Rekordowe winobranie w Bordeaux

Weronika A. Kosmala
26-02-2017, 22:00

Wino z rocznika 2016 przelane zostanie aż do 770 mln butelek, ale obawę przed klęską urodzaju można uznać tylko za żart.

Zobacz więcej

Pierwsze degustacje nowego rocznika wskazują na bardzo wysoką jakość, na spadek cen inwestycyjnych skrzynek raczej nie należy się nastawiać. Bloomberg

Martin Luther King uważał, że ludzie produkują piwo, ale wino to już dzieło boskie. Zanosi się na to, że w tym roku niebiosa będą wyjątkowo szczodre. Bordeaux będzie znacznie więcej, niż się spodziewano, bo ubiegłoroczne winobranie zakończyło się najwyższym wynikiem od dekady — wynika z analiz giełdy Liv-ex. Warto zaznaczyć, że w 2006 r. powierzchnia upraw była nawet o 10 proc. większa niż w ubiegłym. Szacowaną na ponad 577 mln litrów produkcję przelicza się umownie na 770 mln butelek. Teoretycznie więc, gdyby zadziałały prawa popytu i podaży, inwestorzy powinni się liczyć ze spadkiem cen. Nic takiego jednak nie nastąpi — obfite zbiory to zawsze dobra wiadomość, bo win inwestycyjnych i tak będzie na rynku brakować. Mimo że w Bordeaux rzeczywiście był urodzaj, najmłodszy rocznik nie wszędzie zapowiada się tak obficie. Według szacunków „Decantera”, w Burgundii produkcja będzie skromniejsza prawie o 35 proc. względem poprzedniego roku. Intuicyjnie można byłoby przyjąć, że wszystko się wyrówna, ale to nieprawda, bo udział bordoskich win w wartości wszystkich transakcji na platformie Liv-ex wyniósł w 2016 r. prawie 75 proc., a Burgundii przypadło poniżej 8 proc. Chociaż londyńska giełda, na której obraca się winami z wyższej półki, nie musi być idealnym wyznacznikiem sytuacji na całym rynku, skala obrotów pozwala na obserwowanie ogólnych reguł. Skoro więc regionów nie należy porównywać, można się skupić na samym Bordeaux, gdzie ilość wina na hektar jest teraz najwyższa od kilkunastu lat. Nie znaczy to, że wszystkie châteaux zwiększą podaż. Wina rzeczywiście kolekcjonerskiej kategorii stanowią w całej produkcji regionu może 10 proc. i nawet jeśli uprawie winorośli sprzyjałyby wszystkie możliwe warunki pogodowe, liczba skrzynek i tak jest ograniczona. Po pierwsze, w interesie samych winiarzy jest intensywny aromat owoców, a przesadna liczba gron na winorośli raczej temu nie sprzyja. Po drugie, żeby trunki spełniały rygory apelacji, producentów obowiązują ilościowe limity — nie mogą sprzedać więcej niż określoną liczbę hektolitrów na hektar stoków. Wyłamywanie się z regulaminu grozi utraceniem możliwości oznaczania etykiet nazwą apelacji, czyli obszaru, na którym obowiązują wymagania. W związku z tym, że pierwsze degustacje nowego rocznika wskazują na bardzo wysoką jakość, na spadek cen inwestycyjnych skrzynek raczej nie należy się nastawiać. Prędzej możemy liczyć na niższy rachunek przy obiedzie, jeśli zamówimy bordoskiego merlota — wybór pod wieloma względami trafiony, bo 89 proc. win regionu jest czerwonych, a na dwie trzecie z nich przypada ten szczep. Prawdopodobieństwo, że będzie akurat w karcie, jest więc bliskie 1.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rekordowe winobranie w Bordeaux