Remedium dla certyfikatów

ARKADIUSZ SEKŚCIŃSKI
opublikowano: 17-05-2013, 00:00

Sprzedaż praw majątkowych do świadectw pochodzenia (ŚP) energii elektrycznej wytworzonej w źródłach odnawialnych stanowi główny strumień przychodów wytwórców odnawialnej energii elektrycznej.

Dlatego inwestorzy z branży OZE z niepokojem obeserwują notowania zielonych certyfikatów na Towarowej Giełdzie Energii. Rollercoaster trwa już kilka miesięcy — w tym czasie cena zielonych certyfikatów zdążyła spaść nawet poniżej granicy 100 zł, żeby po paru dniach odbić się o kilkadziesiąt złotych. Już pod koniec 2011 r. stało się jasne, że podaż zielonych certyfikatów będzie większa niż obowiązkowy poziom ich umorzenia — efektem nadpodaży zielonych certyfikatów jest spadek ich cen. Z dostępnych statystyk i analiz wynika, że największa liczba świadectw pochodzenia (ponad 40 proc.) trafia do elektrowni prowadzących współspalanie biomasy i węgla, zaś ponad 20 proc. z nich trafia do dużych, od lat zamortyzowanych hydroelektrowni.

Uzdrowienie wadliwie działającego rynku zielonych certyfikatów wymaga pilnego i systemowego podejścia do problemu. Dlatego dalsze odkładanie prac nad Ustawą o OZE może przynieść katastrofalne skutki. Tylko rozwiązania ustawowe, dające długoletnią, stabilną perspektywę działania systemu wsparcia mogą doprowadzić do zażegnania obecnego kryzysu. Zjawisko strukturalnej nadpodaży świadectw pochodzenia tworzy realne zagrożenie dla istniejących i realizowanych inwestycji wszystkich technologii OZE.

Jedną z istotnych przyczyn zaistniałego kryzysu jest brak bieżących informacji dotyczących rynku certyfikatów. Pełna transparentność w zakresie istniejącego i prognozowanego popytu i podaży świadectw pochodzenia umożliwiłaby, poprzez właściwe działania regulacyjne rządu, zapobieganie ich nadpodaży oraz spekulacjom i destabilizacji rynku. Taka transparentność jest absolutnym standardem we wszystkich krajach, w których funkcjonuje system certyfikatów (m.in. W. Brytania, Szwecja, Nowegia), a w Polsce, pomimo regularnego gromadzenia wszystkich informacji na temat działania systemu wsparcia przez cztery różne instytucje (URE, ARE, TGE i Ministerstwo Gospodarki) systemu takiego wciąż brak, czemu można stosunkowo szybko i łatwo zaradzić — nawet w uchwalanym obecnie Małym Trójpaku Energetycznym.

Obecna, dramatyczna sytuacja pokazuje, że dalsze funkcjonowanie rynku zielonych certyfikatów w istniejącym kształcie nie jest możliwe. W ostatniej publicznie prezentowanej wersji ustawy OZE proponowany jest mechanizm interwencji, ale ex post, czyli po załamaniu się rynku. Jest to najgorsze z możliwych rozwiązań — tylko wprowadzenie mechanizmów działających ex-ante, czyli prognozowania popytu i podaży, w połączeniu z uprawnieniami regulacyjnymi dla ministra gospodarki mogą gwarantować stabilność i przewidywalność zachowywania się rynku. Wtedy zbędne staną się też koncepcje nagłych interwencji państwa, bo chwilowe niezbilansowanie rynku certyfikatów zostanie naprawione przez sam rynek, co jest najtańszą opcją z punktu widzenia konsumentów energii — czyli nas wszystkich.

ARKADIUSZ SEKŚCIŃSKI

wiceprezes PSEW

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ARKADIUSZ SEKŚCIŃSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy