PAP: Komisja Europejska przedstawi we wtorek po południu projekt ram budżetowych dla Unii Europejskiej na lata 2007-2013. Oczekuje się, że wbrew stanowisku państw finansujących unijny budżet zaproponuje ona znaczący wzrost wspólnych wydatków.
20 unijnych komisarzy ma podjąć decyzję w tej sprawie na wyjazdowym posiedzeniu w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, gdzie przewodniczący Komisji Romano Prodi natychmiast przedstawi ją na sesji plenarnej unijnego parlamentu.
Posiedzenie to poprzedziły trzy miesiące burzliwych dyskusji, w czasie których komisarze z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Holandii próbowali pohamować zakusy kolegów, żeby zwiększać wydatki.
Przywódcy tych trzech państw, a także Francji, Austrii i Szwecji, napisali w połowie grudnia list do Komisji, nawołując do
utrzymania faktycznych wydatków ze wspólnej kasy na dzisiejszym poziomie 1 proc. dochodu narodowego brutto Unii (DNB).
Większość komisarzy odrzuca jednak naciski najbogatszych państw Unii. Wskazują na konieczność energicznego wspierania wzrostu gospodarczego, poprawy konkurencyjności i modernizacji Unii, a także - na dodatkowe potrzeby związane z jej poszerzeniem.
Ostateczna decyzja należy do przywódców poszerzonej Unii, w tym Polski, którzy podejmą ją najwcześniej w połowie 2005 roku. Tak czy inaczej Polska będzie głównym beneficjentem unijnego budżetu - oceniają tutejsi eksperci.
Roboczy dokument Komisji, który krążył w minionym tygodniu wśród dziennikarzy, przewiduje stopniowy wzrost unijnego budżetu z tegorocznych 111 mld euro do blisko 170 mld w 2013 roku.
Dokument sugeruje nie tylko utrzymanie dotąd mocno teoretycznego pułapu wspólnych zasobów finansowych na poziomie 1,24 proc. DNB całej Unii (odpowiada to 1,27 proc. jej produktu narodowego brutto), ale wręcz stopniowe dojście do tego pułapu w 2013 roku.
Średnia wysokość unijnego budżetu w 7-letnim okresie sięgałaby 1,22 proc. DNB rocznie. Chodzi o zobowiązania podejmowane w danym roku i przechodzące częściowo na następne lata, a nie o faktyczne wydatki, które zwykle są nieco niższe i które w tym roku mają nie przekroczyć 99 mld euro (0,98 proc. DNB).
Największą pozycją w budżecie pozostanie wspólna polityka rolna wraz z funduszami na rozwój wsi (we wspomnianym dokumencie: 57 mld euro w 2013 roku). Ale już w 2002 roku Piętnastka uzgodniła, że wzrost wydatków rolnych zamrożono by na poziomie inflacji i ich udział w budżecie skurczyłby się z 44 proc. obecnie do 33 proc. w 2013 roku.
Komisja nazywa tę rubrykę "zarządzaniem zasobami naturalnymi", bo polityka rolna UE w coraz mniejszym stopniu uzależnia dotacje od produkcji, a w coraz większym - od spełniania przez rolników standardów bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska itp.
Największą pozycją w budżecie stałyby się z czasem środki na poprawę konkurencyjności i spójności gospodarczo-społecznej Unii, mające służyć trwałemu wzrostowi gospodarki i zatrudnienia.
Dotacje na ten cel sięgnęłyby w 2013 roku 75 mld euro, w tym 51 mld na fundusze strukturalne i spójności (obecnie 41 mld). Dalsze 24 mld euro, trzy razy więcej niż obecnie, służyłoby innym formom wsparcia konkurencyjności, przede wszystkim poprzez badania naukowe i rozwój nowoczesnych technologii.
Kolejną wielką pozycją we wspólnym budżecie, która zdaniem Komisji powinna również ulec potrojeniu do 2013 roku, byłaby "polityka zewnętrzna", a więc pomoc rozwojowa dla Trzeciego Świata, wsparcie dla najbliższych sąsiadów (m.in. Ukrainy), wspólna polityka zagraniczna i obronna.
Środki na wsparcie walki z nielegalną imigracją i kontroli granic zewnętrznych mieściłyby się w rubryce "obywatelstwo, wolność, bezpieczeństwo i sprawiedliwość". Komisja chciałaby je potroić - do 3 mld euro w 2013 roku. Resztę budżetu stanowiłyby koszty funkcjonowania instytucji unijnych i rezerwa.
Polscy dyplomaci przyznają, że rząd nie ma jeszcze precyzyjnych wyliczeń, na podstawie których można by już dziś powiedzieć, jaka wysokość i jakie warunki przyznawania unijnych dotacji byłby dla Polski optymalne.
Ogólny wzrost wydatków nie musi oznaczać proporcjonalnego wzrostu korzyści, bowiem trzeba to zestawić z wysokością składki członkowskiej i zdolności do wchłonięcia unijnych dotacji (w tym współfinansowania ich z własnych środków).
Z oszacowań rządu francuskiego z jesieni 2003 roku wynika, że zgodnie z najbardziej hojnym scenariuszem Polska mogłaby liczyć po odjęciu składki nawet na 76,4 mld euro w ciągu siedmiu lat.