Mimo ogromnego popytu na akcje prywatyzowanych firm resort skarbu nie zacznie drożej ich sprzedawać. Na dłuższą metę to nieopłacalne.
Inwestorzy, którzy po rekordowo wysokiej redukcji zapisów na akcje Zelmera nadal będą chcieli inwestować w walory prywatyzowanych spółek, nie powinni się martwić o brak podaży. „Oferta co miesiąc” — to stwierdzenie, które często można usłyszeć zarówno w gmachu resortu skarbu, jak i warszawskiej giełdy.
Kolejka pęka w szwach
Już dziś zaczynają się zapisy na akcje Ciechu, spółki chemicznej, kontrolowanej przez skarb państwa. Do wzięcia będzie 43 proc. kapitału. Cenę akcji ustalono na 24 zł, czyli w górnej granicy przedziału cenowego. Później przyjdzie pora na typowe już prywatyzacje: Polmos Białystok, grupę dystrybutorów prądu Enea, Elektrownię Kozienice, kopalnię Bogdanka, Zakłady Azotowe Puławy i ewentualnie PZU. W drugim półroczu Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) planuje zaś sprzedaż akcji Giełdy Papierów Wartościowych, Grupy Lotos, Zakładów Chemicznych Police, Fabryki Sklejki Pisz, części udziałów w Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie. Będzie więc w czym wybierać.
Pokusa wyższej ceny
Potężny popyt na akcje prywatyzowanych firm rodzi pytanie, czy resort skarbu nie zdecyduje się drożej sprzedawać walorów. Z wypowiedzi szefów MSP wynika, że takiego ryzyka nie ma.
— Nie sądzę, aby resort skarbu zaczął sprzedawać akcje bez dyskonta i drożej. Przede wszystkim musimy pamiętać, że zniechęcając inwestorów i nie dając im zarobić, trudniej byłoby mu sprzedać kolejne spółki, a tych przecież jest mnóstwo — mówi Jarosław Skorulski, zarządzający OFE Pocztylion.
Specjaliści podkreślają też, że nie można traktować tak samo wszystkich ofert firm wchodzących na giełdę, nawet jeśli sprzedający jest zawsze ten sam — skarb państwa.
— Każda spółka ma inną specyfikę, działa w innej branży, ma inne perspektywy i każda powinna być analizowana odrębnie — mówi jeden z zarządzających.
Panuje jednak zgodna opinia, że jeśli tylko resort skarbu rzeczywiście wprowadzi na giełdę wszystkie spółki, o których mówi, to chętnych nie zabraknie.
Pamięć o ryzyku
Trzeba też pamiętać, że żadne akcje nie dają gwarancji zysku. Sprzedawane niedawno walory Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych kosztują obecnie na giełdzie kilka procent poniżej 9 zł, czyli ceny sprzedaży w ofercie publicznej. Jeszcze gorzej jest w przypadku ofert spółek prywatnych. W 2004 r. na giełdzie pojawiło się kilka spółek (np. Hygienika, Betacom, Artman), których emisje się udały, choć później okazało się, że zakup akcji nie był udaną inwestycją. Czy papiery prywatnych firm, które również szeroką ławą debiutują na giełdzie, są gorsze od tych prywatyzowanych?
— Wszystko zależy od konkretnego przypadku — odpowiada Jarosław Skorulski.



