Kredytobiorcy, którzy zadłużyli się w walutach obcych, mogą wreszcie trochę odetchnąć. Mimo że większość wieści ze strefy euro wciąż jest negatywna, a nadzieje na poluzowanie polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych (tzw. QE3) przygasły, to kurs euro do złotego spadł wyraźnie poniżej 4,20 zł, a franka — poniżej 3,50 zł.

To najmniej od dwóch miesięcy, kiedy nasza waluta zaczęła mocno tracić po wyborach w Grecji, które nie wyłoniły większości zdolnej do utworzenia koalicji rządowej. Złoty zaczął wtedy mocno tracić, ale po załamaniu nie ma już prawie śladu. W tym tygodniu polska waluta umocniła się o 6-8 groszy do euro, dolara i franka.
Czas kupować
Niestety, analitycy nie spodziewają się, by rajd miał ciąg dalszy.
— Nie liczę na silne umocnienia złotego. Zatrzymamy się wyraźnie powyżej tegorocznych minimów — mówi Dorota Strauch, analityk, Raiffeisen Banku.
W marcu za euro płacono 4,09 zł, a za franka szwajcarskiego 3,39 zł. Według Moniki Kurtek, głównej ekonomistki Banku Pocztowego, polskiej walucie rychło zabraknie impulsów do dalszych zwyżek.
— Kolejne zwyżki będą uzależnione od sentymentu wokół strefy euro, wypowiedzi i potencjalnych działań polityków na Starym Kontynencie. Po ostatnim spotkaniu eurogrupy czynniki, które mają pozytywny wpływ na złotego, już się wyczerpały — mówi Monika Kurtek.
Obie specjalistki nie wykluczają szybkiego powrotu notowań złotego powyżej 4,20 zł za euro i 3,50 zł za franka. Dorota Strauch z Raiffeisen Banku szacuje, że za miesiąc za euro będziemy płacić 4,22 zł, kurs dolara wzrośnie do 3,43 zł, a frank będzie kosztował 3,52 zł.
— Problemy strefy euro nie zniknęły. Dodatkowo impulsy na rynku ze strony danych makroekonomicznych są zbyt słabe, by trwale poprawić nastawienie inwestorów. Obawiam się też postępującego spowolnienia gospodarczego w Polsce w drugim półroczu — mówi Dorota Strauch. Monika Kurtek z Banku Pocztowego ocenia, że kurs złotego powinien utrzymać się w okolicach 4,18 za euro, 3,48 za franka i 3,40 za dolara.
— Posiedzenie Fedu planowane na koniec miesiąca wywoła kolejne dyskusje na rynku o QE3. Rozwiane nadzieje nie będą sprzyjały notowaniom złotego, może więc nastąpić pogorszenie nastrojów i powrót kursu do 4,20 zł za euro — przewiduje Monika Kurtek.
Z hurraoptymizmem na złotego nie patrzy Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao i lider rankingu prognostów „PB”. Jego zdaniem, w najbliższych tygodniach notowania złotego będą się wahać w przedziale 4,15-4,20 za euro.
— Nie oczekuję, że kurs euro do złotego zejdzie poniżej 4,14 zł — mówi Marcin Mrowiec. Ekonomista dostrzega natomiast szanse na to, że jeszcze tańszy będzie frank.
— Jeżeli rynek nie będzie musiał zmagać się z eskalacją problemów strefy euro, CHF/PLN obierze kurs na 3,40 zł — dodaje Marcin Mrowiec.
Im dalej w las, tym lepiej
Według ekspertów, rajd złotego z ostatnich dni to zasługa inwestorów zagranicznych, którzy chętniej kupowali polskie obligacje. Zachęcił ich do tego Europejski Bank Centralny decyzją o obniżeniu stóp procentowych, co jeszcze zwiększyło na naszą korzyść relację oprocentowania aktywów.
— To także oznaka zmiany postrzegania naszego rynku, z płynnego i ryzykownego na bardziej bezpieczny — dodaje Monika Kurtek.
Zdaniem ekonomistki, jeżeli takie podejście zagranicznych inwestorów utrzyma się w kolejnych miesiącach, złoty może umocnić się do 4,10 zł względem euro na koniec roku.
— W tym scenariuszu — zakładając, że nie zmieni się polityka Narodowego Banku Szwajcarii — kurs CHF/PLN powinien wynieść około 3,42 zł. Dolar na koniec roku może kosztować 3,23 zł, zakładając że Fed zdecyduje się na QE3, zachęcony do tego brakiem poprawy na amerykańskim rynku pracy — mówi Monika Kurtek.