Range Rover Sport SV: koktajl doświadczeń

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2024-07-12 11:50

Gdyby BMW X5 M i Porsche Macan GTS mieli dziecko, którego chrzestnym byłby jakiś mały Rolls-Royce, to owo dziecko zachowywałoby się jak Range Rover Sport SV.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Nie od dziś wiadomo, że najszybszą literą alfabetu jest M (bo BMW M, rzecz jasna). Podobnie z luksusem. Najbardziej elegancką literą jest R, a konkretnie RR (od Rolls-Royce, ma się rozumieć). Jest też P – jak precyzja i oczywiście Porsche. Teoretycznie tych liter nie można miksować. Ale w praktyce się da. No bo niby jak inaczej miał powstać Range Rover Sport SV?

Przesiadka o generację

Miałem sporą przerwę w doświadczaniu aut od Land Rovera. Na tyle dużą, że po przejażdżce kilkoma nowymi modelami miałem wrażenie doświadczania czegoś zupełnie nowego.

Warto wspomnieć, że Land Rover jest brytyjską marką i że istnieje od 1948 r. Obecnie, wraz z inną brytyjską marką (Jaguarem), należy do indyjskiego giganta przemysłowego Tata Motors. Od ponad dekady właściciel dba, by marki zachowały powściągliwy brytyjski charakter i w większości przypadków (modeli) to mu się udaje. Z mojej perspektywy dodam – udawało. Bo jak wspominałem, miałem kilkuletnią przerwę w doświadczaniu aut tego producenta. Land Rover zdążył w tym czasie odświeżyć niemal całą gamę.

Zatem… zaczynam od zera. A konkretnie od 630. Tyle bowiem koni upchnięto pod maską Range Rovera Sport SV – pierwszego auta tego producenta, do którego wsiadam po latach. Cieszę się, że to ten właśnie model jest moim pierwszym, bo ostatnim był jego poprzednik. Potężny, odważny i bardzo szybki Range Rover Sport SVR z 2015 r. Ten model stworzył własną niszę w segmencie SUV-ów podrasowanych do nieprzyzwoitych wartości, a jednocześnie rozpieszczających komfortem. SVR miał pod maską pięciolitrowe V8, które podkręcane kompresorem krzesało 550 KM (po liftingu 575 KM). Stado rumaków katapultowało ważącego 2,4 t SUV-a od 0 do 100 km/h w 4,5 s, co w tamtych czasach mogło imponować i zrobiło na mnie kolosalne wrażenie, podobnie jak elastyczność tego potwora. RR Sport SVR przyspieszał od 80 do 120 km/h w zaledwie 3 s. Wówczas wrażenie zrobiły na mnie nie tylko osiągi, ale również unikalny w skali całego rynku miks właściwości sportowych (najwyższych lotów) i rozpieszczającego luksusu (również z najwyższej półki).

Jak jest u następcy? Po pierwsze skromniej, ale tylko w szczegółach. Auto nie ma już dopisku SVR, a jedynie SV. Pod maską nie pracuje już pięciolitrowa fał ósemka z kompresorem, tylko znacznie nowocześniejsze 4,4-litrowe V8 twin turbo rodem z BMW. Osiągi? Znacznie lepsze. Flagowy RR Sport oddaje teraz do dyspozycji swojemu kierowcy 630 KM i 750 Nm. Z potężnym silnikiem spalinowym współpracuje układ mild hybrid. Najszybszy RR Sport przyspiesza od 0 do 100 km/h w imponujące 3,8 s. Przyspieszanie kończy dopiero, gdy prędkościomierz wskaże wartość 290 km.

Sześć wymiarów

Umieszczenie pod maską nowocześniejszego i mocniejszego silnika oraz zmiany stylistyczne to rzecz jasna nie jedyne zmiany, jakie producent zafundował nowemu modelowi. Jedną z najciekawszych i jednocześnie najbardziej wyczuwalnych jest system, który nazwano zawieszeniem 6D. To na dobrą sprawę duet podzespołów i oprogramowania, który współpracując, pomaga panować nad masą auta zarówno w szybkich zakrętach, jak i na dużych nierównościach. Pneumatyczne zawieszenie ma regulowaną wysokość, tradycyjne stabilizatory zastąpiono hydraulicznymi amortyzatorami – swoją drogą podobny system stosuje w swoich superautach McLaren – co samo w sobie wiele mówi o klasie tego zawieszenia.

