Refleksje nad ekonomicznym Noblem

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-10-10 18:12

Tegoroczni laureaci Nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomii bardzo dobrze wyjaśnili, dlaczego panika może być destrukcyjna dla gospodarki. Ta wiedza pomogła uniknąć w ostatnich latach depresji. Czy pomoże uniknąć nowych kryzysów?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przyznanie Nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomii jest zawsze dobrą okazją, by zastanowić się, w jaki sposób wiedza o mechanizmach gospodarczych może pozwolić nam uczynić świat (i nasz kraj) lepszym miejscem do życia. Jednocześnie dla uważniejszych obserwatorów jest to też moment refleksji nad tym, czego wciąż nie wiemy i czego możemy się obawiać. Przyznam, że myśląc o tegorocznych noblistach – wybranych w poniedziałek przez Bank Szwecji – więcej mam refleksji nad niestabilnością i ryzykiem wiszącym nad nami niż nad pomyślnością i rozwojem.

Nagrodę Banku Szwecji im. Alfreda Nobla otrymali Ben Bernanke, Douglas Dimond i Philip Dybvig za badania nad systemem bankowym i kryzysami finansowymi. Z tych trzech ekonomistów szerokiej publiczności najbardziej znany jest pierwszy, ponieważ w latach 2005-14 był prezesem Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych, najpotężniejszego banku centralnego (czy właściwie zarządu systemu banków centralnych) na świecie. Pozostali znani są głównie w świecie ekonomii.

Co zawdzięczamy tegorocznym noblistom? Przede wszystkim wiedzę, jak działa system bankowy i jakie są mechanizmy kryzysu finansowego. Dzięki tej wiedzy w 2009 r. udało się uniknąć powtórki z 1929 r., czyli przerodzenia się kryzysu bankowego w wieloletnią depresję gospodarczą (patrz wykres). Czy jednak ta wiedza pozwoli nam dobrze zarządzać przyszłymi kryzysami? Mam pewne obawy, że niekoniecznie.

Czym zajmują się banki? Odpowiedź wcale nie jest tak łatwa, jak się wydaje. Przeciętny człowiek odpowie zapewne, że banki biorą nasze oszczędności i wykorzystują je do udzielania kredytów. To jednak nie do końca właściwy opis rzeczywistości. Banki nie biorą od nas naszych pieniędzy, ale same są kreatorem tych pieniędzy. Dimond i Dybvig tłumaczyli w pracach, że rolą banków jest tzw. transformacja płynności.

Z jednej strony banki oferują gospodarce płynne aktywa płatnicze w postaci depozytów, które są możliwe do natychmiastowej zamiany na gotówkę i dzięki temu są wykorzystywane jako pieniądz do nabywania towarów i usług na bieżąco. Depozyt jest zobowiązaniem banku do wypłaty gotówki praktycznie na żądanie, lub w dość krótkim terminie, stąd jest to instrument wysokiej płynności. Gospodarka potrzebuje takich instrumentów płatniczych, bez nich nie mogłaby funkcjonować.

Z drugiej strony banki żądają zapłaty od tych, którym udzielają kredytów, głównie na długoterminowe cele inwestycyjne, czyli od tych, którym zasilają depozyty. Spłata tych należności następuje w długich okresach czasowych, a więc należności banków są mało płynne, banki nie mogą domagać się natychmiastowej regulacji wszystkich zobowiązań od kredytobiorców. Innymi słowy, banki transformują swoje długookresowe i niepłynne należności na krótkookresowe zobowiązania. Same otrzymują spłaty w długich interwałach czasowych, ale właścicielom depozytów obiecują spłaty praktycznie na żądanie.

W praktyce wygląda to tak. Bank udziela firmie kredytu na zakup maszyny do produkcji towarów. Firma otrzymuje milion na depozycie, który może wykorzystać do płacenia (to jest de facto płynny pieniądz) i przekazywać go innym osobom lub firmom. A bank posiada należność w postaci zobowiązania firmy do spłaty tego miliona w ciągu na przykład pięciu lat.

Ta transformacja płynności sprawia, że pieniądz i kredyt (dług) to dwie strony tego samego medalu. Pieniądz – z tego ludzie rzadko zdają sobie sprawę – jest zabezpieczony nie przez złoto czy srebro w kufrach banków, jak w starych czasach, ale przez realną produkcję towarów uruchomioną dzięki jego wytworzeniu w formie kredytu. Wracając do powyższego przykładu, depozyt płatniczy ma wartość, ponieważ firma, która dostała kredyt na maszyny, wyprodukuje jakieś towary. Ta transformacja płynności to jeden z elementów, który pozwala gospodarce się rozwijać. Nie ma rozwoju bez nowoczesnych finansów.

