Spółka zrzuca wizerunkowe brzemię. Wykłada na stół około 1,3 mln zł i unika wieloletniego procesu.
Dwa miesiące temu spece od wizerunku PZU zachodzili w głowę, jak nie utopić dobrego imienia spółki w medialnej burzy. Chodziło o żaglowiec "Chopin", którym płynęli gimnazjaliści ze Szkoły pod Żaglami, a którego żagle w końcu października połamał wiatr. PZU po miesiącu analizy zebranej dokumentacji stwierdziło, że odmówi wypłaty odszkodowania. Wtedy prywatny armator, którym jest Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji (EWSPA), zaczął ostrą ofensywę na PZU. Wczoraj obie strony oficjalnie podpisały rozejm.
Ubezpieczyciel jednak zapłaci, żeby żaglowiec odzyskał dawny blask, i by marka PZU mogła zrzucić medialne brzemię. Choć oficjalnie wszyscy zaprzeczają, jakoby kwestie wizerunkowe miały tu jakiekolwiek znaczenie.
— Decyzję o wypłacie odszkodowania podjęliśmy po analizie nowych informacji uzyskanych przez PZU ze źródeł zewnętrznych oraz przekazanych nam przez armatora — zaznacza Tomasz Tarkowski, dyrektor Grupy PZU ds. likwidacji szkód i świadczeń.
Za skutecznym odwołaniem EWSPA stoi Dariusz Czajka, współzałożyciel szkoły i zarazem szef warszawskiego oddziału Zrzeszenia Prawników Polskich. Teraz zapowiada, że wrogość wobec PZU zamieniła się w szacunek. Według nieoficjalnych informacji, PZU wypłaci około 1,3 mln zł odszkodowania za "Chopina", mimo że — zdaniem wielu prawników — ubezpieczyciel miał podstawy, by zdecydować się na ciągnący się latami i możliwy do wygrania proces.
— Pierwotna decyzja ubezpieczyciela wywołała wiele emocji. Ostatecznie sprawa rozstrzygnęła się dla nas pomyślnie, a ubezpieczyciel dotrzymał słowa, że nowe okoliczności zdarzenia mogą przyczynić się do zmiany decyzji. Postanowiliśmy, że w dalszym ciągu będziemy ubezpieczać żaglowiec w PZU — mówi Dariusz Czajka.
Nowe okoliczności to m.in. raport pogodowy ze statku przepływającego nieopodal w czasie, gdy łamały się maszty "Chopina". Według raportu, wiatr mógł wiać z siłą nawet 11 stopni w skali Beauforta. Wcześniej PZU opierał się na raportach ze stacji zlokalizowanej na wybrzeżu, które pokazywały, że maksymalne porywy wiatru nie przekraczały 8-9 stopni. Według informacji "PB", PZU wcześniej próbowało dogadać się ze Szkołą pod Żaglami i zaproponować jej sowitą umowę sponsoringową. Warunkiem było zarzucenie przez szkołę kontaktów z armatorem "Chopina" i zmiana statku, na którym miał odbywać się rejs. Prezes szkoły, kapitan Krzysztof Baranowski, odrzucił jednak tę propozycję.