Racjonalny buntownik

EWA BEDNARZ
opublikowano: 28-12-2017, 22:00

Większość menedżerów najpierw buduje imperia, potem zaczyna realizować pasje. Z Pawłem Kowalewskim jest odwrotnie. Artysta szybko okazał się być sprawnym biznesmenem.

Przygodę z biznesem Paweł Kowalewski rozpoczął ponad 25 lat temu. Żartuje, że zawsze miał łatwość zarabiania pieniędzy, a że czas był trudny, trzeba było pomyśleć o prozie życia.

Artysta. Prace Pawła Kowalewskiego (od góry): „Ja zastrzelony przez Indian”, „Ćwiczenia bizantyjskie”, „Ostatnie ćwiczenia bizantyjskie”, „Sto trzydzieści jeden tysięczna dwieście osiemdziesiąta pierwsza ofiara diabla wcielonego”, „Mon cheri bolsheviq” .
Wyświetl galerię [1/7]

Artysta. Prace Pawła Kowalewskiego (od góry): „Ja zastrzelony przez Indian”, „Ćwiczenia bizantyjskie”, „Ostatnie ćwiczenia bizantyjskie”, „Sto trzydzieści jeden tysięczna dwieście osiemdziesiąta pierwsza ofiara diabla wcielonego”, „Mon cheri bolsheviq” . Fot. Marek Wiśniewski

— Nastała normalna Polska, a w tej Polsce trzeba było jakoś dostosować się do nowej rzeczywistości. Obrazy sprzedawane za Zachodzie w przeliczeniu na złote były w przenośni i dosłownie warte miliony, ale to nie wystarczało, by się z nich utrzymać cały rok. Trzeba było się czymś zająć — wspomina malarz. Postanowił przewartościować swoje życie. Zbuntowany artysta, który w stanie wojennym nie godził się na okrutną rzeczywistość i malował dzieła „Ja zastrzelony przez Indian” czy „Knuje nieprawy przeciw sprawiedliwemu i ostrzy na niego zęby”, zaczął myśleć o sprawach bardziej przyziemnych. Nie oznacza to, że się zmienił.

— Nie miałem żadnej wątpliwości, po której stronie jest sprawiedliwość, gdzie leży racja, kto jest prawy, a kto nie. Znałem jednak także stan ciągłego zagrożenia ze strony nieprawego, który cichaczem ostrzył na nas zęby. Był to stan duszy, doświadczenie egzystencjalne. Postanowiłem to zilustrować diabelskim wizerunkiem — tłumaczy Paweł Kowalewski. Jest już częścią historii sztuki. Jego prace z wizerunkami diabłów, które w stanie wojennym usuwane były z kościołów, po 33 latach wiszą w Recklinghausen na wystawie zorganizowanej przez niemieckiego okulistę Wernera Jerke, kolekcjonera i twórcę pierwszego zagranicznego muzeum polskiej sztuki awangardowej. Dzieła Pawła Kowalewskiego są także w największych muzeach polskich, ale również w paryskim Centre Pompidou oraz wielu krajowych i zagranicznych kolekcjach prywatnych. Agencja jest jednak dla niego równie ważna jak sztuka. Mówi o niej: to moje dziecko, kreatywne i bardzo inteligentne, a na pytanie, dlaczego zdecydował się na taki biznes, odpowiada bez wahania: — Bo reklama jest blisko sztuki. W wyborze — jak to często bywa — było jednak trochę przypadku.

— Kiedyś byłem na wystawie, podczas której emitowano chyba najgłupsze reklamy świata. Były tak głupie, że trudno było się z nich nie śmiać. Pomyślałem pół żartem, pół serio, że fajnie byłoby coś takiego robić — wspomina Paweł Kowalewski.

Nastąpił ciąg dalszy przypadków. Artysta został przedstawicielem handlowym „Businessweeka”, aż nagle zgłosił się do jego ówczesnej żony Niny, która była przedstawicielką „Financial Times” w Polsce, kanadyjski Torstar z propozycją wydawania romansów Harlequina. Pierwsze książki trafiły na rynek w 1991 r. Paweł Kowalewski prowadził ich kampanię reklamową. To był początek agencji Communication Unlimited.

— Wokół Harlequina szerzyła się atmosfera ze sloganem „Kultura masowa kulturze narodowej” — chyba pierwsza i jedyna taka akcja. Najciekawsze było to, że te książki tłumaczyło wtedy wiele osób z polskiej czołówki intelektualnej, a przy reklamach pracowało wielu wybitnych twórców. Operatorem był m.in. Edward Kłosiński, a muzykę pisał Grzegorz Ciechowski — opowiada Paweł Kowalewski.

Podkreśla, że Harlequiny pozwoliły wielu osobom zmagać się z trudną rzeczywistością i przejść mniej boleśnie przez okres transformacji.

