Najnowszy gracz na rynku private equity ma do wydania 1,2 mld zł w sektorze konsumenckim
Nam nie chodzi o przejęcia, lecz o wsparcie rozwoju firm — mówi Ryszard Wojtkowski, zarządzający funduszem.
Duże pieniądze na średnie firmy — to najkrótsza charakterystyka Resource Partners, najmłodszego gracza na polskim rynku private equity. Ale nie każda firma może znaleźć się na celowniku, bo zarządzający nim przekonują, że nadszedł czas specjalizacji.
— Interesują nas firmy z sektora konsumenckiego: producenci dóbr konsumpcyjnych, m.in. spożywczych, usługi medyczne czy finansowe, sieci handlowe. Bliższe są nam firmy nastawione na klienta masowego, a nie niszowego, z branż niezależnych od regulatora. Chcemy wykorzystać rozdrobnienie branż. Poza tym widzimy tu największy potencjał: łatwiej mi sobie wyobrazić, że polska firma podbije świat produktem żywnościowym, niż modelem telefonu komórkowego — mówi Ryszard Wojtkowski, partner zarządzający Resource Partners.
Akceptują pakiet
Specjalizacja to niejedyna zaleta funduszu.
— Jesteśmy bardzo elastyczni, chętnie obejmiemy pakiety mniejszościowe. To ma przełożenie na negocjacje. Nie rozmawiamy tylko o cenie, jak to jest przy wykupie, ale o tym, że jak wspólnie zbudować większą firmę poprzez fuzje, wejście na nowe rynki czy w nowe obszary produkcji. Nasz zespół ma doświadczenie w budowaniu i rozwijaniu firm. Nie jesteśmy funduszem, którego siłą jest inżynieria finansowa czy restrukturyzacja firm przez cięcia czy wyprzedaż nieruchomości — mówi Ryszard Wojtkowski.
Takie podejście chwalą eksperci, którzy wskazują, że polscy przedsiębiorcy nie są chętni do rozstania się z firmą. Wolą wsparcie w rozwoju. Strategia przynosi efekty.
— Dopinamy dwie transakcje. Mam nadzieję, że w najbliższych tygodniach zamkniemy pierwszą — zapowiada Ryszard Wojtkowski.
Fundusz inwestuje od 5 mln do 45 mln EUR w firmy z EBITDA co najmniej 2,5 mln EUR.
Możni inwestorzy
Fundusz powstał pod koniec 2009 r. Jest młody, co nie oznacza niedoświadczony. Stoi za nim zespół, który w 2007 r. miał w naszym regionie budować potęgę globalnego funduszu Carlyle Group. Ale po kilkunastu miesiącach biuro zamknięto. Szefem jest Ryszard Wojtkowski, który przez siedem lat pracował w Enterprise Investors.
— Otworzenie biura przez Carlyle w Polsce było dla tego funduszu wejściem na nowy rynek, a także w nowy sektor: inwestycji w małe i średnie spółki. Niestety, trafiliśmy w najgorszy możliwy moment — Carlyle zainwestował w kredyty subprime, na których sporo stracił. Dlatego musiał zrewidować koncepcję i wycofał się z Polski. Mieliśmy zbudowany mocny zespół, za który czułem się odpowiedzialny, mieliśmy też inwestorów, którzy deklarowali chęć powierzenia nam pieniędzy. Zdecydowaliśmy się założyć własny fundusz, w który sami zainwestowaliśmy ponad 1 mln EUR. I udało się — pieniądze powierzył nam EBOR, Rabobank i AXA — mówi Ryszard Wojtkowski.
W październiku 2009 r. fundusz zebrał 51 mln EUR. W maju urósł do 102 mln EUR, a po zakończeniu trwającej ostatniej rundy finansowania ma mieć 180 mln EUR.
— W przypadku większych inwestycji w Polsce i w regionie będziemy inwestować wspólnie z funduszem AXA, co powiększa pulę do 300 mln EUR — dodaje Ryszard Wojtkowski.
Na wydanie kapitału fundusz ma pięć lat. Ale plany są dużo ambitniejsze.
— Jeśli nie zrobimy tego w ciągu trzech lat, to znaczy, że mamy u siebie jakiś problem. Chcemy zainwestować w 12 firm. Ponad połowę pieniędzy chcemy zainwestować w Polsce, oprócz tego interesująco wygląda Rumunia i kraje bałtyckie, w których po kryzysie można znaleźć okazje. Nie interesuje nas Ukraina czy Rosja — mówi Ryszard Wojtkowski.
Zarządzający tłumaczy, że dla funduszy Polska jest atrakcyjniejsza niż Europa Zachodnia, bo dzięki dużemu i rozdrobnionemu rynkowi możliwy jest wzrost wartości firmy nie przez lewar i arbitraż, ale rozwój. I przekonuje, że kryzys to dla polskich firm wielka szansa.
— Polscy przedsiębiorcy potrafią wykorzystać stagnację w Europie i coraz odważniej wpychają się na tamtejsze rynki. Przez wiele lat odbiorcy i dostawcy komfortowo współpracowali. Kryzys sprawił, że odbiorcy poczuli presję i zaczęli szukać tańszych i lepszych dostawców i polskie firmy zyskują. A warto pamiętać, że we Francji producent private — label osiąga wyższą marżę niż producent pod własną marką w Polsce — mówi Ryszard Wojtkowski.