Radykalny ruch NBP. Stopy dojdą do 2-3 proc.?

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-11-03 20:00

Stopa referencyjna NBP wzrosła o 0,75 pkt proc., a rynek oczekuje dalszych bardzo szybkich podwyżek w nadchodzącym roku.

Przeczytaj i dowiedz się

Dlaczego rynek spodziewa się dalszych podwyżek stóp procentowych

Co zmieniło się w ostatnich tygodniach i spowodowało, że RPP zdecydowała się na radykalny ruch

Kiedy może zacząć mijać wysoka fala inflacyjna

Rada Polityki Pieniężnej bardzo mocno podniosła stopy procentowe. Jeszcze ważniejszy jest jednak fakt, że skokowej zmianie ulegają oczekiwania przyszłych podwyżek – zarówno w Polsce, jak też na świecie. Tempo zmian oczekiwań jest ogromne, dziś inwestorzy spodziewają się, że w ciągu roku stopy procentowe w Polsce znacząco przekroczą poziom sprzed pandemii. Co jeszcze ciekawsze, na razie nie wygląda na to, by ten skokowy wzrost stóp był traktowany jako zjawisko zduszające w jakiś sposób aktywność gospodarczą.

W środę RPP podniosła stopy procentowe o 0,75 pkt proc. Tym samym stopa referencyjna NBP, od której zależy koszt pieniądza na rynku finansowym, raty kredytów i oprocentowanie obligacji, wzrosła do 1,25 proc. Notowania kontraktów terminowych i obligacji wskazują, że rynek oczekuje jej dalszego wzrostu – do ponad 3 proc. w ciągu roku. To jest najważniejsze zjawisko. Mamy do czynienia z niespotykanym w normalnych czasach cyklem podwyżek. Ostatni raz tak szybkie i mocne podwyżki miały miejsce w 2000 r., kiedy stopa referencyjna sięgała 18 proc., a Polska była w zupełnie innym miejscu niż dziś.

Taki rozwój wydarzeń jeszcze kilka tygodni temu wydawał się mało prawdopodobny. Co się zatem w tym czasie zmieniło? Dwie rzeczy. Po pierwsze, wyraźnie wyższa od oczekiwań jest inflacja. Po drugie, do podwyżek stóp procentowych zaczął szykować się amerykański bank centralny.

Bank centralny nie może dopuścić, by wysoka inflacja się zakorzeniła, to znaczy by firmy uwzględniły ją w polityce cenowej, a pracownicy w żądaniach płacowych. Gdyby firmy zmieniły politykę cenową, zakładałyby większą częstotliwość podwyżek cen i na tym opierały kalkulacje dotyczące opłacalności podwyżek wynagrodzeń, inflację byłoby bardzo trudno sprowadzić do celu wynoszącego 2,5 proc. (+/- 1 pkt proc.). RPP ewidentnie się tego obawia. Adam Glapiński, przewodniczący RPP i prezes Narodowego Banku Polskiego (RPP jest organem NBP), powiedział, że dziś spirala płacowo-cenowa nie występuje, ale istnieje ryzyko, że wystąpi w niedalekiej przyszłości.

Jednocześnie bank centralny musi reagować na zmieniające się środowisko międzynarodowe. Jeszcze niedawno rynki finansowe oceniały, że stopy procentowe w dolarach zaczną rosnąć dopiero w 2023 r., teraz jednak wyceniają początek cyklu podwyżek stóp w USA już na wiosnę 2022 r. Te oczekiwania wywierają negatywną presję na notowania walut rynków wschodzących, co z kolei może jeszcze napędzić inflację w tych krajach (słabsza waluta oznacza wyższe ceny importu i wyższą inflację). Dlatego rynki wschodzące już dziś szykują się do zacieśnienia polityki pieniężnej w najważniejszej walucie świata.

Warto jednak zwrócić uwagę, że projekcje makroekonomiczne NBP, które uchodzą za solidne i wiarygodne mimo wielu problemów w minionych miesiącach, wskazują, że wysoka fala inflacyjna zacznie mijać w przyszłym roku. Średnia inflacja ma wynieść w 2023 r. 3,7 proc., wobec 5,8 proc. w przyszłym roku. Ta projekcja nie uwzględnia jeszcze efektów środowej podwyżki stóp. Jeżeli analitycy NBP mają rację, to podnoszenie stopy referencyjnej do aż 3 proc. może nie być konieczne – do sprowadzenia inflacji do 2,5-3,5 proc. może wystarczyć jeszcze ok. 1 pkt proc. podwyżek.

Tego typu dywagacje nie zmieniają jednak faktu, że w analizach ryzyka stopy procentowej należy uwzględniać radykalne scenariusze, czyli wzrost stopy referencyjnej do 3-4 proc. w ciągu 12-24 miesięcy. Krajobraz stóp procentowych zmienia się bardzo szybko. Scenariusze skrajne może nie będą realizowane, ale nie można już ich pomijać.