Kryzys w koalicji został zażegnany. Jak zapowiedzieli wczoraj premier Donald Tusk i wicepremier Waldemar Pawlak, wiek emerytalny będzie podnoszony do 67. roku życia dla kobiet i mężczyzn zgodnie planem PO (o jeden miesiąc co trzy miesiące, zaczynając od 2013 r.). Wprowadzone zostaną jednak dwa elementy dodatkowe. Nie burzą kształtu reformy, ale nie są też bez znaczenia.
Długo, ale za grosze
Pierwsza poprawka to tzw. emerytury częściowe. Kobieta będzie mogła przejść na nią w wieku 62 lat, a mężczyzna w wieku 65 lat, ale pod warunkiem, że będą mieli udokumentowany okres odkładania składek równy odpowiednio 35 i 40 lat. Takie emerytury do osiągnięcia pełnego wieku emerytalnego będą wypłacane z uzbieranego dotąd kapitału emerytalnego, ale wysokość tego świadczenia będzie obliczana jedynie od 50 proc. kapitału. Czyli jeśli kobieta do 62. roku życia uzbierała w ZUS i OFE 300 tys. zł, jej emerytura będzie obliczana od 150 tys. zł. Ponieważ średnie dalsze trwanie życia 62-letnich kobiet wynosi obecnie 262 miesiące, emerytura częściowa takiej kobiety będzie wynosiła przez pięć lat 572 zł.
— Osoba, która zdecyduje się na takie wcześniejsze świadczenie, będzie jednak musiałaliczyć się z tym, że będzie ono wypłacane z jej własnego kapitału, czyli jej docelowa emerytura, po 67. roku życia, będzie przez to niższa — zaznacza premier Donald Tusk.
Czyli jeśli wspomniana kobieta będzie pobierać częściową emeryturę (60 miesięcy po 572 zł), jej kapitał emerytalny skurczy się przez to o 34,3 tys. zł, do 265,7 tys. zł. Czyli docelowa emerytura będzie wynosić tylko 1242 zł. Gdyby kobieta przez całe pięć lat dalej pracowała i odkładała składkę (dalej po 714 zł na miesiąc), przysługiwałoby jej świadczenie równe 1602 zł.
Drugi element, na który pod naciskiem PSL zgodziła się PO, to opłacanie przez państwo składek emerytalnych dla kobiet przebywających na urlopach wychowawczych. Ma to dotyczyć już nie tylko kobiet pracujących na etacie (jak jest obecnie), ale też prowadzących działalność gospodarczą i uczestniczek KRUS. Dodatkowo niskie składki (75 proc. składki odprowadzanej od minimalnego wynagrodzenia) będą opłacane za matki bezrobotne, dotąd niepracujące.
Puste obietnice
Kompromis zawarty między PO a PSL będzie miał neutralne skutki dla reformy emerytalnej — przekonywał wczoraj premierTusk.
Czy to prawda? Ekonomiści zgadzają się, że emerytury częściowe nie będą obciążeniem dla systemu emerytalnego. Będą i tak wypłacane z kapitału emerytalnego, więc państwo nie będzie musiało do nich dopłacać.
— To jest kompromis, który nie narusza podstawowych założeń reformy — twierdzi Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. Marek Góra, ekonomista SGH, zaznacza jednak, że propozycja PO — PSL będzie w praktyce obniżać aktywność zawodową ludności, a to rykoszetem uderzy zarówno we wzrost gospodarczy, jak i w budżet państwa.
— Taka furtka, pozwalająca ludziom przed czasem uciekać z rynku pracy, sprawi, że podaż rąk do pracy będzie się kurczyć. Gospodarka będzie się przez to wolniej rozwijać, bo tempo rozwoju zależy głównie od tego, czy ludzie pracują, czy nie. W dodatku ludzie, którzy przejdą na emeryturę częściową, przestaną płacić podatki dochodowe, więc wpływy do budżetu będą niższe, niż mogłyby być — przekonuje Marek Góra. Jeszcze większe kontrowersje wywołuje pomysł opłacania przez państwo składek za matki na urlopach macierzyńskich.
— Premier nie przedstawił podstawowej informacji — skąd weźmie pieniądze na ten cel. Jeśli to jest po prostu obietnica, że obecne matki kiedyś dostaną wyższą emeryturę, to jest to pomysł groźny. Oznacza bowiem, że przyjęta zostanie ustawa, która podnosi przyszłe zobowiązania państwa, a nie zapewnia im finansowania — mówi Marek Góra.
97,5 mld zł Taki ma być do 2023 r. skumulowany zysk dla budżetu państwa wynikający z wydłużenia wieku emerytalnego — szacuje Ministerstwo Finansów.