— Miałem też dziką satysfakcję, że w jakiś sposób nasza wiedza przekłada się na komercję, bo bardziej komercyjnej literatury niż Harlequiny chyba nie można sobie wyobrazić. Sprzedaliśmy ponad milion egzemplarzy. To niezły wynik — podkreśla Paweł Kowalewski.

Lepszy świat

Harlequin, dzięki powstającym wtedy reklamom, przyczynił się do rozwoju agencji Communication, która dzisiaj ma za klientów Coca Colę, Ferrero, Super-Pharmę, Złotą 44, a jej roczne obroty przekraczają 30 mln zł. Artysta biznesmen najbardziej cieszy się jednak z tego, że dzięki reklamie można nie tylko sprzedawać produkty, ale i zmieniać świat na lepszy.

— Wiele dobrego zrobiliśmy i wiele rzeczy udowodniliśmy dzięki naszemu, może trochę odrębnemu, podejściu do rzeczywistości. Nie mówię o sukcesach komercyjnych, bo one są naturalne, jak się rzetelnie pracuje dla klientów, ale o kampaniach społecznych — podkreśla biznesmen. Najbardziej rozpoznawalną kampanią Communication Unlimited była „Pij mleko, będziesz wielki” z udziałem m.in. Bogusława Lindy, Kayah, Krzysztofa Hołowczyca, Marcina Gortata, Agnieszki Radwańskiej.

— Kiedy powstała w 2002, kampanie społeczne, zwłaszcza na dużą skalę, nie były tak popularne jak dzisiaj, a przecież cyklicznie trwała do 2011 r. Ale to nie jedyna nasza długofalowa kampania. Od 10 lat prowadzimy wraz z Jakubem Malkem i Polskim Związkiem Piłki Siatkowej akcję Kinder + Sport, która promuje siatkówkę wśród najmłodszych. Jej sponsorem jest firma Ferrero — mówi Paweł Kowalewski. Communication Unlimited reklamuje m.in. suplement diety Bodymax pod hasłem „Kawałek soboty każdego dnia” oraz — jak mówi artysta — najładniejszy projekt deweloperski w Warszawie — Złotą 44.

— Budynek jest bardzo atrakcyjny, a poza tym zaprojektował go Daniel Libeskind, którego podziwiam również za to, że w przeciwieństwie do innych architektów nigdy nie projektował niczego w państwie totalitarnym — podkreśla Paweł Kowalewski. Agencja wspiera też wraz z firmą Suzuki Warsaw Gallery Weekend. W ten sposób prezes agencji reklamowej powraca do sztuki na stopie biznesowej. Nie zawiesza jednak działalności artystycznej.

Odejście od sztampy

Paweł Kowalewski podkreśla, że dzięki biznesowi ma absolutną wolność artystyczną.

— Myślę, że gdybym nie podjął decyzji wejściu w świat reklamy, nadal malowałbym takie obrazy, jakie najlepiej sprzedawały się w latach 80. Cały czas bym dochodził do doskonałości w gładzeniu efektownych świateł. To jest łatwe, ale mało twórcze i uzależniłoby mnie od klientów — tłumaczy artysta, który zawsze chciał być niezależny, działać w różnych przestrzeniach i używać różnych mediów. Podkreśla:

— Dla mnie zawsze jest ważniejsze to, co chcę powiedzieć, a nie jakiego medium używam. Malowanie w jakiś sposób ogranicza, sprowadza wszystko do prostokąta, a mnie interesuje np. rzeźba. Śmieje się, że sztuka jest świetną szkołą przejścia do biznesu.

— Takiej zawiści i takiej walki na ega, pozycje i racje, jaka jest w świecie sztuki, nie ma w żadnym biznesie. Tam trzeba mieć znacznie twardszą skórę, żeby przetrwać. Gdybym był tylko biznesmenem, nigdy bym w to nie uwierzył. Poza tym sprzedaż reklamy to zupełnie co innego niż sprzedaż własnej wrażliwości, emocji, duszy, myślenia o świecie. Lekceważenie tego boli bardziej niż porażka w biznesie — mówi artysta. A lekceważenie może spotkać nawet najsłynniejszych. Już teraz niektórzy umniejszają znaczenie Gruppy, formacji artystycznej, w której działał w latach 80.

— Może kiedyś nikt już nie będzie o nas pisał jako o najgłośniejszej grupie artystycznej lat 80. Wszystko jest dzisiaj możliwe — podsumowuje Paweł Kowalewski. &

Paweł Kowalewski

Artysta, członek Gruppy, najsławniejszej formacji artystycznej lat 80., wciąż tworzy i wystawia swoje prace w wielu krajach. Spełnia się również jako profesor ASP i kolekcjoner. Stworzył agencję reklamową Communication Unlimited, która ma ponad 30 mln zł obrotów rocznie i tytuł „Gazeli Biznesu 2016”. Dokonania artysty biznesmena doceniło Międzynarodowe Stowarzyszenie Reklamy IAA, w którym jest jedynym Polakiem, wieloletnim wiceprezesem i dyrektorem na Europę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EWA BEDNARZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Racjonalny buntownik