Jest – albo inaczej – może być naprawdę sportowo, może też być komfortowo i – czasami – prawie offroadowo. Jest to wysoce skomplikowany system jak na tego typu samochód, ale z jego pomocą producent osiągnął dwa cele. Przede wszystkim poprawił zachowanie auta na drodze i torze – zgodnie z jego usportowionym charakterem – oraz nie odarł modelu z charakterystycznych dla Range Rovera zdolności terenowych, choć szczerze wątpię, by RR Sport SV bywał zabierany w teren. Zaawansowanych systemów jest oczywiście znacznie więcej. Mocno dopracowano układ kierowniczy, układ skrętnej tylnej osi czy odpowiadający za kontrolę trakcji.

We wszystkich przypadkach dziełu inżynierów towarzyszy dzieło informatyków. Mnóstwo dostępnych ustawień, ale cel jeden: maskowanie ogromnej wagi auta (prawie 2,6 t) podczas ostrej jazdy na torze. Mówiąc krótko, RR Sport SV ma wszystko, co jest potrzebne do czerpania frajdy z szybkiej i krętej jazdy. Każda jazda się kiedyś kończy, ale żeby się skończyła, trzeba się zatrzymać. RR oferuje (na liście opcji) karbonowo-ceramiczne hamulce Brembo. Zmniejszają masę nieresorowaną o 34 kg, a opcjonalne 23-calowe felgi z włókien węglowych (największe takie na świecie w samochodzie seryjnym) mogą odjąć kolejne 35,6 kg. Naprawdę na bogato.

Milion złotówek

RR w swoich nowych modelach jeszcze mniej niż dotychczas popisuje się bogactwem. Dizajn jest powściągliwy i poważny. Nawet w usportowionych wersjach. Klasa i brak krzykliwych dodatków. Owszem, pojawia się włókno węglowe, SV ma też inne niż „normalny” Sport zderzaki i progi, ale wszystko ze smakiem i delikatnością. Podobnie w środku. Ma rządzić powściągliwość, nie festyn. Unikalne dla SV elementy to przede wszystkim fotele Body and Soul z karbonowymi plecami i systemem wzmacniającym odbiór dźwięków z audio Meridian o mocy 1430 W. Pośrodku znany z innych Range Roverów ekran dotykowy systemu Pivi Pro i wszechobecna powściągliwość. To najspokojniejsze dzikie auto na rynku.

Ile trzeba zapłacić za taki miks? Wyprzedana już wersja Edition One to, bagatela, blisko 1 mln zł. Warto? Na rynku jest dziś sporo podobnych aut. Komu Sport SV musi stawić czoła? Na przykład niewiele tańszym BMW X5 M/X6 M, te auta mają pod maską ten sam silnik, ale są nieco bardziej krzykliwe i w mojej opinii SV prowadzi się lepiej. Potencjalny klient mógłby też rozważyć nieco droższego Astona Martina DBX, ale w prowadzeniu DBX jest znacznie bardziej komfortowy niż sportowy (co nie zmienia tego, że jest doskonałym autem). Do wyboru jest też 666-konny Urus S, nieco słabszy (550 KM) Bentley Bentayga V8 S. W grę wchodzą również mocniejsze odmiany Porsche Cayenne albo Audi RSQ8. Słowem, jest z czego wybierać. I choć poruszamy się w tej samej galaktyce cenowej i podobnych parametrach, to w zupełnie innym zbiorze, jeśli chodzi o odbiór.

Jeśli chcesz pokazać, że masz milion, jeszcze zanim się tym pochwalisz – przyjedziesz Urusem, jeśli nie chcesz ani mówić, ani pokazywać, a jednocześnie chcesz doświadczać inżynierii i jakości milion wartej – postawisz na RR Sport SV.

Range Rover Sport SV