Rekordowe ceny ropy w Londynie i Nowym Jorku

opublikowano: 2004-09-27 16:11

Cena ropy na giełdzie w Londynie osiągnęła w poniedziałek rekordowy poziom 46,25 USD za baryłkę. W USA w handlu elektronicznym przed otwarciem poniedziałkowej sesji doszła do 49,74 USD - podają brokerzy.

To reakcja na obawy rynku o możliwy spadek zapasów surowca w USA, wywołany czasowym wstrzymaniem pracy platform w Zatoce Meksykańskiej kilka dni temu.

Platformy naftowe w tym regionie musiały ograniczyć wydobycie ropy podczas szalejącego nad częścią USA huraganu Ivan. To spowodowało już w poprzednim tygodniu spadek zapasów ropy w tym kraju o ponad 9 mln baryłek.

W środę Departament Energii USA (DoE) opublikuje swój najnowszy raport o stanie rezerw ropy i jej produktów. Analitycy i tym razem spodziewają się ich spadku.

Chociaż kolejny huragan, Jeanne, który przeszedł nad USA w ostatnich dniach nie spowodował żadnych szkód w infrastrukturze naftowej, to jednak jest to mała pociecha dla rynku.

Niepokojące informacje zaczęły bowiem docierać z Nigerii, gdzie w piątek doszło do walk oddziałów rządowych z uzbrojonymi rebeliantami.

Z tego powodu koncern Royal Dutch/Shell zmuszony był do ewakuowania z delty rzeki Niger ponad 230 swoich pracowników.

"Rynek bardzo nerwowo reaguje na takie doniesienia" - oceniła ekonomistka Societe Generale w Paryżu Deborah White. "Rebelianci mogą w Nigerii obrać sobie za cel ataki na urządzenia naftowe, a nigeryjska ropa to surowiec, bez którego rynek nie mógłby się obejść" - dodała.

White uważa, że zarówno te informacje jak i doniesienia z Iraku, gdzie przeprowadzono nowe ataki na infrastrukturę naftową, a także z Arabii Saudyjskiej, na terytorium której doszło do walk sił bezpieczeństwa z członkami Al-Kaidy, mogą w bardzo niedługim czasie spowodować wzrost cen ropy w USA powyżej 50 USD za baryłkę.

Ceny ropy rosną, pomimo zaakceptowania przez administrację prezydenta Busha udzielenia amerykańskim rafineriom "kredytów" w postaci dodatkowych dostaw ropy przez dwa-trzy tygodnie z amerykańskiej rezerwy strategicznej. Ma to na celu częściowe zrekompensowanie mniejszych dostaw ropy do rafinerii w ostatnich tygodniach, kiedy nad USA przechodziły huragany.

"Jednak rynek odebrał takie działania administracji jako sygnał, że sytuacja z amerykańskimi zapasami ropy i jej produktów może być jeszcze gorsza, niż się to podaje" - ocenili analitycy z firmy Sucden.

Na uspokojenie sytuacji na światowych giełdach paliw nie miała wpływu poniedziałkowa deklaracja przedstawiciela OPEC Purnomo Yusgiantoro. Zapowiedział on, że dwa kraje członkowskie kartelu - Arabia Saudyjska i Kuwejt - są w stanie zwiększyć swoją produkcję ropy o dodatkowe 1,5 mln baryłek do końca tego roku.

aj/ kacz/ pad/