Jak rozmawiają z sobą polscy politycy? Śpiewająco. Gdy Donald Tusk zasłuchał się — rozmarzony — w piosenkę Dody, zaraz potem musiał wysłuchać duetu Jana Rokity i Kasi Cerekwickiej. Cóż, od czasu jak już nie ma trzech tenorów, skazani jesteśmy na solistów, a w najlepszym razie — na duety.
Piosenka w polityce? Dobry pomysł, bo gdy politycy śpiewają, to przynajmniej zapominają wypowiedzieć ulubioną formułkę „Ja panu nie przerywałem”. Można sobie wszak wyobrazić, że poprzedni premier dyscyplinował poprzednią minister finansów, zapraszając Shakin’ Dudiego do wykonania hitu „Och Ziuta”, pardon: „Och Zyta”. Gdy w powyborczą noc politycy Platformy podśpiewywali przebój grupy Scorpions „Wind of change”, działacze Prawa i Sprawiedliwości nucili sobie cichutko „Chłopaki nie płaczą”.
W tej kadencji może być tylko lepiej. Perfect niech pocieszy minister zdrowia po kolejnych negocjacjach z lekarzami (piosenką „Nie płacz, Ewka”), Anita Lipnicka będzie wspierać premiera w kolejnych sejmowych wystąpieniach przebojem „Wszystko się może zdarzyć” i tylko były minister Zbigniew Ziobro będzie sobie cichutko w kąciku śpiewał za grupą O.N.A. „Czy warto było szaleć tak…”. Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego — po obcięciu funduszy — przetestują uczciwość kolejnych posłanek z piosenką Kazika na ustach: „Dwanaście groszy, tylko nie płacz, proszę…”. „Show must go on” jak śpiewał niezapomniany Freddie Merkury! Potem powstanie ponadpartyjny chór posłów, bawiący się w rytm starego przeboju Dire Straits „Money for nothing”, a na zakończenie wystąpi Grzegorz Halama i zaśpiewa swój hit: „Ja wiedziałem, że tak będzie”. My też. Do zobaczenia na następnym festiwalu.
