek biznesu majątkowego. Ubezpieczyciel zaobserwował agresywną politykę cenową na rynku. Twierdzi, że nie zamierza w niej uczestniczyć, uważając takie zachowanie konkurencji za nieodpowiedzialne.

— W segmencie motoryzacyjnym nadal trwa trend zniżkowy w cenach polis, spowodowany walką o klienta na kurczącym się z powodu pandemii rynku. Wiosną oraz latem rentowność była wspomagana niższą szkodowością ze względu na lockdown. We wrześniu, gdy szkodowość wróciła do wcześniej notowanego poziomu, wynik techniczny sektora był pod dużą presją. PZU zachowawczo podchodził do niższych cen polis, co widać w spadku udziału rynkowego. Na korzyść firmy działał natomiast wysoki poziom odnowień — wyjaśnia Marta Czajkowska-Bałdyga, analityczka Haitong Banku.

Pełzającą wojnę cenową dostrzega też Marcin Broda. Uważa, że skończy się razem z koronakryzysem.

Życiowy impuls

PZU chwali się wzrostem sprzedaży ubezpieczeń na życie, także indywidualnych. Od około miesiąca obserwuje też wzrost wypłacanych świadczeń z tytułu śmierci. Szacuje, że w tym roku będą one miały wpływ na wyniki spółki w wysokości 50-150 mln zł. Według Marcina Brody wysoka śmiertelność z powodu wirusa, którą obecnie obserwujemy, nie odbije się na branży.

— Wzrost śmiertelności dotyczy w dużej mierze osób powyżej 70 roku życia. Klientów w tym wieku ma głównie PZU. Są to osoby, które kontynuują opłacanie składki po przejściu na emeryturę. Nie będzie to miało jednak istotnego wpływu na biznes spółki. Reszta sektora ma takich osób niewiele w portfelu — mówi ekspert.

Analityczka Haitong Banku za większe ryzyko niż wzrost śmiertelności uważa słabe odbicie gospodarcze i wzrost bezrobocia, kreśląc perspektywę na przyszły rok dla całej branży.

— Wszystko będzie zależało od tego, jak gospodarka poradzi sobie z przebiegiem i skutkami drugiej fali pandemii, która na razie zaskoczyła negatywnie. Jeśli PKB odbije się w drugiej połowie roku, to przełoży się pozytywnie na wyniki sprzedażowe branży ubezpieczeniowej. Zarówno w segmencie majątkowym: wzrośnie sprzedaż nieruchomości, powrót do podróży zagranicznych, jak też życiowym. Tutaj zadziała głównie świadomość ubezpieczeniowa ludzi — uważa Czajkowska-Bałdyga.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane