Na Targach Poznańskich Budma 2003 pojawiło się mniej wystawców niż przed rokiem. A ich stoiska były na ogół mniejsze i nie tak okazałe jak dawniej.
— 1100 wystawców to całkiem niezły wynik w czasie dekoniunktury — mówi Małgorzata Czubak, kierownik zespołu organizacji targów Międzynarodowych Targów Poznańskich.
Rok wcześniej wystawiło się ponad 1350 firm, a 2001 r. — 1508. Dopisali za to odwiedzający. Według organizatorów, ekspozycje obejrzało około 57 tys. osób. Zainteresowaniem cieszyły się stoiska firm oferujących stolarkę, domy wznoszone na konstrukcjach drewnianych i metalowych oraz materiały wykończeniowe.
— Na targi przyszedłem, bo chcę wymienić w domu okna. Tu, w jednym miejscu, bez jeżdżenia po mieście i marnowania czasu zobaczę, co proponują konkurujące ze sobą firmy. Na pewno coś wybiorę! — przekonuje właściciel niewielkiej podpoznańskiej firmy.
Wśród zwiedzających nie zabrakło właścicieli małych wytwórni, których nie stać na udział w targach, a którzy dbają o to, by zorientować się, co proponują potentaci branży.
— Mam niewielki zakład produkujący mozaikę podłogową. Firma jest za mała, bym mógł sobie pozwolić na stoisko na Budmie, ale przyjeżdżam tu co roku i podpatruję większych graczy — mówi Jan Radomiński ze Środy Wielkopolskiej.
Na Budmę 2003 zjechała wyjątkowo liczna grupa wystawców oraz potencjalnych klientów z krajów dawnego Związku Radzieckiego. W dużej mierze to efekt zabiegów organizatorów.
Zdaniem Przemysława Trawy, wiceprezesa MTP, do wzrostu zainteresowania Rosjan importem z Polski przyczyniła się także zeszłoroczna wizyta na targach w Poznaniu Władimira Putina, prezydenta Federacji Rosyjskiej. Podtrzymaniu tego zainteresowania miało służyć Forum Współpracy Budowlanej Europy Środkowej i Wschodniej: polscy przedsiębiorcy mogli się zapoznać z warunkami handlu ze Wschodem oraz z problematyką certyfikacji i standardów jakości.
— Sytuacja na rynku budowlanym w Polsce nie jest najlepsza. Mało zamówień na produkty i usługi budowlane powoduje, że wielu przedsiębiorców zastanawia się nad przyszłością... Ratunek może przynieść eksport na Wschód. Trzeba pozyskiwać potencjalnych kupców — mówi Przemysław Trawa.
Możliwości zbytu na rynki wschodnie potwierdzali i wystawcy.
— Ze Wschodem handlujemy już od 5 lat. Wciąż to jeszcze rynek niezagospodarowany — można na nim znaleźć wiele „wolnych półek”. Na Zachodzie to już niemożliwe: tam, aby wejść na rynek, trzeba kogoś z niego wyeliminować — twierdzi przedstawiciel jednej z firm.
Wzrost dochodów społeczeństwa w Rosji (w 2001 r. o 5,9 proc.) spowodował zwiększenie zainteresowania usługami i materiałami budowlanymi. Rozwija się zarówno rynek budownictwa mieszkaniowego, jak i usług remontowych. Słychać na przykład, że Rosjanie i Ukraińcy szykują się do pilnych remontów domów wielorodzinnych, powstałych w czasach komunizmu — tzw. chruszczowek. Jest możliwość, by to właśnie Polacy (surowce, technologie, robocizna) przejęli sporo kontraktów na modernizację wyeksploatowanych mieszkań.
Co dalej z Budmą? Wielu tegorocznych wystawców ma wątpliwości, czy wziąć udział w Budmie 2004. Powód? Zbyt wysokie koszty. Za metr kwadratowy niezabudowanej powierzchni wystawienniczej trzeba było teraz zapłacić 95-104 EUR. Koszty mnożą wydatki związane z projektem stoiska, wykonaniem ekspozycji i zakwaterowaniem przedstawicieli firmy. W sumie trzeba się liczyć z wyłożeniem co najmniej 100 tys. zł na 4 dni targów. Wielu — zwłaszcza mniejszych firm — po prostu na to nie stać. Przedsiębiorcy liczą się z groszem, tym bardziej że na znaczeniu ciągle zyskują inne formy promocji — jak Internet czy modelowe osiedla. Właśnie z uwagi na koszty w tym roku targi zbojkotowali na przykład producenci dachówek.
— Zastanawiamy się poważnie nad udziałem w przyszłorocznych targach... Ta formuła promocji już się wyczerpuje... Na targi przyjeżdża się głównie ze względu na branżę: aby się pokazać, poobserwować konkurencję i porozmawiać z dea-lerami. Tyle że to kosztowne — mówi Piotr Janczewski, członek zarządu i dyrektor sprzedaży w firmie Sokółka z Warszawy.
Z zarzutem o windowanie kosztów nie zgadzają się organizatorzy, tłumacząc, że są one na tym samym poziomie już od kilku lat.
— Nie zmieniamy cen — mimo rosnących kosztów pozyskania zwiedzających. Większość pieniędzy od wystawców przeznaczamy właśnie na ten cel. Nie przewidujemy wobec tego obniżki cen — twierdzi Przemysław Trawa.
Tymczasem wśród wystawców dość powszechne są głosy, że w sytuacji, gdy większość firm obniża ceny produktów i usług, także Międzynarodowe Targi Poznańskie powinny zachować się podobnie. Co wyniknie z tej rozbieżności sądów i interesów — zobaczymy za rok.