Recepta na sukces w globalnym wyścigu gospodarczym

PARTNEREM PUBLIKACJI SĄ PRACODAWCY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
opublikowano: 2025-11-26 20:00

W globalnym wyścigu gospodarczym role odwracają się na naszych oczach. Europa, przez dekady postrzegana jako centrum innowacji i przemysłu, coraz trudniej nadąża za dynamicznie rozwijającymi się potęgami gospodarczymi Azji Wschodniej.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Rosnąca dysproporcja technologiczna i gospodarcza redefiniuje globalne łańcu­chy dostaw i centra decyzyjne. Stawia to przed Europą kluczowe pytania o jej przy­szłą rolę w światowej gospodarce. Dlaczego Europa zostaje w tyle i co robić — zwłaszcza z polskiej perspektywy — by odwrócić ten trend? To pytanie wybrzmiało podczas Open Eyes Economy Summit, w trakcie debaty z udziałem ekspertów: Piotra Kamińskiego, wiceprezesa Pracodawców RP, Macieja Ptaszyńskiego, prezesa Polskiej Izby Handlu, Pawła Tomaszka, dyrektora ds. komunika­cji i relacji zewnętrznych, ElectroMobility Poland, Wojciecha Pawlusia, Vice President, Global Sales & Marketing, Comarch i Liwei Cai, Senior Partner w Hanglung Law. Eksperci reprezentujący kluczowe sektory, takie jak IT i elektromobilność, starali się zdiagnozować przyczyny europejskiej stagnacji, wskazując realne szanse płynące z wymiany handlo­wej pomiędzy Polską i krajami azjatyckimi. Dyskusję moderował Maciej Legutko, dyrek­tor departamentu współpracy międzynaro­dowej Pracodawców RP.

Strategia długoterminowa kontra europejska stagnacja

Zrozumienie źródeł technologicznego i prze­mysłowego opóźnienia Europy jest kluczo­we dla jej przyszłej konkurencyjności. To nie seria przypadkowych zdarzeń, lecz wynik różnic w podejściu do planowania strate­gicznego.

— Pamiętam, jak dwa lata temu ogłosili­śmy, że w planowanej fabryce w Jaworznie, oprócz własnej produkcji, chcemy prowa­dzić także kontraktowe wytwarzanie sa­mochodów naszego chińskiego partnera. Wtedy wiele autorytetów i mediów zareago­wało ostro, przedstawiając nas wręcz jako „konia trojańskiego” chińskiej motoryzacji w Europie — mówił Paweł Tomaszek. — Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Chińskie marki zdobywają ok. 9 proc. polskiego ryn­ku i ich udział stale rośnie. W programie Nasze Auto blisko połowa dopłat trafia wła­śnie do nabywców samochodów z Chin. Po dwóch latach okazało się, że nikt nie musi być „koniem trojańskim” — to europejskie rządy aktywnie zabiegają dziś o współpracę z chińskimi producentami w sektorze au­tomotive.

Podobną diagnozę dla sektora IT przed­stawił Wojciech Pawluś, wiceprezes firmy Comarch. Wskazał, że Europę hamują „licz­ne nadregulacje” i rozdrobnienia rynku, utrudniające skalowanie biznesu. Azja zy­skała dzięki tzw. leapfroggingowi — od razu wdrożyła najnowocześniejsze rozwiązania i technologie, omijając etap wymiany sta­rych systemów.

Fundamentem azjatyckiego sukcesu jest zatem konsekwencja w realizacji wielolet­nich, precyzyjnie zdefiniowanych strategii narodowych. To podejście stanowi wyraźny kontrast dla europejskiego modelu, w któ­rym problemy to nie tylko strategiczne za­niechania, ale też aktywne, często szkodliwe działania, takie jak polityka protekcjonizmu.

Pułapka protekcjonizmu

Protekcjonizm, czyli ochrona rynku we­wnętrznego za pomocą ceł i barier legisla­cyjnych, stał się jednym z najbardziej kon­trowersyjnych i brzemiennych w skutki elementów europejskiej polityki handlowej.

— Europa wpadła w pułapkę protekcjo­nizmu i w efekcie sama podcina gałąź, na której siedzi — dosadnie podkreślił Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu.

Jego zdaniem krótkowzroczne działania, takie jak tworzenie „legislacji blokujących” i nakładanie „ceł ochronnych”, przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego. Zamiast chronić europejskich producentów, zamyka­ją azjatyckie rynki dla unijnych eksporterów.

— Takie podejście niszczy fundamen­ty międzynarodowego handlu, oparte na przewidywalności i zaufaniu — argumento­wał Ptaszyński.

Nikt nie będzie chciał budować długofalo­wych relacji z partnerem, który się zamyka, tworzy legislacje blokujące czy nakłada cła ochronne. W takiej sytuacji kluczowe jest zaufanie, współpraca i konsekwentne budo­wanie relacji, a nie stawianie barier.

Bolesnym przykładem konsekwencji takiej polityki jest sektor produkcji baterii do pojazdów elektrycznych. Polska — do niedawna jeden z liderów branży — straciła inwestycje na rzecz krajów z przewidywal­nym klimatem regulacyjnym.

Konkluzja Ptaszyńskiego jest jedno­znaczna: wobec rosnących kosztów pracy i narastającej globalnej konkurencji Europa nie znajduje się dziś w sytuacji, „żeby móc pozwolić sobie na myślenie o protekcjoni­zmie”. Ten problem ma jednak dużo głęb­sze korzenie, sięgające mentalności i kultury strategicznej kontynentu.

