PZU: nieważna kaucja, ważna oferta publiczna
Od kilku dni trwa dyskusja nad wysokością kaucji, dzięki której Grzegorz Wieczerzak, były szef PZU Życie, wyszedł z aresztu. 300 tys. zł to kropla w porównaniu z nieprawidłowościami, których dopuścił się głośny menedżer. Ustalenie tak niskiej kaucji to kolejny przekręt — grzmi tzw. opinia publiczna, która tradycyjnie żąda krwi.
300 tys. zł rzeczywiście nie jest szokująco wysoką kwotą, ale nie w zestawieniu z odczuciami społecznymi, ale choćby z 300 mln zł rezerw, które obecne władze PZU Życie postanowiły utworzyć na poczet ewentualnych skutków decyzji byłego zarządu. Jeśli sąd zgodził się na tak niskie zabezpieczenie, to rzeczywiście musiał mieć kiepskie oparcie w dostarczonych dokumentach, czyli w specjalnym raporcie autorstwa renomowanej firmy księgowej Deloitte & Touche, nie zawierającym — jak się okazało — żadnych informacji poważnie obciążających konto byłego zarządu.
Problem tkwi chyba zupełnie gdzie indziej. W natłoku informacji dotyczących aresztowania, rewizji w mieszkaniach, a potem warunkowego zwolnienia, zginęło sedno obecnych wydarzeń w PZU, czyli przygotowania do oferty publicznej akcji.
Temu projektowi od początku wszystko przeszkadza. Najpierw ciągnące się miesiącami bzdurne spory między poprzednią ekipą resortu skarbu a konsorcjum Eureko, potem coraz gorsza sytuacja makroekonomiczna Polski, a ostatnio bessa na giełdach, która w ostatnich tygodniach wręcz zrujnowała niemal wszystkie oferty publiczne spółek publicznych.
Biorąc pod uwagę, że dopuszczenie akcji PZU do obrotu publicznego powinno nastąpić w okolicach wyborów, book-building zaś w okresie formowania nowego rządu, można się spodziewać kolejnych ingerencji polityków. I na to właśnie nakłada się ze zdwojoną siłą sprawa byłego prezesa PZU Życie.
Trudno zgodzić się z opinią obecnego szefa PZU, który we wtorek przekonywał dziennikarzy, że „sprawa Wieczerzaka” już nie wpłynie ani na wycenę, ani na przebieg oferty publicznej. Jest wręcz odwrotnie. Jeśli były prezes PZU Życie zostanie oczyszczony z poważnych zarzutów, wówczas zapewne przystąpi do kontrataku, a firma zamiast skoncentrować się na sprzedawaniu akcji, znajdzie się w defensywie. Jeśli oskarżenia jednak się potwierdzą, zaraz ktoś wskaże, że Eureko nie oczyściło dotychczas grupy PZU z dawnej ekipy. Tak czy owak inwestorzy będą mieli mętlik w głowach, co dodatkowo zniechęci ich do wykładania pieniędzy.
Mimo wszystko warto przyłożyć się do możliwie szybkiego wyjaśnienia zarzutów stawianych prezesowi Wieczerzakowi. W przeciwnym razie resort skarbu będzie musiał przełknąć kolejną gorzką pigułkę, a perspektywa debiutu giełdowego PZU znowu się oddali.