Problem polega na tym, że transformacja płynności jednocześnie stwarza dla gospodarki ryzyko. Po jednej stronie mamy płynne zobowiązania do zamiany depozytów na gotówkę, po drugiej stronie mamy niepłynne należności związane z powodzeniem projektów inwestycyjnych. W pewnych sytuacjach te dwie strony mogą się kompletnie rozjechać – ludzie mogą żądać wypłaty gotówki od banków dużo szybciej niż firmy spłacają należności z inwestycji. Gdy na przykład w gospodarce rozkręca się panika i rośnie popyt na bardzo płynne aktywa, banki mogą nie być w stanie wykonywać swojej funkcji i tną finansowanie dla produktywnych inwestycji.

Ben Bernanke pokazywał w pracach nad wielką depresją lat 30. XX wieku, w jaki sposób panika finansowa może doprowadzić do potężnych strat w realnej gospodarce: strat, które nie wynikają tylko ze złych decyzji inwestycyjnych podjętych przez przedsiębiorców (na przykład z tego, że inwestowali w produkcję towarów, których nikt nie potrzebuje), ale z samej paniki. Banki nie mogą udzielić kredytu nawet najlepszej firmie, jeżeli nie mają zabezpieczenia. W sytuacji paniki spadają ceny wszystkich aktywów – akcji, obligacji, ale też maszyn, urządzeń, samochodów itd. – więc bank nie ma czego wziąć w zastaw pod kredyt i obcina firmom finansowanie. W takich warunkach nawet produkcja towarów, na które mógłby być popyt, nie jest realizowana. A ludzie nie otrzymują pieniędzy na zakupy. Przez panikę nie ma ani towarów, ani pieniędzy, choć system gospodarczy ma realną zdolność ich wytworzenia. Ale można temu zapobiec dzięki aktywności pożyczkowej banku centralnego, który ratuje płynność banków i zapobiega panice.

Wiedza o systemie finansowym i kryzysach bankowych budowana była przez dekady, a Bernanke, Dimond i Dobvig są tylko istotnymi elementami w długim łańcuchu ludzi, którzy pozwalali zrozumieć ten system i go opisać. Dzięki tej wiedzy w 2009 r., jak również w 2020 r. banki centralne uratowały gospodarkę przed gigantyczną zapaścią. W obu przypadkach panika mogła zniszczyć ogromną część zdrowych firm i potrzebnych miejsc pracy. Ekonomista Olivier Blanchard napisał, że nie ma żyjącego ekonomisty, który zapewniłby światu wyższe dochody niż Ben Bernanke. Dzięki niemu światowe PKB jest o kilkanaście lub kilkadziesiąt procent wyższe niż byłoby gdyby nie zdolność do reakcji banku centralnego w warunkach paniki.

Jak jednak uważni obserwatorzy się domyślają, kiedy już uratujemy się przed paniką, mogą nam się wyłączyć istotne mechanizmy bezpieczeństwa. Panika przecież jest czasami potrzebna, jest to psychologiczny mechanizm ratunkowy. Bardzo trudno jest odróżnić sytuacje, w których panika jest uzasadniona, od tych, gdy jest nieuzasadniona. Tak samo bardzo trudno jest odróżnić, kiedy panika wokół banku jest uzasadniona, bo udzielił złych kredytów i nie ma jak spłacić właścicieli depozytów, a kiedy jest nieuzasadniona i wynika tylko ze złej oceny jego sytuacji finansowej przez właścicieli depozytów. Dlatego istnieje wysokie niebezpieczeństwo, że ratując system finansowy przed panikami banki centralne będą tak na prawdę ratowały złe biznesy finansowe i złych kredytobiorców.

Teoretycznie można temu zapobiec poprzez bardzo ścisłą kontrolę regulacyjną sektora finansowego, nadzór nad procesem udzielania kredytów i kondycją kapitałową banków. Ale akurat ten sektor wyspecjalizował się w omijaniu regulacji. Zamiast banków zaczęły powstawać quasi-banki (ang. shadow banks), a regulatorzy państwowi słabo nadążają za złożonością świata finansowego. A gdy państwo czegoś nie wie, to zawsze stanie po stronie bezpieczeństwa finansowego i będzie ratować wszystkich. W ten sposób współczesna gospodarka stała się zakładnikiem sektora finansowego: nie może się bez niego rozwijać, więc musi mu zapewnić całkowitą ochronę.

I tutaj widzę niebezpieczeństwo na przyszłość. Żyjemy w świecie, który jest coraz bardziej niestabilny. Lub inaczej, żyjemy w normalnym świecie, wyjątkowa stabilność przełomu wieków po prostu była przejściowa. A jednocześnie system finansowy jest wciąż słabo przystosowany do gwałtownych przemian w realnej gospodarce. Jest to system stworzony na czasy spokoju, system nieodporny na paniki.