Rosjanie na lodzie

Maria Trepińska
opublikowano: 2006-09-27 00:00

Do siemianowickiej walcowni wkrótce może zapukać likwidator. Marzenia o rosyjskim inwestorze legły w gruzach.

Walcownia Rur Jedność (WRJ), kontrowersyjna inwestycja, realizowana z przerwami przez ponad ćwierć wieku w Siemianowicach Śląskich, głównie za państwowe pieniądze, nie zostanie ukończona. Co więcej — wkrótce może rozpocząć się proces jej likwidacji, a to oznacza wyprzedaż niemal po cenie złomu. W poniedziałek Sąd Rejonowy w Katowicach wydał postanowienie o oddaleniu dwóch wniosków: o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej, zgłoszony przez zarząd WRJ, oraz upadłość z możliwością zawarcia układu, zgłoszony przez Enpol. Dlaczego? Tadeusz Czarnota, sędzia przewodniczący, poprzez sekretarkę poinformował, że może porozmawiać, ale pod warunkiem uzyskania przez „PB” zgody prezesa sądu. Prezesi natomiast do czwartku przebywają na szkoleniu.

Po kieszeni prezesa

W trudnej sytuacji znalazł się zarząd WRJ, którym kieruje Władysław Presak. Nie udało nam się z nim skontaktować. Wiemy, że konsultował się z prawnikami.

— Jeśli zarząd WRJ znajdzie argumenty, może zaskarżyć postanowienie sądu. W innym przypadku powinien natychmiast zwołać walne zgromadzenie udziałowców spółki i ogłosić jej likwidację — podkreśla Marek Mioduszewski z Towarzystwa Finansowego Silesia (TFS), które ma 40,7 proc. udziałów.

Na postanowienie trzeba poczekać kilka dni.

Eugeniusz Majza, dyrektor Enpolu, generalny wykonawca WRJ i jej udziałowiec, stawia sprawę jasno. Jego zdaniem, wkrótce może rozpocząć się egzekucja długów przez wierzycieli, w tym z prywatnego majątku zarządu WRJ.

— Zaskarżymy decyzję sądu. Co teraz ma do powiedzenia wiceminister Szałamacha, który pozostawił los WRJ w rękach sądu? — zastanawia się Eugeniusz Majza.

Wczoraj nie udało nam się uzyskać komentarza wiceministra.

Pożegnanie z TMK

Nic nie wskazywało na tak szybką decyzję sądu. Podczas rozprawy 21 września sędzia Czarnota zapowiedział jedynie, że na posiedzeniu niejawnym sąd zdecyduje, czy powołać nową biegłą do wyceny kosztów postępowania upadłościowego, czego domagał się zarząd WRJ. Janina Wójcik, poprzednia biegła, wyceniała je na 42 mln zł i stwierdziła, że spółki na to nie stać.

Decyzja sądu rodzi poważne skutki. Legły w gruzach szanse na realizację wstępnej umowy podpisanej w październiku 2005 r. przez TFS i konsorcjum banków z rosyjską spółką Sinara z grupy TMK. Inwestor po ogłoszeniu upadłości likwidacyjnej miał kupić zakład od syndyka za 37,5 mln EUR (150 mln zł) i w ciągu 18 miesięcy ukończyć jego budowę.

— Musimy się zastanowić nad nowymi rozwiązaniami — mówi Marek Mioduszewski.

Eksperci są zgodni, że nikt nie kupi WRJ bez restrukturyzacji zadłużenia, które sięga 0,6 mld zł.