Największy akcjonariusz Swarzędza, nie ma nic przeciwko sprzedaży swoich udziałów. W firmę jednak wierzy.
Od kilku dni trwa wyraźna wyprzedaż akcji Swarzędza, notowanego na giełdzie producenta mebli. Akcji pozbywają się prawdopodobnie inwestorzy, którzy objęli je w czasie niedawnej emisji. Papiery są wyceniane najniżej od połowy 2003 r., po blisko 80 gr za sztukę. Nie jest jednak źle.
— Gratuluję inwestorom trafnych decyzji. Osoby, które zdecydowały się wziąć udział w emisji, kupowały papiery po 65 gr. To godziwy zarobek w tak krótkim czasie — mówi Rafał Abratański, wiceprezes Internetowego Domu Maklerskiego (IDM), który po emisji okazał się największym udziałowcem Swarzędza.
Do IDM należy niespełna 12 proc. kapitału Swarzędza.
— Nasza rola się zakończyła. Znaleźliśmy kompetentny zarząd, opracowaliśmy program restrukturyzacji, pomogliśmy w negocjacjach z wierzycielami i zorganizowaliśmy kapitał — dodaje Rafał Abratański.
Dzięki niedawnej emisji akcji do spółki trafiło ponad 30 mln zł. Większość środków poszła na spłatę zobowiązań.
— Na zasilenie kapitału obrotowego zostało więcej, niż planowaliśmy — mówi wiceprezes IDM.
Zarząd Swarzędza nie ukrywał, że jeśli emisja nie dojdzie do skutku, jedynym rozwiązaniem będzie upadłość. Teraz oddłużona spółka ma pochwalić się zdobywaniem rynku i wzrostem produkcji.
Plan na lata 2006-08 zakłada osiągnięcie sprzedaży w widełkach 55-80 mln zł oraz 40 proc. marży brutto ze sprzedaży. O zysku netto nikt jeszcze głośno nie mówi. Może zacznie, kiedy spółka będzie informowała o programie opcji menedżerskich dla zarządu.
Takie pytania pewnie zada też podmiot, który będzie zainteresowany odkupieniem akcji Swarzędza od IDM. Papiery są bowiem wystawione na sprzedaż.
— To inwestycja krótkoterminowa. Rozważymy każdą ofertę — wyjaśnia Rafał Abratański.
Po ujawnieniu informacji, że IDM jest największym akcjonariuszem Swarzędza, do drzwi brokera zapukali inwestorzy zainteresowani walorami.
— Tak się zazwyczaj dzieje — mówi wiceprezes IDM.
Z zarządem Swarzędza nie udało się nam porozmawiać.