RESORT ZDROWIA ZAMIERZA WSPOMÓC PERSONEL MEDYCZNY
Lekarze i pielęgniarki mają szansę otrzymać preferencyjne kredyty
SCEPTYCYZM HANDLOWCA: Inicjatywa Ministerstwa Zdrowia wpłynie marginalnie na obroty branży asortymentu medycznego — uważa Andrzej Kosik z firmy Amalmed-Europa, handlującej sprzętem medycznym. fot. Grzegorz Kawecki
Reforma służby zdrowia przewiduje znaczną pomoc finansową dla personelu medycznego, który chce zacząć działać na własny rachunek. Może to wpłynąć na ożywienie rynku asortymentu medycznego, przeżywającego poważny regres. Jednak handlowcy, sprzedający sprzęt dla szpitali i przychodni, bardzo sceptycznie oceniają powodzenie tego programu.
Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt preferencyjnych kredytów dla lekarzy i pielęgniarek, którzy chcieliby otworzyć własną praktykę. Ma to być jeden z elementów restrukturyzacji państwowej służby zdrowia. Każdy z lekarzy uczestniczących w programie będzie mógł się starać o uzyskanie pożyczki do 70 tys. zł. Pielęgniarki i położne mogą liczyć na 40 tys. Programem ma zostać objętych około tysiąca lekarzy i pięćset pielęgniarek oraz położnych. Personel medyczny w sumie może liczyć na 90 mln zł. Suma ta ma ułatwić im odejście z państwowej służby zdrowia do praktyki prywatnej.
— Jest to tylko wstępny projekt przygotowany przez ministerstwo. Może on jeszcze ulec zmianom, chociażby w trakcie prac nad nim w Sejmie — twierdzi Ewa Zalewska z Ministerstwa Zdrowia.
Sceptycyzm handlowców
Swój udział w proponowanych zmianach będą miały również firmy handlujące sprzętem medycznym i wyposażeniem gabinetów lekarskich. Jednak przedstawiciele tej branży nie wierzą w skuteczność programu Ministerstwa Zdrowia.
— Lekarze nie będą brali tych kredytów. Prywatna praktyka nie daje pewności ich spłaty — uważa Andrzej Kosik z firmy handlującej sprzętem medycznym Amalmed--Europa.
— Nasz sprzęt medyczny sprzedajemy głównie za gotówkę. Na zakup wyposażenia gabinetu na kredyt czy w formie leasingu decyduje się nie więcej niż 7 proc. klientów — ocenia Iwona Kazimierczuk z firmy Pro-Medica.
Rezerwa banków
Branża sprzętu medycznego od dwóch lat przeżywa poważny regres. Po wprowadzeniu reformy służby zdrowia skończyły się centralne zakupy asortymentu medycznego, które przynosiły najbardziej lukratywne kontrakty. Kasy chorych poważnie ograniczają wydatki. Zwiększyła się również kontrola nad zakupami szpitali i przychodni.
— Firmy handlujące sprzętem medycznym coraz wnikliwiej przyglądają się swoim klientom. Większość z nich ma już niewypłacalnych dłużników. To z kolei rzuca cień na pozostałych kontrahentów. Bardziej bezpieczne w takim wypadku wydają się transakcje gotówkowe, szczególnie w przypadku towaru, który ulega szybkiemu zużyciu — mówi Andrzej Kosik.
Nie tylko firmy handlujace sprzętem nieufnie podchodzą do służby zdrowia jako klienta. Również instytucje finansujące jej zakupy starają się zachować daleko posuniętą ostrożność.
— Banki niechętnie udzielają pożyczek na zakup sprzętu medycznego. Nie liczymy więc na to, że inicjatywa ministerstwa przyczyni się do zmian na rynku aparatury i wyposażenia medycznego — dodaje Ewa Cieślińska z firmy ABES PW.
Z lekarza biznesmen
Większość przedstawicieli branży uważa, że sytuację na rynku asortymentu medycznego powinna zmienić poprawa działania kas chorych. Gwarancja dofinansowania prywatnych praktyk medycznych stworzyłaby szansę na dobrą koniunkturę. Wówczas lekarze być może zdecydowaliby się na podjęcie ryzyka i skorzystanie z kredytów przyznawanych przez ministerstwo.
— W chwili obecnej na rynku panuje marazm, a kasy chorych nie są zdolne do podjęcia elastycznego działania — uważa Ewa Cieślińska.
Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia są jednak dobrej myśli. Powołują się na przykład kilku prywatnych ośrodków zdrowia, które podpisały kontrakty z kasami chorych.
— Udało się to już w Poznaniu, Chorzowie i Warszawie. Czemu więc nie mieliby spróbować inni lekarze — sugeruje Ewa Zalewska.
— Nie przewidujemy na razie żadnych kampanii, które miałyby na celu wyciągnięcie części z tych pieniędzy, jakie chce przeznaczyć Ministerstwo Zdrowia na samodzielnie praktyki lekarskie. Nie wierzymy, że na rynek wpłyną jakieś znaczne fundusze — podsumowuje Iwona Kazimierczuk.