Świat drży o Japonię
Inwestorzy dyskontują na giełdach negatywny scenariusz, który jest jednak mało prawdopodobny.
Wybuchy w elektrowni atomowej Fukushima I sprawiły, że niezwykle spokojni Japończycy zaczęli się bać. Doszło bowiem do radioaktywnych wycieków.
— Mówimy o dawkach, które mogą zagrażać zdrowiu — stwierdził Yuki Edano, rzecznik japońskiego rządu.
Strach wzrósł po tym, jak wielokrotnie zwiększone promieniowanie odczytano w Tokio.
— To jak trzeci atak bomby atomowej na Japonię — mówił w CNN 82-letni Keijiro Matsushima, który przeżył wybuch bomby w Hiroszimie.
Radioaktywny impuls
Inwestorzy też się przestraszyli. Najbardziej — radioaktywnej chmury, która zaczęła zbliżać się do stolicy Japonii. Niewiele pomógł kolejny zastrzyk gotówki w system finansowy wykonany przez tamtejszy bank centralny. Giełda tokijska przeżyła w nocy z poniedziałku na wtorek naszego czasu największą przecenę od krachu z 1987 r. —Nikkei225 spadł o 10,5 proc. Kursy wielu spółek spadły o 25 proc. co z automatu unieruchomiło handel ich akcjami.
We wtorek fala wyprzedaży przetoczyła się przez pozostałe regiony świata. Dostało się również Polsce. WIG20 tracił nawet 2 proc. przy wysokich obrotach.
— Jeśli dojdzie do zastopowania japońskiej gospodarki, może dojść do globalnej recesji — straszył Andre Bakhos z amerykańskiego Lek Securities.
Kolejny dzień taniała ropa i metale przemysłowe oraz waluty emerging markets (w tym złoty). Drożały za to złoto, dolar, frank szwajcarski i… japoński jen.
— Jen to wciąż tzw. bezpieczne aktywo — drożeje, kiedy na światowych rynkach rośnie niepewność — komentuje Bartosz Sawicki, analityk DM TMS Brokers.
Atomowa panika
Awaria w Fukushimie została sklasyfikowana przez francuską agencję ASN na 6. poziom w 7-stopniowej skali. Na razie tylko katastrofa w Czernobylu osiągnęła maksimum. Nic więc dziwnego, że na świecie gwałtownie wzmógł się strach przed atomem. W Europie, wśród najmocniej przecenionych spółek znalazły się właśnie koncerny energetyczne z siłowniami atomowymi. Przecenie poddały się też kursy producentów dóbr luksusowych, których odbiorcami są Japończycy. Niemiecki DAX tracił w południe ponad 5 proc. — niewiele mniej, niż po bankructwie Lehman Brothers.
— W przypadku zaostrzenia kryzysu Japończycy sprzedadzą zagraniczne aktywa. To musi zostawić ślad na giełdach. Rynek niemiecki będzie pod presją —tłumaczył Heino Ruland z niemieckiej firmy analitycznej Ruland-Research.
Okazja do zakupów?
Według analityków straty po kataklizmie w Japonii są o 50-70 proc. mniejszej niż po trzęsieniu w Kobe z 1995 r. Tymczasem wtedy Nikkei225 spadł w pięć miesięcy o 24 proc., a teraz od piątku do wtorku zniżył się już o 17,5 proc. Japonii nie grozi finansowa plajta, bo potencjalne straty wywołane kataklizmem nikną w skali japońskiej gospodarki. Inwestorzy dyskontują więc już bardzo czarny scenariusz.
— Historia zapowiada dynamiczne odbicie cen japońskich akcji. Choć później może dojść do ustanowienia nowego dna, to statystycznie po 30 sesjach od krachu w Tokio (sytuacja z 1987 i 2008 r.) indeks był na takim samym poziomie jak w dniu krachu lub nieco wyżej — zauważa Łukasz Bugaj, analityk Millennium DM.
Stratedzy Credit Suisse (CS) we wczorajszym raporcie zwracają uwagę na fundamenty.
