Ukraiński i międzynarodowy biznes jest zadowolony, jako że stawiał na prezydenckie zwycięstwo Wiktora Janukowycza. Abstrahując od jego ponurej przeszłości, były trzykrotny premier postrzegany jest jako bardziej przewidywalny niż populistyczna premier Julia Tymoszenko. Należy przy tym pamiętać, że wybór rosyjskojęzycznego Janukowycza nie oznacza wasalizacji Ukrainy wobec Rosji. Przecież trzymający w ręku gospodarkę oligarchowie nie wpuszczą na swój teren potężniejszych konkurentów zza wschodniej granicy!
Z polskiego punktu widzenia prezydentura Janukowycza oznacza, iż nie ma mowy o wchodzeniu Ukrainy do NATO. Prezydent Lech Kaczyński musi przyjąć do wiadomości gorzką prawdę, że do kosza idą ustalenia szczytu w Bukareszcie wraz z tzw. mapą drogową. Inaczej wygląda kwestia Unii Europejskiej — docelowo Ukraina może zostać jej pełnoprawnym członkiem, ale zachowującym militarny status Finlandii czy Austrii.
Od wielu lat w relacjach polsko-ukraińskich dyżurnym tematem na styku gospodarki z polityką pozostaje tranzytowy ropociąg z Brodów do Płocka. Trudno zliczyć prezydentów i premierów, w których ustach już "popłynęła" tamtędy do Polski kaspijska ropa. Istniejącym odcinkiem Odessa — Brody płynie rosyjska, tyle że w odwrotną stronę. Powód jest niezależny od zmian władzy w Kijowie — szanse na mityczne dostawy kaspijskie są niewiele większe od zera. W tym kontekście ciekawie zapowiada się udział Janukowycza w najbliższym szczycie prezydenckim poświęconym owej inicjatywie. Może to być szczyt ostatni...