Pytani przez reporterów klienci supermarketów odpowiadają butnie „nasze jedzenie jest lepsze” i „nie będzie mi brakowało zachodniego”, właściciele moskiewskich delikatesów zaobserwowali jednak wzmożony popyt na jeszcze dostępne zachodnie produkty mleczne.

— Jeśli sytuacja się nie zmieni, będziemy musieli obejść się smakiem — narzeka Natalia Lanskaja, pracownica telewizji, wkładając do koszyka zapas brie i camembertów. Embargo sprawia też kłopoty pracownikom moskiewskiego zoo, którzy ryby i egzotyczne owoce dla niektórych gatunków zwierząt sprowadzają z Zachodu. Największy problem mogą mieć jednak restauratorzy prowadzący lokale z kuchnią francuską czy włoską.
— Dobra restauracja musi mieć dobre mięso, wino, kawę, a nawet dobry papier toaletowy — mówi Tatiana Patochnikowa, właścicielka kilku restauracji w centrum Moskwy. Rosyjski minister rolnictwa uspokaja, że trwają już rozmowy z krajami oferującymi podobne produkty, ale nieobjęte embargiem. — Kto przyzwyczaił się do jadania w dobrej restauracji, nadal będzie mógł tam jeść do syta — zapewnia Nikołaj Wasyliewicz Fiodorow.
