Regulator chce ulżyć branży LPG

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2017-04-06 22:00
zaktualizowano: 2017-04-06 19:22

Przepisy do walki z szarą strefą sprawdziły się w benzynach i olejach, ale do branży LPG pasują jak pięść do nosa.

Każda branża w gospodarce przekonuje rząd o swojej wyjątkowości. Branży LPG, czyli firmom produkującym i obracającym skroplonym gazem płynnym, znanym jako propan-butan, w końcu się udało. Choć trochę za późno. Dowodem na sukces było czwartkowe wystąpienie Lesława Żarskiego, dyrektora Urzędu Regulacji Energetyki (URE), odpowiedzialnego za rynek paliw ciekłych. Sukces dotyczy przekonania regulatora, że surowe przepisy, których celem było wyeliminowaniepaliwowej szarej strefy, do branży LPG pasują jak pięść do nosa.

Marek Wiśniewski

— Regulacje opracowane dla branży paliw ciekłych nie do końca sprawdzają się w branży LPG — przyznał Lesław Żarski na dorocznej konferencji dla przedstawicieli sektora LPG.

Długa droga do ustawy

Problem w tym, że mleko już się rozlało, a surowe przepisy obowiązują od stycznia. Boli zwłaszcza 10 mln zł wymaganej kaucji dla tych, którzy chcą handlować LPG z zagranicą, a także konieczność odprowadzania podatku VAT już pięć dni po transakcji. — To dla nas bardzo poważne obciążenia — twierdzi Roman Ślagowski, szef Polskiej Organizacji Gazu Płynnego (POGP), prezes BałtykGaz.

— Po trzech miesiącach funkcjonowania nowych przepisów nadchodzi dobry moment na podsumowanie. Widać, że w benzynach i oleju napędowym przepisy spełniły swoje zadanie, bo obroty firm znacząco wzrosły [co świadczy, że szara strefa się zmniejszyła — red.]. W branży LPG zwiększyły się zaledwie o kilka procent — mówi Lesław Żarski.

Najbardziej pozytywnie o nowych przepisach wypowiadały się dotychczas Orlen i Lotos, wyspecjalizowane w sprzedaży benzyn i olejów. Na przepisach zarobił też Unimot, który zwiększył obroty i — dzięki dobrym wynikom — przeprowadził udaną ofertę publiczną na GPW.

— W naszej branży nieprawidłowości pojawiają się nie w imporcie, lecz na rynku wewnętrznym — twierdzi Roman Ślagowski. Długa droga przed nami — tak przedstawiciel URE widzi prace legislacyjne, które mają doprowadzić do uwolnienia branży LPG od ciężaru niepotrzebnych przepisów.

Rosyjscy dostawcy mocniejsi

Przepisy ciążą, ale rynek LPG i tak się rozwija. W zeszłym roku zużycie typu gazu wyniosło w Polsce 2,355 mln ton, czyli o 4,9 proc. więcej niż w 2015 r. Wartości tego rynku POGP nie szacuje, ale sygnalizuje, że w cenach detalicznych byłoby to z grubsza 5 mld zł. To mniej niż przed kilkoma laty, co wynika ze spadających cen. Niższe ceny gazu zachęcają jednak ludzi do konsumpcji, czyli do tankowania aut autogazem (to aż 76 proc. całego rynku LPG), napełniania zbiorników (na potrzeby ogrzewania) lub kupowania butli. Na wzroście zużycia w Polsce skorzystali głównie dostawcy rosyjscy, którzy od lat dominują w strukturze zaopatrujących nasz rynek. W 2016 r. zwiększyli udział w dostawach. Kluczową rolę odgrywają tu dwie firmy: Novatek i Sibur. Generalnie z importu pochodzi 81 proc. zużywanego w Polsce gazu LPG.

— Staram się być optymistą — mówi Roman Ślagowski, pytany o przyszłość branży. Jego zdaniem, gaz LPG może być odpowiedzią np. na problemy ze smogiem.