Mentalność a strategia

Problemy gospodarcze Europy są często symptomem głębszych uwarunkowań kultu­rowych: braku apetytu na ryzyko i horyzon­tu planowania, który rzadko wykracza poza najbliższy cykl wyborczy. To fundamentalna bariera w starciu z cywilizacją Wschodu, któ­ra myśli w perspektywie pokoleń.

Diagnozę tę potwierdził Piotr Kamiński, wiceprezes Pracodawców RP, który jako kluczowy problem wskazał „awersję do ry­zyk” oraz „nieumiejętność zarządzania tym ryzykiem w dłuższym okresie”.

— Zamiast podejmować odważne, długo­terminowe decyzje, Europa skupia się na doraźnych działaniach, reagując na kryzysy, zamiast im zapobiegać — mówił.

Tę krótkowzroczność, o której mówił Kamiński, Maciej Ptaszyński zilustrował, porównując dwa fundamentalnie różne horyzonty planowania. Pierwszy to model europejski, a zarazem polski, w którym strategię tworzy się „w najlepszym razie z wyprzedzeniem czteroletnim, przy czym im bliżej do wyborów, tym ten horyzont się kurczy”. Wraz ze zbliżeniem się do urny wy­borczej myślenie strategiczne zanika. Drugi to model chiński: planowanie w perspekty­wie pokolenia, z horyzontem czasowym się­gającym nawet 25 lat. Taki system zapewnia stabilność, przewidywalność i umożliwia re­alizację projektów o ogromnej skali i ambicji.

Piotr Kamiński gorzko podsumował, że Europa w ostatnich dekadach „poszła w well-being”, koncentrując się na komfor­cie i redystrybucji zamiast na budowaniu przewagi konkurencyjnej.

— Skutkiem jest brak jasnej, długofalo­wej strategii i stopniowa utrata globalnego znaczenia. Bez fundamentalnej zmiany mentalności — przejścia od krótkotermino­wych reakcji do długofalowego planowania — Europa nie odzyska dawnej dynamiki — wskazywał. Mimo systemowych barier dla polskich firm wciąż istnieją jednak realne szanse na ekspansję.

Szanse i wyzwania dla polskiego biznesu

Pomimo systemowych wyzwań i nieko­rzystnych trendów debata jednoznacznie wskazała, że polskie przedsiębiorstwa mają realne możliwości ekspansji. Kluczem do sukcesu jest jednak przyjęcie odpowiedniej strategii wejścia na rynki azjatyckie, opartej na zrozumieniu lokalnej specyfiki i cierpli­wości.

Wśród najbardziej obiecujących obsza­rów i produktów można wskazać kilka. To przede wszystkim produkty rolno-spożyw­cze. Polska żywność, postrzegana jako pro­dukt wysokiej jakości, ma ogromny poten­cjał. Piotr Kamiński wymienił mleko i wyroby mlekopochodne, a Liwei Cai dodał, że polski ser i czekolada już zdobywają uznanie chiń­skich konsumentów.

Druga kategoria to produkty wysokomar­żowe. Jak zauważył Maciej Ptaszyński, istnieje duży rynek na zaawansowane technologicz­nie, niszowe produkty, w których Polska może konkurować jakością i innowacyjno­ścią, a nie tylko ceną.

Trzecim obszarem jest kapitał intelektual­ny. Sukces firmy Comarch, której przedsta­wiciel opisywał ekspansję na rynki azjatyc­kie, został przywołany również przez Piotra Kamińskiego jako dowód, że „można być z polską myślą intelektualną (...) i walczyć na tych rynkach i sobie świetnie radzić”.

Kluczowych rad polskim przedsiębiorcom udzielił Liwei Cai, wskazując na dwa funda­mentalne aspekty, które często są pomijane. Jego zdaniem „Polacy nie wykorzystali jesz­cze pełnego potencjału, jeśli chodzi o marke­ting”. Dla wielu Chińczyków Polska to wciąż „nieznane państwo”, dlatego kluczowe jest edukowanie konsumentów i budowanie świadomości marki. Istotny jest też wybór partnera. To najważniejsza decyzja wcho­dzącego na rynek. Cai radzi „wybrać odpo­wiedniego partnera”, który „podziela wasze wartości” i długoterminową strategię. Jego wielkość jest drugorzędna — liczy się zgod­ność wizji i wzajemne zaufanie.

Sukces na Wschodzie wymaga więc czegoś więcej niż doskonałego produktu. Do tego po­trzeba cierpliwości, głębokiego zrozumienia odmiennej kultury biznesowej i strategiczne­go, wieloletniego budowania relacji.

W poszukiwaniu polskiej drogi na Wschód

Jaka powinna być przyszła strategia Polski? Czy mamy ściśle podążać za często biuro­kratyczną i niezdecydowaną polityką Unii Europejskiej, czy też powinniśmy bardziej asertywnie i pragmatycznie kształtować własne relacje z azjatyckimi partnerami? Odpowiedź ekspertów była jednoznaczna: Polska musi grać na obu fortepianach.

Jesteśmy i pozostaniemy częścią Unii Europejskiej, co jest jedną z najwięk­szych zdobyczy historycznych Polski. Jednocześnie musimy „być pragmatyczni” i „walczyć też o swoje interesy” w ramach wspólnoty. Przykład niedawnego głosowa­nia w sprawie ceł na chińskie samochody elektryczne pokazał, że „nie ma jednej po­lityki europejskiej wobec Chin”, a poszcze­gólne kraje członkowskie potrafią twardo grać na własny rachunek. Polska nie może pozostawać w tym względzie w tyle.

PARTNEREM PUBLIKACJI SĄ PRACODAWCY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Możesz zainteresować się również: