OSHO
Medytacja. Pierwsza i ostatnia wolność
Przyznaję, na tę książkę rzuciłam się jak przysłowiowy dorsz na szmatę. Nareszcie uda mi się zapanować nad chaosem, uporządkować myśli itd. Poza tym medytacje są w modzie i na pretensje o notorycznie wyłączoną komórkę, z wyższością wtajemniczonych będę mogła odpowiedzieć — wyłączam, kiedy medytuję. No i co? No i nic, ja się poddaję. Przed rozpoczęciem medytacji bezwzględnie trzeba wyekspediować rodzinę na wczasy, bo inaczej ona wyekspediuje nas do domu wariatów, jeśli nagle zaczniemy:
- wydawać z siebie bezsensowne dźwięki, nie używając słów zrozumiałych w jakimkolwiek języku,
- tańczyć z samym sobą jak oszalały,
- kręcić się w jednym miejscu w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara,
- śmiać się tuż po przebudzeniu przez 5 minut,
- głośno buczeć, tak aby ludzie usłyszeli.
Wyżej wymienione przykłady nie wyczerpują całego arsenału środków. Swoją drogą, medytacja zawsze kojarzyła mi się z człowiekiem siedzącym bez ruchu w pozycji lotosu, a tu jakieś brewerie. Wracając do tematu, to po pewnym czasie, kiedy nabierzemy wprawy w buczeniu, kręceniu itd., uzyskamy niezwykłą jasność, widzialną nawet dla obcych ludzi. Pomyśleć, że jak za PRL-u mieliśmy dwunasty stopień zasilania, to nikomu nie chciało się tej książki wydać.
Wydawca: REBIS
- Zalety
Wszystkie techniki, bez względu na egzotyczną nazwę, opisane w sposób precyzyjny i zrozumiały.
- Wady
Ze śmiechu trudno się skupić na ćwiczeniach.
- Polecam
Zainteresowanym i lekko szalonym.
