Rewizja traktatów w ogóle nie wchodzi w grę

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2016-09-18 22:00

Unijna łódź szczęśliwie nie weszła na mieliznę, ale okazała się bezradna wobec natury

Atrakcją nieformalnego szczytu Rady Europejskiej 16 września na zamku w Bratysławie (lokalizacja dowartościowała prezydencję Słowacji), zwołanego w formule UE 27, czyli bez Zjednoczonego Królestwa, był lunch unijnych władców na statku płynącym po Dunaju. Gospodarze sprowadzili z bawarskiego Passau luksusowy wycieczkowiec „Regina Danubia”. Na dwie godziny stał się on sercem Europy pod flagą… niemiecką. Przepisy żeglugi by nie ucierpiały, gdyby na tak wyjątkowy rejs podniósł flagę unijną. Celem było muzeum sztuki Danubiana, ale statek przy nim nie zacumował, ponieważ… poziom wody okazał się za niski.

Unia Europejska (UE) flaga
Unia Europejska (UE) flaga
Tadeusz Stasiuk

Niepowodzeniu wycieczki poświęciłem wstęp ze względu na jego wielką symbolikę.

Po pierwsze — flaga potwierdziła, kto naprawdę steruje wspólnotą. Po drugie — unijna łódź szczęśliwie nie weszła na mieliznę, ale okazała się bezradna wobec natury, niedającej się ujarzmić dyrektywami. Po trzecie — epizod potwierdził, że europejskie elity odpływają od rzeczywistości. Oczywiście podczas konferencji prasowych uczestnicy szczytu chóralnie, z wyjątkiem premiera Włoch, oznajmili sukces. Bratysławska deklaracja wytyczyła bardzo ogólnikową mapę drogową odbudowywania zaufania obywateli UE do wspólnoty, czego zwieńczeniem mają być 25 marca 2017 r. w Rzymie triumfalne obchody 60. rocznicy podpisania traktatów założycielskich.

W sprawie brexitu zaś konkrety usłyszymy od premier Theresy May może na początku 2017 r.

Po wielu zapowiedziach wreszcie objawiły się w Bratysławie postulaty Grupy Wyszehradzkiej (V4). Do deklaracji szczytu włączone zostały propozycje niekontrowersyjne — przywrócenie kontroli nad granicami zewnętrznymi, podniesienie bezpieczeństwa i walka z terroryzmem, zachowanie przez UE wspólnego rynku. Przyjęto także do wiadomości wyszehradzki pomysł tzw. elastycznej solidarności wobec napływu imigrantów. W tej sprawie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Poza koniecznością pilnowania granicy z Ukrainą, Polska ma komfort znajdowania się na zapleczu frontu. Inaczej odczuwają problem np. Włochy, przyjmujące masy ludzkie z Afryki — dlatego premier Matteo Renzi jest oburzony, że UE zajęła się tylko stykiem Grecji z Turcją, a obecnie wsparciem Bułgarii.

Mrzonką okazała się natomiast idea rewizji traktatów unijnych. Taką konieczność ogłosił Jarosław Kaczyński, co stało się dyrektywą i dla prezydenta Andrzeja Dudy, i dla premier Beaty Szydło. W Bratysławie temat nie zaistniał nie tylko w deklaracji szczytu, lecz nawet w… postulatach V4. Otwarcie traktatowej puszki Pandory wykluczają premierzy — czeski Bohuslav Sobotka i słowacki Robert Fico, a węgierski Viktor Orbán wygodnie milczy. Zdają sobie sprawę, że nawet postulat zwiększenia roli parlamentów krajowych jest abstrakcją — jeśli państwo należy do UE, to obowiązuje je implementacja prawa stanowionego przez Parlament Europejski oraz Radę UE (to druga izba legislacyjna). W obecnych polskich realiach trudno w to uwierzyć, ale za granicą nakazy prezesa PiS nie mają jakiejkolwiek mocy. Postulat rewizji traktatów może nie będzie tematem tabu, ale stanie się odosobnionym wołaniem na unijnej puszczy.