Rosja miała swoje 5 minut

Jagoda Fryc
opublikowano: 2013-07-30 08:17

Dzięki odbiciu cen surowców w miesiąc fundusze akcji rosyjskich zarobiły nawet 9 proc. O powtórkę łatwo nie będzie.

Rosja, która miała być czarnym koniem 2013 r., do tej pory pozostawała raczej czarną… owcą. Rynek znajdował się pod presją spadających cen surowców, a także ogólnej awersji globalnych inwestorów do krajów wschodzących, mimo że akcje na tamtejszej giełdzie są relatywnie tanie, a sytuacja fundamentalna gospodarki — stabilna. Dzięki deprecjacji amerykańskiej waluty Rosja znów o sobie przypomniała. Taniejący dolar sprzyjał notowaniom surowców: baryłka ropy brent zdrożała o 6 proc., indeks RTS wzrósł o prawie 8 proc., a w ślad za nim podążyły fundusze: Investor Rosja zarobił w tym czasie ponad 9 proc., Arka Prestiż Akcji Rosyjskich zyskał 6,3 proc., a ING Rosja 5,6 proc.

None
None

Jedna jaskółka…

Mimo ostatnich zwyżek, od początku roku klienci funduszy akcji rosyjski wciąż pozostają od 2,7 do 4,4 proc. pod kreską. Prędko tego nie odrobią.

— Zarówno rynek surowcowy, jak i rosyjska gospodarka są pod presją spowolnienia w Europie i w Państwie Środka. O ile pierwsze ma się ku końcowi, to drugie dopiero się zaczyna. Przy spowalniającej chińskiej gospodarce, popyt na rosyjski gaz i ropę oraz wydobywane w Rosji metale będzie malał. Do tego dochodzi zacieśnianie polityki pieniężnej w USA, które rzutuje negatywnie na wszystkie rynki wschodzące — tłumaczy Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions.

Zdaniem specjalisty, banki centralne krajów wschodzących w czasie amerykańskiego QE dokonały luzowania polityki pieniężnej w obawie o szkodliwą dla ich sektora eksportowego aprecjację walut.

— Teraz, gdy QE ma się ku końcowi, muszą zacieśnić politykę pieniężną, by nie doprowadzić do gwałtownej deprecjacji walut. Ten problem dotyczy wielu rynków wschodzących, w tym Rosji. Rubel niedawno był na najniższym poziomie do dolara od 2009 r. — dodaje Maciej Bitner.

W poszukiwaniu perełek

Rosyjski indeks RTS zbudowany jest ze spółek surowcowych i banków. Zdaniem Grzegorza Zatryba, głównego stratega Skarbca TFI, perspektywy tych pierwszych są raczej mizerne.

— Rosyjskie spółki surowcowe w wielu przypadkach dysponują wyeksploatowanymi złożami i zdekapitalizowanym sprzętem. Państwo rosyjskie uważa je za dojną krowę i tak dostraja politykę fiskalną, żeby spółkom tym starczyło na wynagrodzenia i premie dla oligarchów i na nic więcej. Stąd takie problemy z brakiem inwestycji — nie ma za co ich robić — uważa Grzegorz Zatryb.

Specjalista zwraca jednak uwagę, że są też na moskiewskim parkiecie ciekawe spółki, np. te związane z rozwojem społeczeństwa konsumpcyjnego, jak np. Magnit, sieć sklepów detalicznych.

— Takich firm jest więcej, ale nie przesądzają one o poziomie indeksu. Stąd polityka polegająca na kupowaniu indeksu RTS raczej nie doprowadzi do niczego dobrego. Trzeba wyszukiwać perełki, a skoro tak, to dlaczego ograniczać się do Rosji? — dodaje Grzegorz Zatryb.