Rosnąca dysproporcja technologiczna i gospodarcza redefiniuje globalne łańcuchy dostaw i centra decyzyjne. Stawia to przed Europą kluczowe pytania o jej przyszłą rolę w światowej gospodarce. Dlaczego Europa zostaje w tyle i co robić — zwłaszcza z polskiej perspektywy — by odwrócić ten trend? To pytanie wybrzmiało podczas Open Eyes Economy Summit, w trakcie debaty z udziałem ekspertów: Piotra Kamińskiego, wiceprezesa Pracodawców RP, Macieja Ptaszyńskiego, prezesa Polskiej Izby Handlu, Pawła Tomaszka, dyrektora ds. komunikacji i relacji zewnętrznych, ElectroMobility Poland, Wojciecha Pawlusia, Vice President, Global Sales & Marketing, Comarch i Liwei Cai, Senior Partner w Hanglung Law. Eksperci reprezentujący kluczowe sektory, takie jak IT i elektromobilność, starali się zdiagnozować przyczyny europejskiej stagnacji, wskazując realne szanse płynące z wymiany handlowej pomiędzy Polską i krajami azjatyckimi. Dyskusję moderował Maciej Legutko, dyrektor departamentu współpracy międzynarodowej Pracodawców RP.
Strategia długoterminowa kontra europejska stagnacja
Zrozumienie źródeł technologicznego i przemysłowego opóźnienia Europy jest kluczowe dla jej przyszłej konkurencyjności. To nie seria przypadkowych zdarzeń, lecz wynik różnic w podejściu do planowania strategicznego.
— Pamiętam, jak dwa lata temu ogłosiliśmy, że w planowanej fabryce w Jaworznie, oprócz własnej produkcji, chcemy prowadzić także kontraktowe wytwarzanie samochodów naszego chińskiego partnera. Wtedy wiele autorytetów i mediów zareagowało ostro, przedstawiając nas wręcz jako „konia trojańskiego” chińskiej motoryzacji w Europie — mówił Paweł Tomaszek. — Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Chińskie marki zdobywają ok. 9 proc. polskiego rynku i ich udział stale rośnie. W programie Nasze Auto blisko połowa dopłat trafia właśnie do nabywców samochodów z Chin. Po dwóch latach okazało się, że nikt nie musi być „koniem trojańskim” — to europejskie rządy aktywnie zabiegają dziś o współpracę z chińskimi producentami w sektorze automotive.
Podobną diagnozę dla sektora IT przedstawił Wojciech Pawluś, wiceprezes firmy Comarch. Wskazał, że Europę hamują „liczne nadregulacje” i rozdrobnienia rynku, utrudniające skalowanie biznesu. Azja zyskała dzięki tzw. leapfroggingowi — od razu wdrożyła najnowocześniejsze rozwiązania i technologie, omijając etap wymiany starych systemów.
Fundamentem azjatyckiego sukcesu jest zatem konsekwencja w realizacji wieloletnich, precyzyjnie zdefiniowanych strategii narodowych. To podejście stanowi wyraźny kontrast dla europejskiego modelu, w którym problemy to nie tylko strategiczne zaniechania, ale też aktywne, często szkodliwe działania, takie jak polityka protekcjonizmu.
Pułapka protekcjonizmu
Protekcjonizm, czyli ochrona rynku wewnętrznego za pomocą ceł i barier legislacyjnych, stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych i brzemiennych w skutki elementów europejskiej polityki handlowej.
— Europa wpadła w pułapkę protekcjonizmu i w efekcie sama podcina gałąź, na której siedzi — dosadnie podkreślił Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu.
Jego zdaniem krótkowzroczne działania, takie jak tworzenie „legislacji blokujących” i nakładanie „ceł ochronnych”, przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego. Zamiast chronić europejskich producentów, zamykają azjatyckie rynki dla unijnych eksporterów.
— Takie podejście niszczy fundamenty międzynarodowego handlu, oparte na przewidywalności i zaufaniu — argumentował Ptaszyński.
Nikt nie będzie chciał budować długofalowych relacji z partnerem, który się zamyka, tworzy legislacje blokujące czy nakłada cła ochronne. W takiej sytuacji kluczowe jest zaufanie, współpraca i konsekwentne budowanie relacji, a nie stawianie barier.
Bolesnym przykładem konsekwencji takiej polityki jest sektor produkcji baterii do pojazdów elektrycznych. Polska — do niedawna jeden z liderów branży — straciła inwestycje na rzecz krajów z przewidywalnym klimatem regulacyjnym.
Konkluzja Ptaszyńskiego jest jednoznaczna: wobec rosnących kosztów pracy i narastającej globalnej konkurencji Europa nie znajduje się dziś w sytuacji, „żeby móc pozwolić sobie na myślenie o protekcjonizmie”. Ten problem ma jednak dużo głębsze korzenie, sięgające mentalności i kultury strategicznej kontynentu.
Mentalność a strategia
Problemy gospodarcze Europy są często symptomem głębszych uwarunkowań kulturowych: braku apetytu na ryzyko i horyzontu planowania, który rzadko wykracza poza najbliższy cykl wyborczy. To fundamentalna bariera w starciu z cywilizacją Wschodu, która myśli w perspektywie pokoleń.
