Paweł Szałamacha, który w rządzie PiS-Samoobrona-LPR był wiceministrem skarbu, powiedział, że nie ma potrzeby sprzedaży przez skarb państwa akcji spółek energetycznych, PZU czy PKO BP. Jego zdaniem, państwo już i tak sprzedało zbyt dużo walorów tych firm. Trzy tygodnie temu Wojciech Kowalczyk z ministerstwa skarbustwierdził, że resort nie planuje „nagłej” sprzedaży udziałów, aby dofinansować projekt Inwestycji Polskich.

— Doświadczenie uczy, by do zapowiedzi składanych w trakcie kampanii wyborczej podchodzić ze zdrowym sceptycyzmem, zwłaszcza do tych, które są pewnego rodzaju obietnicą. Obecny rząd przyzwyczaił nas do regularnych transakcji sprzedaży kolejnych pakietów akcji spółek, które dawniej były w 100 proc. kontrolowane przez państwo.
Pytanie, czy akcji tych sprzedano za dużo, czy za mało — ma charakter filozoficzny, a odpowiedź zależeć może od tego, z której strony sceny politycznej pada. Nie przeceniałbym wpływu tych zapowiedzi na notowania spółek na GPW — uważa Paweł Homiński, członek zarządu Noble Funds TFI.
Ekspert przypomina, że notowania spółek skarbu państwa były ostatnio słabe, ale nie z powodu obaw o podaż akcji ze strony właściciela, ale — w zależności od spółki — obawa o politykę dywidendową, ewentualny podatek bankowy, ceny energii i perspektywa konsolidacji sektora energetycznego.
— Po ostatnich spadkach ceny wspomnianych papierów zrobiły się znacznie mniej atrakcyjne z punktu widzenia sprzedającego, którego reprezentanci mogliby wręcz stanąć w ogniu pytań, czemu sprzedają akcje PKO BP po 26 zł, skoro jeszcze niedawno były one po 36 zł. Nawet bez zapowiedzi Pawła Szałamachy dalsza podaż akcji PZU, PKO BP czy PGE wydawała nam się z tego powodu mało prawdopodobna — ocenia Paweł Homiński.