Piątkowe porozumienie głównych czeskich sił politycznych kreśli nie tylko przyszłą politykę podatkową, ale również strategię wobec żywności. Także tej importowanej. Lektura dokumentu przynosi niewesołe wnioski. Nasi eksporterzy powinni oswoić się z myślą o kontrolach i promowaniu ich czeskich konkurentów.

Brzmi fatalnie...
Niewiele jest nazwisk, które budzą tak duże emocje w polskiej branży spożywczej. Nasi menedżerowie nie spodziewają się niczego dobrego po aktywności Andreja Babisia, czeskiego miliardera i właściciela spółek spożywczych, chemicznych i medialnych. Założona przez niego partia Akcja Niezadowolonych Obywateli (ANO) zajęła drugie miejsce w wyborach parlamentarnych i została jednym z koalicjantów. Współtworzona przez nią umowa zawiera kilka — zdaniem naszych spożywców — kontrowersyjnych zapisów.
„Naszym interesem narodowym jest chronić naszych wysoko jakościowych producentów żywności, a poprzez wysokiej jakości kontrolę i skuteczne sankcje prawne dać do zrozumienia wszystkim producentom i handlowcom, że nie opłaci się sprowadzać do Czech produktów niskiej jakości. Wprowadzimy surowe zasady dla sieci handlowych, aby doszło do polepszenia jakości sprzedawanych artykułów spożywczych i stworzenia większej przestrzeni dla wysokiej jakości czeskiej żywności. Będziemy starać się o jasne oznaczenie pochodzenia żywności” — czytamy w zapisie umowy przetłumaczonej przez naszą ambasadę w Pradze.
— Brzmi to fatalnie. Rządzący wprost deklarują, że będą stosować wszelkie mechanizmy prawne w celu protekcjonizmu. Jeszcze gorzej, że również wprost zapowiadają użycie do tego urzędowych kontroli żywności. To już nie będzie tylko czarny PR w mediach, ale spisana bardzo konkretna długofalowa strategia mająca na celu wyeliminowanie z czeskiego rynku zagranicznych dostawców, a więc także Polaków. Możemy spodziewać się też bezpośrednich nacisków na dystrybutorów, żeby handlowali czeskimi, a nie zagranicznymi produktami — mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.
...i przeczy zasadom UE
Zdaniem Marka Przeździaka, prezesa Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco, tego typu działania przeczą zasadom wspólnego rynku unijnego, bo prowadzą do zamknięcia w obrębie rynków narodowych.
— Należy się zastanowić, czy jest to zgodne z ideą wolnego rynku w UE i czy nie wymaga interwencji na poziomie Brukseli. Jest to bowiem ewidentna próba wprowadzania barier w handlu wspólnotowym — dodaje Andrzej Gantner. Marek Przeździak zwraca uwagę, że Czesi — między wierszami — wyraźnie zaznaczają, że to produkty importowane będą poddawane szczegółowym kontrolom.
— Czy tak samo skrupulatnie będą sprawdzać własne wyroby? Może to zapowiedź nagonki? — zastanawia się szef Polbisco. Przez osiem miesięcy tego roku sprzedaliśmy Czechom żywność za 738 mln EUR. Niedawno Stanisław Kalemba, minister rolnictwa, chwalił się rosnącym eksportem polskiej żywności, również nad Wełtawę.
— Minister jest od tego, żeby się chwalić wynikami eksportu i go wspierać, a my również od tego, żeby widzieć i mówić o zagrożeniach. Nie jest tak, że nic się nie stało, bo już zmieniła się struktura eksportu — Czesi kupują od nas coraz więcej surowców, a coraz mniej produktów przetworzonych. Oznacza to, że konsumenci widzą na półkach mniej polskich produktów, a zastąpiły je czeskie, choć produkowane z polskich surowców. Dotychczas to my królowaliśmy w dynamice eksportu do Czech, ale w tym roku wyprzedzili nas Niemcy. Powinniśmy z tego wyciągnąć wnioski — twierdzi Andrzej Gantner.
22-333-98-18