Ronaldo, Ronaldo!

Cezary Koprowicz
01-07-2002, 00:00

To był finał godny mistrzostw świata. Dwie bramki Ronaldo dały Brazylii piąty już tytuł mistrza.

Po takim meczu zapomina się o wszystkich sędziowskich skandalach, które towarzyszyły temu turniejowi. O Puchar Świata zagrały dwie najlepsze drużyny, a sędziował go jeden z najlepszych arbitrów — Pierluigi Collina. Efekt — piękne widowisko. Brazylia zasłużenie wygrała 2:0.

Przez prawie 70 minut oba zespoły grały bardzo mądrze. Gracze wiedzieli, że o wyniku spotkania może przesądzić jeden błąd. Im bliżej było końca, tym bardziej denerwowali się Brazylijczycy. Obrona niemiecka grała bez zarzutu, a Kahn bronił jak natchniony. To jednak najlepszy bramkarz turnieju popełnił błąd, po którym Niemcy już się nie podnieśli. W 68. minucie Kahn nie złapał piłki po dość łatwym do obrony strzale Rivaldo. Do odbitej od piersi futbolówki dobiegł Ronaldo i było 1:0. Obrońcy też się nie popisali. Kahn nie był asekurowany.

To był koniec piłkarskich szachów. Brazylia pod koniec meczu grała tak pięknie, jak to zwykle potrafi. 11 minut później padł drugi gol. Rivaldo przepuścił piłkę na polu karnym, przejął ją Ronaldo i strzałem tuż obok prawego słupka znów pokonał Oliviera Kahna. 2:0, Brazylia mistrzem świata, Ronaldo królem strzelców turnieju.

Brazylia udowodniła, że jest najlepszym zespołem ostatnich lat: mistrzostwo świata w 1994 r., wicemistrzostwo w 1998 r. i kolejny tytuł w 2002 r. Osiem lat temu Brazylijczycy triumfowali jednak po rzutach karnych, gdy Roberto Baggio w decydującej chwili posłał piłkę w trybuny. Teraz Brazylia wygrała bez dyskusji, grała mądrze, przetrwała ataki Niemców i zasłużenie zdobyła dwa gole.

— Dobrze się stało, że wygrała Brazylia. Od początku turnieju grała najrówniej. Najlepszym zawodnikiem mistrzostw był Ronaldo, strzelec obu bramek w finałowym meczu — komentuje Stanisław Siewierski, wiceprezes KGHM.

Niemcom należy się jednak ogromny szacunek, a przede wszystkim ich menedżerowi — Rudiemu Völlerowi. Po porażce 1:5 z Anglią w eliminacjach mistrzostw wydawało się, że ta drużyna już się nie podniesie. Niemcy liczyli się nawet z tym, że nie przebrną przez baraże. Mówiło się, że ta drużyna przeżywa kryzys i długo z niego nie wyjdzie.

Gdy udało im się awansować do finałowego turnieju, nikt nie dawał temu zespołowi szans na dotarcie dalej, niż do ćwierćfinału. Gdy z turnieju odpadały najlepsze drużyny świata, jak Francja, Argentyna i Włochy, ekipa Rudiego Völlera zasłużenie pięła się coraz wyżej. Finał i srebrny medal to dość dobre osiągnięcie, jak na czasy „kryzysu” niemieckiego futbolu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Cezary Koprowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Ronaldo, Ronaldo!