— Japońskie akcje są rekordowo tanie (np. gotówka spółek to 32 proc. kapitalizacji, C/WK wykazuje rekordowe 47 proc. dyskonta do świata), a zagraniczni inwestorzy już wcześniej byli mocno niedoważeni na tym rynku — twierdzą eksperci CS.
Analitycy nie widzą ryzyka większej korekty na rynku globalnym.
— Nadal sądzimy, że SP 500 wzrośnie do końca roku do 1450 pkt. Akcje są relatywnie tanie, zapewniają zabezpieczenie przed spodziewaną inflacją, a jednocześnie inwestorzy nie kupili jeszcze tyle akcji, ile by chcieli — uważają specjaliści CS.
O przesadnej reakcji rynków na doniesienia z Japonii przekonany jest też Wolfgang Leoni, członek zarządu i szef strategów Sal. Oppenheimer.
— Nie ma powodu do paniki. Z jednej strony problem jest ograniczony do Japonii, a z drugiej — szczęśliwie dotyka tylko północy kraju, który odpowiada za jedynie 10 proc. produkcji przemysłowej. Gospodarczo Japonia nie została zniszczona, jak mogłoby wydawać się z pokazywanych katastroficznych zdjęć — argumentował w wywiadzie dla Handelsblatt dr Leoni.
Już wkrótce nastroje się poprawią
Marcin Iwuć
dyrektor marketingu i komunikacji w ING IM
Ocena sytuacji w Japonii i jej skutków dla światowej gospodarki jest trudna z uwagi na obawy związane z rzeczywistą kondycją elektrowni jądrowej w Fukushimie. Na tak dużą niepewność rynki reagują nerwowo. Dopóki jednak groźba skażenia radioaktywnego nie zostanie wyeliminowana, rynki pozostaną w cieniu Fukushimy.
Przy założeniu, ze nie dojdzie do skażenia, oczekujemy już wkrótce uspokojenia nastrojów, a rozwój wypadków powinien przypominać sytuację po trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 r. Oznaczałoby to, że gospodarka Japonii ucierpi w I i II kwartale tego roku, ale prawdopodobnie odbije w III i IV kwartale w wyniku odbudowy zniszczonych regionów. Wstępne prognozy dotyczący negatywnego wpływu na japoński PKB wskazuje na 0,2-0,3 proc. w 2011 r.
W Japonii, która jest obszarem narażonym na częste trzęsienia ziemi, ciężko jest ubezpieczyć się od tego ryzyka. W najlepszym wypadku wypłata odszkodowania jest ograniczona z góry ustalonym limitem. W związku z tym nasz japoński zespół ekspertów uważa, że rynek zbyt mocno zareagował wyprzedażą spółek sektora ubezpieczeniowego w USA oraz Europie.
Analizujemy informacje napływające z Japonii
Remigiusz Nawrat
dyrektor zarządzający pionu zarządzania aktywami PKO TFI
Japonia została dotknięta ogromną klęską żywiołową. Przewidzenie tego rodzaju zdarzeń jest niemożliwe. W ostatnich godzinach pojawiły się nowe informacje o zdecydowanie bardziej poważnych — niż wcześniej sygnalizowały władze Japonii i eksperci w sprawach energetyki atomowej — skutkach trzęsienia ziemi dla bezpieczeństwa japońskich elektrowni atomowych. Pogłębiło to niepokój rynków finansowych o wpływ ostatnich wydarzeń na sytuację w Japonii, a także ich skutki dla gospodarki światowej i rynków finansowych. Efektem były mocne spadki indeksów giełdy tokijskiej oraz na parkietach na całym świecie.
W swojej ofercie produktowej mamy fundusz PKO Akcji Rynku Japońskiego, którego aktywa to 2,5 mln zł [to jednak niewielki ułamek aktywów w zarządzaniu — red.]. Z tego powodów bardzo szczegółowo analizujemy informacje napływające z Japonii [PKO TFI nie komentuje bieżących działań inwestycyjnych — red.].