Diagnozę tę potwierdził Piotr Kamiński, wiceprezes Pracodawców RP, który jako kluczowy problem wskazał „awersję do ryzyk” oraz „nieumiejętność zarządzania tym ryzykiem w dłuższym okresie”.
— Zamiast podejmować odważne, długoterminowe decyzje, Europa skupia się na doraźnych działaniach, reagując na kryzysy, zamiast im zapobiegać — mówił.
Tę krótkowzroczność, o której mówił Kamiński, Maciej Ptaszyński zilustrował, porównując dwa fundamentalnie różne horyzonty planowania. Pierwszy to model europejski, a zarazem polski, w którym strategię tworzy się „w najlepszym razie z wyprzedzeniem czteroletnim, przy czym im bliżej do wyborów, tym ten horyzont się kurczy”. Wraz ze zbliżeniem się do urny wyborczej myślenie strategiczne zanika. Drugi to model chiński: planowanie w perspektywie pokolenia, z horyzontem czasowym sięgającym nawet 25 lat. Taki system zapewnia stabilność, przewidywalność i umożliwia realizację projektów o ogromnej skali i ambicji.
Piotr Kamiński gorzko podsumował, że Europa w ostatnich dekadach „poszła w well-being”, koncentrując się na komforcie i redystrybucji zamiast na budowaniu przewagi konkurencyjnej.
— Skutkiem jest brak jasnej, długofalowej strategii i stopniowa utrata globalnego znaczenia. Bez fundamentalnej zmiany mentalności — przejścia od krótkoterminowych reakcji do długofalowego planowania — Europa nie odzyska dawnej dynamiki — wskazywał. Mimo systemowych barier dla polskich firm wciąż istnieją jednak realne szanse na ekspansję.
Szanse i wyzwania dla polskiego biznesu
Pomimo systemowych wyzwań i niekorzystnych trendów debata jednoznacznie wskazała, że polskie przedsiębiorstwa mają realne możliwości ekspansji. Kluczem do sukcesu jest jednak przyjęcie odpowiedniej strategii wejścia na rynki azjatyckie, opartej na zrozumieniu lokalnej specyfiki i cierpliwości.
Wśród najbardziej obiecujących obszarów i produktów można wskazać kilka. To przede wszystkim produkty rolno-spożywcze. Polska żywność, postrzegana jako produkt wysokiej jakości, ma ogromny potencjał. Piotr Kamiński wymienił mleko i wyroby mlekopochodne, a Liwei Cai dodał, że polski ser i czekolada już zdobywają uznanie chińskich konsumentów.
Druga kategoria to produkty wysokomarżowe. Jak zauważył Maciej Ptaszyński, istnieje duży rynek na zaawansowane technologicznie, niszowe produkty, w których Polska może konkurować jakością i innowacyjnością, a nie tylko ceną.
Trzecim obszarem jest kapitał intelektualny. Sukces firmy Comarch, której przedstawiciel opisywał ekspansję na rynki azjatyckie, został przywołany również przez Piotra Kamińskiego jako dowód, że „można być z polską myślą intelektualną (...) i walczyć na tych rynkach i sobie świetnie radzić”.
Kluczowych rad polskim przedsiębiorcom udzielił Liwei Cai, wskazując na dwa fundamentalne aspekty, które często są pomijane. Jego zdaniem „Polacy nie wykorzystali jeszcze pełnego potencjału, jeśli chodzi o marketing”. Dla wielu Chińczyków Polska to wciąż „nieznane państwo”, dlatego kluczowe jest edukowanie konsumentów i budowanie świadomości marki. Istotny jest też wybór partnera. To najważniejsza decyzja wchodzącego na rynek. Cai radzi „wybrać odpowiedniego partnera”, który „podziela wasze wartości” i długoterminową strategię. Jego wielkość jest drugorzędna — liczy się zgodność wizji i wzajemne zaufanie.
Sukces na Wschodzie wymaga więc czegoś więcej niż doskonałego produktu. Do tego potrzeba cierpliwości, głębokiego zrozumienia odmiennej kultury biznesowej i strategicznego, wieloletniego budowania relacji.
W poszukiwaniu polskiej drogi na Wschód
Jaka powinna być przyszła strategia Polski? Czy mamy ściśle podążać za często biurokratyczną i niezdecydowaną polityką Unii Europejskiej, czy też powinniśmy bardziej asertywnie i pragmatycznie kształtować własne relacje z azjatyckimi partnerami? Odpowiedź ekspertów była jednoznaczna: Polska musi grać na obu fortepianach.
Jesteśmy i pozostaniemy częścią Unii Europejskiej, co jest jedną z największych zdobyczy historycznych Polski. Jednocześnie musimy „być pragmatyczni” i „walczyć też o swoje interesy” w ramach wspólnoty. Przykład niedawnego głosowania w sprawie ceł na chińskie samochody elektryczne pokazał, że „nie ma jednej polityki europejskiej wobec Chin”, a poszczególne kraje członkowskie potrafią twardo grać na własny rachunek. Polska nie może pozostawać w tym względzie w tyle.
PARTNEREM PUBLIKACJI SĄ PRACODAWCY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
