Alastair Ryan: Regulacje na GPW niepokoją inwestorów zagranicznych
SYSTEMOWE SŁABOŚCI: Zagraniczni inwestorzy nie są skazani na Polskę — przypomina Alastair Ryan. fot. ARC
Polscy dziennikarze pytają mnie często o powody, dla których zachodni inwestorzy portfelowi nadal podchodzą ze sporą ostrożnością do inwestowania na Giełdzie Papierów Wartościowych. Oczywiście podstawowymi problemami są kłótnie w koalicji rządowej, zawirowania wokół budżetu czy nieoczekiwane odejście prezes NBP. Źródło kłopotów jednak kryje się również w systemowych słabościach polskiego rynku kapitałowego. O ile do jego regulacji — zwłaszcza po najnowszych zmianach — nie można już mieć wielu pretensji, o tyle praktyka rynkowa pozostawia wiele do życzenia.
INWESTORZY portfelowi są sfrustrowani faktem, że w przypadku przejmowania polskiej spółki giełdowej bardzo rzadko mają do czynienia z wezwaniem, które na równych prawach traktuje wszystkich akcjonariuszy. Na tym polu w ostatnich miesiącach tylko jedną transakcję przeprowadzono zgodnie z regułami sztuki. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że i ten projekt — chodzi o przejęcie Banku Handlowego przez Citibank — był głównie efektem zakulisowych manewrów, które wcześniej doprowadziły do zablokowania fuzji Handlowego z BRE Bankiem.
PROSZĘ SPOJRZEĆ, co wydarzyło się w tak znaczących firmach jak Agros, BIG Bank Gdański czy Budimex! Ktoś przejął nad nimi niemal całkowitą kontrolę i uniknął obowiązku ogłaszania publicznego wezwania dla akcjonariuszy mniejszościowych. Podobnie stało się w przypadku Michelina, Goodyeara czy ING, które po cichu dokupowały akcje swoich polskich spółek. Jaki jest tego efekt? Prawdziwa kondycja wielu renomowanych polskich firm giełdowych została skrzętnie ukryta (przez ich głównych udziałowców). Regulacje prawne zaś okazały się bezsilne.
WIĄŻE SIĘ z tym jeden szczególny problem: polskie prawo nadal nie obejmuje niezwykle częstych przypadków działania w porozumieniu grupy nie powiązanych ze sobą inwestorów. Wiem, że takie regulacje mają wejść w życie w znowelizowanej ustawie o publicznym obrocie, ale ich dotychczasowy brak zaowocował przejęciem większości liczących się polskich spółek giełdowych.
NIE CHCĘ tu wskazywać na konkretne przypadki lekceważenia akcjonariuszy mniejszościowych. Trzeba jednak przypomnieć niesławne przejęcie BPH przez HypoVereinsBank (inwestor zapłacił MSP po 480 zł za akcję, EBOR po 430 zł, ale pozostałym inwestorom już tylko po 230 zł). Inwestorzy dobrze też pamiętają szokująco niskie ceny oferowane w wezwaniach na akcje Wedla czy Górażdży. Te wszystkie przykłady pokazują, iż prawo owszem chroni, ale tylko akcjonariuszy strategicznych.
PODSUMOWUJĄC: polski rynek kapitałowy cierpi z powodu bardzo małej przejrzystości spółek, niskiej płynności i niewystarczających regulacji fuzji i przejęć. Zagraniczni inwestorzy nie są skazani na Polskę. Jak zresztą widać, ich aktywność u nas nie jest zbyt duża (Polska ma zaledwie 1-proc. udział w koszyku globalnego indeksu rynków wschodzących MSCI). I trudno liczyć na zauważalną poprawę bez radykalnej zmiany realiów na GPW.
Alastair Ryan jest analitykiem w londyńskim biurze banku inwestycyjnego UBS Warburg


