W październiku miało wejść w życie nowe Prawo wodne. Resort środowiska od miesięcy ma jednak problem z wprowadzeniem projektu pod obrady Rady Ministrów. Kontrowersje wśród rządowych urzędników, przedsiębiorców i indywidualnych użytkowników wody budzą proponowane w projekcie stawki. Alarm ogłosiły przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, którym resort chciał znacznie podnieść opłaty. Urzędnicy obiecują jednak, że znaczących podwyżek nie będzie.
Wczoraj w Radiu Maryja Mariusz Gajda, wiceminister środowiska poinformował, że do projektu Prawa wodnego znów wprowadzono zmiany. Obecnie stawki dla spółek wodno-kanalizacyjnych będą uzależnione od wielkości miasta. — Dla miejscowości poniżej 200 tys. będzie to około 15 gr/1000 l, dla miast do 200 tys. mieszkańców — ok. 20 gr/1000 l, powyżej 200 tys.
— 25 gr/1000 l, do 500 tys. — 30 gr/1000 l, powyżej 500 tys. 40 gr/1000 l — poinformował Mariusz Gajda. Powstanie także regulator cen wody, który będzie badał zasadność podwyżek, a dzięki jego nadzorowi woda dla czteroosobowej rodziny, przy zaproponowanych stawkach, ma zdrożeć nie więcej niż o 2 zł miesięcznie.
Podatek od turystów
Branżowi przedsiębiorcy mają jednak problem z oceną propozycji resortu, bo w poprzedniej wersji Prawa wodnego stawki były zależne od wielkości przedsiębiorstwa czyli mówiąc w uproszczeniu od poboru wody na sekundę.
— Wygląda na to, że obecnie zaproponowane opłaty będą niższe, ale dopóki nie zostanie przedstawiona aktualna wersja projektu, trudno to ocenić — mówi Tadeusz Rzepecki z branżowej organizacji Wodociągi Polskie. Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że stawki uzależnione od liczby mieszkańców trudno będzie stosować w praktyce.
— Zarządzam przedsiębiorstwem wodociągowym w Kołobrzegu, gdzie mieszka 47 tys. osób. Dla naszych odbiorców uzależnienie stawek od liczby mieszkańców może być korzystne, o ile nie będziemy uwzględniać gości hotelowych. Jak mamy jednak określić stawki w sezonie turystycznym, kiedy liczba osób korzystających z wody wzrasta kilkakrotnie — mówi Paweł Hryciów, prezes Miejskich Wodociągów i Kanalizacji w Kołobrzegu.
Niełatwo będzie także na Śląsku, gdzie wodę dla wielu miejscowości dostarcza jedna spółka. Powinna naliczać stawkę dla każdej z osobna czy jedną, wyższą dla całej aglomeracji?
Mniej, ale za dużo
Oprócz przedsiębiorstw wodociągowych stawki za wodę budzą także sprzeciw producentów napojów. Pierwotnie rządowi urzędnicy chcieli podnieść im ceny z 10 gr za m sześc. do 8,20 zł za pobór wód z ujęć podziemnych. Kilka miesięcy temu zmniejszyli jednak stawkę do 3 zł za m sześc. Tej ceny branżowi przedsiębiorcy jednak również nie zaakceptowali. Obecnie więc resort zaproponował 70 gr za m sześc., czyli tyle, ile mają płacić inne branże.
— Cieszy nas, że stawki dla napojów i reszty branży spożywczej zostały zrównane, ale to wciąż około 7 razy więcej, niż płacimy obecnie. W skali roku oznacza to zwiększenie kosztów o około 1 mln zł. To kwota, którą będę musiał wziąć na siebie. Dla producenta, który produkuje dużo i tanio, każdy grosz ma znaczenie, bo kontrakty w sieci wygrywa się właśnie takimi różnicami. Bardzo ważne jest, by takie zmiany wprowadzać stopniowo, a nie jednorazowo, informując o nich z niewielkim wyprzedzeniem — jak w tym przypadku. Przedsiębiorcy spłacają przecież kredyty, mają dokładnie rozpisane biznesplany, kontrakty negocjują wcześniej. Tymczasem nagle pojawia się dodatkowy duży koszt — mówi Marek Jutkiewicz, prezes napojowej Bewy.
Podobne stawki jak dla napojów Ministerstwo Środowiska proponuje także dla farmacji. Jej przedstawiciele, w odróżnieniu od producentów napojów, nie prowadzili medialnych protestów przeciwko nowym stawkom. Teraz jednak, gdy resort obniżył je do 70 gr za m sześc., alarmują, że oznacza to podwyżkę o 700 proc.
— Tak duży wzrost kosztów wody jest dla branży farmaceutycznej nie do zaakceptowania. Co warto podkreślić, zużycie wody podlega w farmacji regulacji— firmy zużywają nie tyle, ile chcą, ale tyle, ile muszą. W odróżnieniu od innych sektorów nie mają więc jak ograniczyć zużycia. Koszty pójdą mocno w górę. Jesteśmy w trakcie analiz, o ile — twierdzi Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska. © Ⓟ