Rewolucja z pdroczeniem

opublikowano: 20-03-2014, 00:00

Elektryczna retoryka usuwa się w cień. Przekonywanie do wybierania produktów uchodzących za ekologiczne powoli znika z motoryzacyjnych salonów. Przynajmniej w Europie.

Wydaje się, że taka zmiana na dwa główne powody. Pierwszym są ceny. Samochody elektryczne są drogie. A ubieranie ich w ekologiczny garnitur powoduje, że pierwsze, z czym się kojarzą przeciętnemu użytkownikowi, są koszty. Oczywiście — „dla dobra planety”. Być może działa to w krajach o wysokiej świadomości (lub jak kto woli propagandzie) ekologicznej. W innych — nie.

Zachodziło więc niebezpieczeństwo, że klienci — przekonani o wysokich kosztach — na dobre odwrócą się od auta, jeśli znajdą na nim choć ślad informacji o jego „ekologiczności”. A to nie jest w interesie ani producentów, ani UE, która już dawno obrała „zielony” kurs i nieźle na tym zarabia. Stąd zmiana w komunikacji. Powód drugi to chęć zwolnienia tendencji. Samochody mają swoje zalety i niezależnie od tego, że mają też (na razie) wady, kiedyś będą jeszcze bardziej powszechne niż dziś. Właśnie — kiedyś.

Tymczasem rynek się nieco rozpędził. Przypominał chłopaka, który na pierwszej randce proponuje, by dziewczyna się do niego wprowadziła. „Zwolnij, kochany”. Dlatego rynek zwalnia. Pozwala na „wybrzmienie” ery silników spalinowych i różnego rodzaju hybryd. Co się stało? Elektryczne auta przesunięto do drugiej linii.

Na pierwszą trafiły samochody o silnikach o małej pojemności, ale budowanych tak, by sprawdzały się jak tradycyjne jednostki napędowe. Zmieniła się też nieco retoryka koncernów. Firmy nie atakują informacjami o przyjaznych środowisku rozwiązaniach spod maski (mimo że te rozwiązania takie są), lecz mówią o niskich kosztach. Powodem wyboru tego, a nie innego auta ma być niski koszt eksploatacji. A że przy okazji będzie to auto niskoemisyjne, to już „wypadek przy pracy”. Producenci muszą znaleźć sposób na to, by ekologia nie odstraszała od motoryzacji. Przyparci do muru limitami emisji, kolejnymi normami — nie mają wyjścia.

A i klienci niechętnie płacą za ekologiczne zapędy urzędników UE. Kolejni producenci namawiają też, by dobierać samochód do potrzeb. Jeździsz po mieście? Kup auto miejskie! Tym można tłumaczyć wysyp małych pojazdów, które w codziennym, krótkodystansowym życiu doskonale się sprawdzą. A przy okazji te małe popularne auta stają się coraz bardziej komfortowe. Do ich kabin trafiają nowoczesne systemy inforozrywki. Przestają być też nijakie. Dziś samochód (poza czysto budżetowymi rozwiązaniami) musi być „jakiś”.

Mnożą się więc nisze i nisze w niszach. Oraz nadawanie autom charakteru przez np. udostępnianie szerokich możliwości indywidualizacji wnętrza czy zewnętrza. Poniżej (obok) kilka ciekawostek z tegorocznej wystawy motoryzacyjnej w Genewie. Wybraliśmy te, które wpisują się w opisaną tu tendencję, ale i te, które — naszym zdaniem — mogą się z powodzeniem odnaleźć w firmowych stajniach.

SUZUKI CELERIO

KWESTIA CENY

Nowość od Suzuki nie wygląda jak nowość. Jest oszczędna w designie. Ale że ma to być auto do używania, nie oglądania, więc można się z tym pogodzić. Pod warunkiem odpowiedniej ceny. Tej jeszcze nie znamy. Co wiemy? Że Celerio — bo tak się nazywa ta nowość — zastąpi dwa modele Suzuki (Alto i Splash). I że jest jednym z największych aut w segmencie A (Suzuki mówi, że to segment A+). Z tyłu mieszczą się trzy osoby i to bez specjalnych wyrzeczeń (w segmencie A to trudne), a bagażnik ma ponad 250 l.

CITROEN CACTUS

BEZ KOLCÓW

…za to z poduszkami na drzwiach. To kolejna propozycja w popularnym segmencie miejskich „krosołwerów”. Ciekawym rozwiązaniem są poduszki na drzwiach (wypełnione powietrzem wytrzymałe tworzywo). Mają zlikwidować problem poobijanych drzwi. Znajdzie zastosowanie w firmach? Nietuzinkowy wygląd i arcyciekawe wnętrze sprawiają, że może być niezłym bonusem dla pracownika. Ceny nieznane. Nieoficjalnie mówi się, że będą podobne do cen C4.

MERCEDES KLASY C

EUROPEJSKA PREMIERA

Mercedes postanowił upodobnić nową klasę C do flagowej limuzyny (klasy S). Auto jest o 5 mm dłuższe (4686 mm) i o 40 mm szersze (1810 mm) od poprzednika. Zwiększył się, i to aż o 80 mm (2840mm), rozstaw osi. Przy tym wszystkim auto jest też lżejsze — o ponad 100 kg (to zasługa aluminium). Polskie ceny zaczynają się od niespełna 126 tys. zł.

SKODA VISION C

ULUBIENIEC

Ulubiona marka Polaków coraz więcej uwagi poświęca wyglądowi swoich aut. Koncepcyjny model — VisionC — zapowiada nowy stylistyczny nurt czeskich samochodów. Przypomina nieco VW CC lub — jak wolą przedstawiciele Skody — Audi A7. A pod maską? Benzynowy silnik 1,4 TSI z możliwością zasilania CNG (gaz ziemny). Skromne 110 KM ma zapewnić w miarę sprawne przemieszczanie się. A emisja (91 g CO 2 /km) spełnić normę, która zacznie obowiązywać w 2020 r.

FORD FOCUS

NOWA TWARZ

Focus po modernizacji otrzymał nowy przedni pas. Przestylizowano też reflektory, zderzak i maskę. Zmiany zaszły również we wnętrzu. Na desce rozdzielczej będzie mniej przycisków. Nowy Focus to pierwszy Ford wyposażony w system SYNC 2 z 8-calowym ekranem dotykowym. Mówi się też, że jest lepiej wyciszony. Pod maskę trafi nowy benzynowy silnik 1.5 EcoBoost, oferowany w dwóch wariantach mocy: 150 i 180 KM. Dostępna będzie także nowa jednostka wysokoprężna 1.5 TDCi o mocy 95 lub 120 KM. Model nadal będzie można zamówić z benzynowym silnikiem 1.0 EcoBoost (100 KM lub 125 KM). W sprzedaży w połowie roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARCIN BOŁTRYK

Polecane