Rolnicze negocjacje z UE utknęły w miejscu

Mira Wszelaka
03-09-2001, 00:00

Rolnicze negocjacje z UE utknęły w miejscu

Jeśli UE nie zmieni polityki rolnej wobec Polski, to integracja może być zagrożona. Negatywne konsekwencje zawirowań na unijnym rynku mięsnym sprawiły, że polscy producenci rolni postrzegają akcesję do UE nie jako olbrzymią szansę, lecz jako zagrożenie.

Polska prowadzi coraz bardziej kosztowne działania dostosowujące sektor rolny do standardów unijnych w związku z przygotowaniami do członkostwa w UE. Tymczasem wśród producentów rolnych coraz częściej gości zniechęcenie i rozgoryczenie. Dlatego — zdaniem Jerzego Plewy, wiceministra rolnictwa, trudno jest mówić o korzyściach zmieniającej się obecnie wspólnej polityki rolnej.

— Gdybyśmy wspólną politykę rolną w Polsce chcieli realizować od zaraz, to musielibyśmy mieć budżet rolny ponad trzykrotnie większy. Oczywiście takich możliwości nie ma — mówi Jerzy Plewa.

Podkreśla, że część kosztów trzeba ponieść już teraz. Kwota nakładów na sektor sięga 25 mld zł. Minister zaznacza, że część (około 12 mld zł) być może zostanie poniesiona kilka lat po akcesji.

Budować, nie budować

Dobrym przykładem jest sprawa uruchomienia systemu identyfikacji i rejestracji zwierząt. UE oczekuje, że będzie on gotowy 1 stycznia 2003 r. Jedynie w 2002 r. wydatki na ten cel miałyby pochłonąć ponad 202 mln zł. Problem w tym, że obecnie jest on zbędny. Jednak UE twierdzi, że jest to warunek sine qua non dopłat dla polskich rolników. Rodzi się pytanie, kiedy te dopłaty otrzymamy.

— Budowa systemu musi ruszyć 1 stycznia 2002 r. Nie możemy dać UE takiego pretekstu, że jeśli nie mamy systemu, to nie jesteśmy przygotowani na otrzymanie dopłat — podkreśla Jerzy Plewa.

Tymczasem w negocjacjach rolnych nie widać wielkich postępów.

— Rozczarowuje nas fakt, że do tej pory UE nie zajęła oficjalnego stanowiska w dwóch dla nas priorytetowych kwestiach: płatności bezpośrednich oraz limitów produkcji. To bardzo utrudnia negocjacje. Bruksela ograniczyła się do złożenia obietnicy, że stanowisko w sprawie płatności dla rolników oraz limitów produkcji przekaże na dalszym etapie negocjacji, najpóźniej do połowy przyszłego roku — tłumaczy Jerzy Plewa.

Zmienny azymut

Negocjacje rolne toczą się w bardzo trudnych warunkach. Unia bowiem prowadzi debatę nad zmianą zasad wspólnej polityki rolnej. Tak więc Polska dostosowuje się do kształtu polityki rolnej, która wciąż podlega ewolucji. Minister uważa, że mimo wielu zabiegów na szczeblu dyplomatycznym Polska wciąż nie ma prawa głosu co do jej kształtu, a po integracji będzie także obejmowała nasz kraj.

— Nie dość, że nie uczestniczymy w rozmowach o tym, co będzie nas obowiązywać, to nawet odmawia się nam statusu obserwatora — wyjaśnia Jerzy Plewa.

Słychać jednak głosy, że może lepiej poczekać z dostosowaniami rolniczymi do czasu poznania warunków, jakie zaproponuje nam UE. Minister podkreśla jednak, że oczekiwanie byłoby doskonałym argumentem dla tych, którzy chcą bardzo opóźnić proces rozszerzenia.

Tymczasem zniecierpliwienie rolników sięga zenitu, co widać po nadal spadającym poparciu tej grupy dla akcesji, które wynosi tylko 20 proc. Przyczyn jest wiele.

— Niepewność co do wyników negocjacji, przyszłości wspólnej polityki rolnej, zamęt wokół BSE oraz pryszczycy powodują, że polscy rolnicy postrzegają Unię przede wszystkim jako zagrożenie, a nie szansę — podkreśla Jerzy Plewa.

Trzecia grupa

Minister dodaje, że szczególnym rozczarowaniem jest zaliczenie Polski przez Komitet Weterynaryjny UE do III grupy ryzyka wystąpienia BSE — mimo że w naszym kraju nie było ani jednego przypadku wykrycia choroby.

— Polscy producenci rolni wciąż ponoszą koszty związane z chorobami zwierząt w UE. W miliony idą także koszty utylizacji odpadów pozwierzęcych (czego wymaga UE), a ceny wielu wyrobów — w tym przede wszystkim wołowiny — drastycznie spadają. Przy takiej polityce unijni producenci rolni wciąż otrzymują wsparcie finansowe, na które krajowi nie mogą nawet liczyć — mówi Jerzy Plewa.

Tymczasem klasyfikacja Polski w III grupie wpływa na zainteresowanie potencjalnych inwestorów, a także blokuje możliwy eksport. Polskie mięso praktycznie nie przekracza zachodniej granicy. By to zmienić, UE sugerowała wprowadzenie kosztownych testów zwierzęcych. Polska podjęła takie działania, licząc na zmianę decyzji.

— Te olbrzymie wydatki z budżetu, które wciąż ponosimy, nie przekładają się w sposób bezpośredni na zmianę decyzji Komitetu Weterynaryjnego — uważa Jerzy Plewa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rolnicze negocjacje z UE utknęły w miejscu